Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 138 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O moim bloogu

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościa...

więcej...

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościach.. jednym słowem o życiu małżeństwa z delegacją w tle :)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Mój dziesięciotysięczny plan.

środa, 26 marca 2014 1:49

Przed wyjazdem do Japonii postanowiłam sobie, że będę w trakcie tej wyprawy dużo chodzić. Założyłam sobie 10 000 kroków dziennie co jest równe mniej więcej 7 kilometrom i około 500 spalonym kaloriom (poniżej 500). Wiedziałam , że nie będę się tu zdrowo odżywiać , bo mieszkamy w hotelu więc jestem skazana na jedzenie w restauracjach i jedzenie gotowe. , dlatego to był mój jedyny ratunek by nie wrócić jako słonica :)

 

Dlaczego nie inna aktywność??

Mam podwichniętą rzepkę w kolanie i każda aktywność sprawia mi ból i może zakończyć się poważniejszym urazem np. zwichnięciem kolana. Bardzo chciałam biegać, to moje marzenie, ale nie jest to wykonalne. Jedyna aktywność fizyczna która sprawia mi ból do przeżycia to chodzenie. Czasem w ogóle nie czuję bólu, czasem czuję większy, czasem mniejszy. Czasem podczas chodzenia , czasem po. Zawsze po schodach i pod górkę, ale takich wyczynów unikam lub ograniczam. Nie mniej jednak jest to do zniesienia a ja nie chcę się poddawać.

 

Drugą rzeczą jaką sobie obiecałam to to iż będę próbować nowych rzeczy. Mam z tym spory problem, znaczy mój mózg ma. Jak czegoś nie znam, nie wygląda to dobrze, nie pachnie to nie spróbuję i koniec. Pracuję nad sobą i próbuję nowych rzeczy. Nie wszystkich, ale nic na siłę.

 

A jak poradziłam sobie z krokami??

Sami zobaczcie :

Wykres miesięczny.

Wynik na obecny miesiąc 11530 to średnia z całego miesiąca. Porównanie z poprzednimi miesiącami wygląda dość szokująco. Ale wszystko dlatego , że w poprzednich miesiącach brakowało mi systematyczności. Robiłam 10 000, ale 2 razy w tygodniu. Wyjątkiem był Hamburg gdzie robiłam więcej i częściej, ale wtedy też telefon mi zaszwankował i nie działał ,więc nie liczył kroków.

SHealth_09_21_27.jpg

 

 

Wykres dzienny:

Pozioma zielona kreska wyznacza mój cel czyli 10 000 kroków. Najdłuższa kreska to największa ilość kroków- mój rekord okupiony niestety bólem kilkudniowym : 26 720 kroków co się równa prawie 19 kilometrom(!!!) i 1400 spalonym kaloriom. Najmniejsza ilość kroków jaką wykonałam było 7700.

Ważne dla mnie było, by utrzymać średnią kroków około 10 000 czyli jeśli w jeden dzień zrobię mniej kroków to na następny planowałam dłuższy spacer. Ale w praktyce samo się to rozwiązywało.

 

SHealth_09_20_53.jpg

 

 

 

 

Nie odpuszczam sobie nawet w brzydką pogodę, jak dziś. Choć pada i będzie padać cały dzień według godzinowej prognozy pogody wybieram czas kiedy padać będzie najmniej i wychodzę gdzieś bliżej i gdzieś gdzie mogę się schronić np. do sklepu po lunch, albo do księgarni poprzeglądać gazety. Tym sposobem daję też czas i możliwość paniom z hotelu na uprzątnięcie mojego pokoju. One są dla mnie również motywacją, wiem , że jestem jedyną osoba na piętrze w ciągu dnia chcę , by w spokoju mogły posprzątać mój i inne pokoje.

Jak wrócę do domu muszę postarać się, by utrzymać codzienne chodzenie. Może nie w takiej liczbie, bo 10 000 to duża aktywność szczególnie jak się nie pracuje ( dojście na przystanek, z przystanku, pójście do sklepu to też aktywność).


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Przypowieść książkowa

niedziela, 15 grudnia 2013 16:47

Chciałam Wam dziś opowiedzieć pewną anegdotę dