Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 661 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościa...

więcej...

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościach.. jednym słowem o życiu małżeństwa z delegacją w tle :)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Instagromowe LOVE :)

środa, 31 sierpnia 2016 16:51

Zapomniałam wspomnieć , że uruchomiłam konto na instagramie o nazwie jak blog malzenstwo_na_delegacji. Tam wrzucam zdjęcia stare i nowe:) Wciąż nad nim pracuję, ale myślę, że będzie to najlepsze źródło moich zdjęć.. Warto obserwować. :)

 

 


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: instagram

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zapraszamy na Fejsbuka :D

piątek, 09 listopada 2012 6:44

Miło mi poinformować, że posiadamy swój profil na Facebooku. Będą na nim konkursy, jeszcze więcej zdjęć i będą informacje o nowych wpisach a także o tym  gdzie jesteśmy i co robimy :)

 

https://www.facebook.com/MalzenstwoNaDelegacji

 

Zapraszam Wam do polubiebia naszej strony :) wystarczy kliknąc na link :)

 

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kwiatowo..

czwartek, 05 lipca 2012 12:47

Dziś czwarta rocznica Naszego ślubu, która według mądrego internetu nosi nazwe kwiatowej.

Czy to jest dla nas wielkie święto z pompą ? Nie.. Jest to miły dzień..świantowania zostawimy na okrągłe rocznice..

Wiele przez te cztery lata się zmieniło, zmieniła się nasza miłość.. Przez te cztery lata były wzloty i upadki.. Moge nawet powiedzieć, że takie upoadki po których mogliśmy się nie podnieść, ale na szczęście uratowaliśmy tą miłość.

 

Miłość jest jak kwiat, trzeba o nią dbać.. to najszczersza prawda.. Jak się przestaje dbać o miłość o siebie wzajemnie i o siebie osobiście to wszystko powoli się rozsypuje.. Nigdy nie chciałam i nie chcę by moje małżeństwo polegało na przyzwyczajeniu i lenistwie, dlatego każdego dnia walczymy o siebie i dla siebie.. Tonie znaczy , że od siebie nie wymagamy.. Trzeba wymagać od siebie nawzajem , bo ludzie z natury są leniwi.. :) Ja od początku nie rozpieczałam szaleńczo męża, nie robiłam wszystkiego pod nos, pomimo , że ciężko pracował wymagałam od niego pomocy w domu. Oczywiście nie umęczałam go nad wymiar, ale chodzi o wyrobienie nawyku , że nie ma czynności tylko kobiecych, albo tylko moich..poślubił mnie a nie sprzątaczkę, praczkę i kucharkę, jeszcze przed ślubem mu powiedziałam w razie czego , że usługiwać mu nie będę, chcę być partnerką a nie panią od wszystkiego.. staram się tak dzielić obowiązkami , żeby mój małżonek nie zginął jak zachoruje lub mnie nie będzie, żeby umiał włączyć pralkę (tak, są mężczyźni , którzy nie potrafią!) z resztą honor , by mu nie pozwolił i starch przed moją złością, by pójść do mamy uprać czy na obiad bo nie chciało mu się ugotować :)

 

Wiele przeżyliśmy jeszcze więcej przed nami.. te dobre i złe chwile..każde potrzebne choć chciałoby się mieć tylko te dobre.. mam nadzieje, że za 5, 10,20 lat będziemy tak samo spokojnie i szczęśliwie spędzać nie tylko rocznice ale i resztę dni w roku.. tego życzę i Wam..  i życzę Wam siły do tego , by walczyć o miłość dawać i brać. (umiejętność brania u kobiet ogranicza się często tylko do prezentów, a warto brać także pomoc, czas wolny od dziecka itd..dbając o siebie dbamy o naszą miłość! wszystko musi być wyważone drogie panie i panowie:))

 

 

 

Mam odbrzymie szczęście , że mam tak wspaniałego męża , który mnie nigdy nie zawiódł.. był ze mną w chorobie, złościach, szczęściach, ciężkich chwilach.. wspierał, dodawał otuchy, dawał kopniaka jak było trzeba, inspirował do działania i do niego pchał.. Dzieki Niemu jestem tym kim jestem..

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Okiem męża..

czwartek, 19 kwietnia 2012 3:57

            Witam Wszystkich,

           Tak się zbierałem i zbierałem i w końcu się zebrałem. Czas na drugi punkt widzenia – ten mężowy.. Oczywiście za przyzwoleniem autorki bloga;).

           Jak już zacząłem pisać okazało się że spory kawał wypocin powstał – mam nadzieję że ciekawie będzie się czytać.. Tak więc, drogi  Gościu, usiądź wygodnie, otwórz zimne piwko albo zalej kubek gorącą kawą i.. miłej lektury. (Fotek niestety nie mam czasu dodawać, może zrehabilituje się w późniejszym czasie)

 

            Co tu dużo mówić – życie w rozłące nie należy do najprostszych ale też kilka drobnych zalet się znajdzie.

            Oczywiście bywa niełatwo, są chwile kiedy naprawdę się tęskni – mimo nawału zajęć. A i brak tęsknoty – taki kompletny – to też nienajlepsza oznaka, mimo że ułatwia „przetrwanie” czasu rozłąki. A muszę przyznać że zdarzają się momenty pewnej obojętności i „ciszy” w eterze i bywa to całkiem wygodne.. czasami. Myślę że i podobne chwile ma Madzia. Choć na dłuższą metę prowadzi to do oddalenia się niestety i życia każde własnym życiem. Chyba dlatego tak ważny jest kontakt, choćby mail o tym co przyniósł miniony dzień i kilka ciepłych słów na dzień dobry. Bywało różnie, czasem ciężko, czasem beznadziejnie, zaliczyliśmy też mniejszy i poważny kryzys ale myślę że to wszystko sprawiło że znaleźliśmy sposób i na bycie razem – takie nie męczące, nie nudzące się, miłe, przyjemne… I na bycie osobno – nie powodujące problemów czy kolejnych kryzysów. Do tego chyba potrzeba czasu, chęci i doświadczeń (nie zawsze pozytywnych) – i my chyba to osiągnęliśmy. Nadal bywa momentami trudniej ale najważniejsze znaleźć sposób. Przestawić trochę swoje własne myślenie (lub nie myśleć zbyt wiele), polegać nieco bardziej na tej drugiej połówce, poświęcać sobie nieco czasu, a chwilami pozwolić sobie od siebie odetchnąć;) – takie wzajemne zrozumienie potrzeb..

           Wspomnieć trzeba też o tym że Madzi jest trudniej niż mi – i dobrze to wiem. A to z prostego powodu. Ja trafiam do nowej rzeczywistości z nowymi ludźmi. Jestem zajęty pracą, czasem zwiedzaniem. Zawsze coś się dzieje i czas szybko mija. Moją uwagę raczej absorbuje wszystko co dookoła mnie – bo jest po prostu nowe, inne. I często dzieje się to podświadomie. A żonka – zostaje nadal w „szarej” rzeczywistości domu, wśród tych samych ludzi, tych samych spraw i rzeczy. I mimo że potrafi sobie wypełnić czas i znaleźć zajęcie to i tak jest to ta sama rzeczywistość z tą różnicą że ja gdzieś „zniknąłem”. Szczerze mówiąc i mi byłoby nie łatwo mając jeszcze do tego na głowie codzienne sprawy w zdwojonej ilości.

           Tym bardziej więc potrzebne jest wzajemne zrozumienie i coś co ładnie nazywa się empatią.

 

            Z tym wzajemnym zrozumieniem czasem nawet trudniej będąc razem niż osobno;). Jak już chyba kiedyś żonka wspomniała: ja pracuję czasem jakieś 12h. Ona, gdy wybywa delegacyjnie ze mną –  „siedzi w domu”.

           Czasem ja po powrocie z pracy „wymagam” błysku w mieszkaniu, dobrego obiadu, i odpoczynku bez przeszkadzania. Ona natomiast entuzjastycznego wybycia na spacer czy dłuższą wyprawę, jakieś zakupy, trochę wygłupów zamiast leniuchowania. Chyba sęk w tym żeby to wszystko jakoś wyważyć. Myślę że ido tego już doszliśmy – choć zajęło nam to parę lat;).

            Tak więc czasem ja, mimo zmęczenia po pracy zdobywam się na poszalenie, wybycie na spacer czy kawę na mieście, ewentualnie maraton po lesie – mimo że właśnie skończyłem 12 godzinę roboty. A czasem Madzia zdobywa się na posiedzenie w mieszkaniu, obejrzenie filmu, czy po prostu posiedzenie na balkonie w czasie gdy ja „nic nie robię” albo śpię – mimo że właśnie zakończyła 12 godzinę.. siedzenia w domu przy garach lub sprzątając, tudzież oglądając 10 film z kolei;).. Szczerze – chyba nawet dla niej jest to większy wyczyn niż dla mnie bo chyba wolę być przemęczony niż przenudzony – tak więc ukłon w stronę żonki.

            Myślę, że mogę stwierdzić, że to naprawdę się ceni – takie zgranie i codzienne małe poświęcenia nawzajem, a raczej kompromisy. Również fakt że Madzia potrafi sobie znaleźć zajęcia na czas gdy mnie nie ma. A szczerze mówiąc nawet maraton po lesie zaraz po pracy czy łażenie po sklepach z żonką potrafi odstresować i sprawia że człowiek „olewa” wkurzające sprawy, czy ludzi z jakimi się spotyka w pracy i spotkać będzie musiał następnego dnia.

 

            Inna sprawa to oczywiście wygoda gdy żonka jest ze mną – gdziekolwiek jestem. Poza miło spędzanym czasem i nie samotnym zasypianiem w grę wchodzi mnóstwo spraw codziennych. Zawsze (no prawie;) ) czeka na mnie niezły obiad, raz na jakiś czas świeże pranie czy urocza, romantyczna kolacja. Oczywiście staram się nie robić z żony kury domowej bo nie po to ze mną się telepie tyle kilometrów a i ona sama nie jest takim typem kobiety:). Poza codziennymi sprawami po powrocie z pracy zawsze jest co robić i jakoś więcej chęci jest do czegokolwiek. Kiedy jestem sam jakoś wszechstronne lenistwo mnie ogarnia i nie chce się nawet z mieszkania wychodzić. Kiedy jest ze mną Magdalenka to i chęci jest więcej i motywacji do zrobienia czegokolwiek ze sobą – jak choćby spacer. A jeśli nawet chęci brak zawsze Madzia mnie gdzieś wyciągnie albo wymyśli jakieś zajęcie.

            Z drugiej strony, kiedy jestem sam mam więcej czasu dla siebie i swoich fanaberii czy po prostu lenistwa właśnie. Takiego zamknięcia się w „pudełku nicości” i zwyczajnej wegetacji albo skupienia się, nieco egoistycznie, na sobie. Szczerze jednak mówiąc – myślę że na dłuższą metę więcej zalet ma wybywanie delegacyjne we dwoje. To też dlatego że nawet będąc razem potrafimy czasem zająć się każde swoimi sprawami bez marudzenia jedno drugiemu:). Czasem nawet „olewając” się chwilowo..

 

            A powroty do domu? Czasem bywa zaskakująco… normalnie. Drobne chwile obojętności ze strony „niby” stęsknionej strasznie żony. Jakaś taka normalna normalność. Ale i tego się nauczyłem – tak jej jak i mi potrzeba czasu (kilka chwil, czasem może paru godzin) na to by się przestawić. Przestawić na tryb domowo – stęskniony. Tak już mamy – nie koniecznie od razu rzucamy się sobie na szyję. Ale gdy już mnie czas „aklimatyzacji” jest jak być powinno. I często w ramach „nacieszenia” się sobą wybywamy na parę dni – jeśli to możliwe.

 

            Najmniej fajne są chyba moje kilkudniowe przyjazdy w ramach przerwy po paru, parunastu tygodniach nieobecności. Jest to męczące tak dla mnie jak i Magdy. Madzia nie ma czasu się mną nacieszyć – i vice versa. Do tego muszę, chcąc nie chcąc to coś naprawić, to zmienić na prośbę żonki, to pomóc jej w porządkach itp. Zawsze zajęć mnóstwo a czasu niewiele. Że już nie wspomnę o odwiedzinach u rodziców czy znajomych. Siłą rzeczy nawet przez te kilka dni mojej przerwy w pracy nie zawracamy sobie głowy sprzątaniem :P. Choć żeby nie zostawiać Madzi z bałaganem w ostatni dzień staram się trochę ogarnąć mieszkanie, pomóc jej w tym:).

 

            ..A najlepsze są wakacje – czas kiedy jestem w domu dłużej niż parę dni. Staramy się wtedy wybyć na jakieś małe wakacje właśnie czy też wypocząć razem choćby nigdzie nie wyjeżdżając. A wspólny czas to najróżniejsze sprawy. Od codziennych wspólnych śniadań, kawci na mieście czy też w domu, wspólnych wizyt u rodziny, drobnych imprez organizowanych dla przyjaciół,  po spontaniczne wybywanie na romantycznego kebeba w środku nocy;), wycieczkę np. do Nowego Targu (jakieś 200km) tylko po to by zjeść zarąbiste lody, wspólne wieczory z winkiem i kąpielą z bąbelkami;), czy też organizowanie najzwyklejszych codziennych spraw. O chwilach intymności już nie wspominając;)

           Są też chwile spędzane razem ale osobno – oczywiście. A to Madzia zgada się ze znajomymi czy przyjaciółką na kawę i ploty, to ja umówię się z koleżanką na małe pogaduchy czy po prostu posiedzę w domu błogo „nic nie robiąc”:).

           Tak czy siak najlepsze jest poczucie że zaśniemy razem i rozpoczniemy dzień razem, we własnym mieszkaniu:).

 

           Ostatni post Magdalenki skłonił mnie do dodania czegoś od siebie na temat rodzinki. Ja powiedzieć muszę w tym miejscu że i moja teściowa jest naprawdę w porządeczku. Do takiej z dowcipów Jej daleko. Zwykle też trzyma moją stronę gdy przychodzi do jakiejś "małżeńskiej wymiany zdań" ;). Oczywiście moja mama robi to samo i Madzia już dawno została adoptowana a ja zostałem banitą :P.. Ale tak serio – to się chwali kiedy rodzinka się dogaduje i nie ma problemów. Bliższe ciocie czy dalsze "kawałki rodziny" też należy pochwalić - obustronna akceptacja i dogadywanie się bez większych problemów, mimo czasem niełatwych charakterów. Tak więc zawsze miło odwiedzać kogokolwiek i nie ma myśli typu: "i znowu trza odbębnić wizytę u tych...." Tak więc przyłączam się do zdania i życzeń Magdalenki:)..

 

 

           Na koniec słowo do blogmistrzyni: żono moja droga Magdaleno, honey bunny – jeżeli coś pominąłem albo przekłamałem nie muszę nawet mówić że możesz skomentować – zrobisz to na pewno tak czy siak ;)..

 

Pozdrawiam Wszystkich..

Czarek (cezarem ostatnio zwany;) )


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (1) | dodaj komentarz

Małżeństwo z bonusem...

niedziela, 15 kwietnia 2012 20:03

Dziś chciałam się troszkę pochwalić.. Pochwalić rodziną.. Że mam wspaniałego męża, no to wiadomo :) ale ja w bonusie, wychodząc za niego dostałam wspaniałą rodzinę.. A właściwie można powiedzieć , że moja rodzina powiększyła i stworzyliśmy razem Naszą.. jedną , wielką.. Nie każdy ma takie szczęście , że znajdując swoją drugą połówkę znajduje razem z nim jego wspaniałą rodzinę.. Często „teściowa ” nie jest daleka od tych z kawałów.. do tego problematyczna rodzina, lub brak akceptacji.. Zarówno w mojej jak i w Czarka rodzinie są problemy, osoby mniej i bardziej problematyczne.. jak w każdej rodzinie.. Ale musze przyznać , że życie mnie zaskoczyło w tej kwestii i zyskałam wiele „sojuszników” , przyjaciół.. Zyskałam także babcię , dziadka na krótko , ale zawsze.. Gdyż moja ostatnia babcia zmarła jak miałam 6 lat.. Teraz mam wspólną babcię z Czarkiem.. Muszę także wspomnieć o mojej cudownej teściowej.. I bez żartów i bez wazeliny mam wspaniałą teściową o dobrym sercu, którą naprawdę kocham i od której wiele się uczę..teściu ma trudniejszy charakter i nasza droga do przyjaźni była dłuższa, ale teraz dogadujemy się dobrze.. Dodam , że ja też mam trudniejszy charakter, jest szczera i lubię mieć „po swojemu” i stawiam na swoje.. Mój teść jest w tym podobny do mnie dlatego potrzebowaliśmy czasu na wyrobienie sobie sposoby komunikacji :) Zarówno na teścia jak i teściową mogę zawsze liczyć.. do tego dochodzi rodzeństwo Cezara , ciocie, kuzynki, wujkowie i dalsza rodzina..Może nie wszystcy , ale całkowita większość przyjęła mnie bardzo ciepło i przyjaźnie.. Bardzo mnie to cieszy i jest to dla mnie bardzo ważne posiadać rodzinę, swoją i męża, którą także trakruję już jak swoją..I co najważniejsze rodzina mojego męża przyjęła również otwarcie moją mamę i myślę, że z czasem bardziej zsocjalizujemy i głębiej nasze dalsze rodziny..Bo tak fajnie :) Mieć dużą , szczęśliwą rodzinę :)

Wszystkim ludziom życzę takiego bonusa małżeńskiego .. Nowej rodziny.. nowych przyjaciół.. Fajnych teściowych .. Ale także wyrozumiałości dla rodziny męża.. Szczególnie rodziców.. pozwolić im się poznać.. pozwolić im się oswoić z nową sytuacją , ale także nie ustępować i od początku pokazywać na czym nam najbardziej zależy.. Tego życzę osobą szczególnie tym , którzy mają małą własną rodzinę lub taką na którą mniej moga liczyć..


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz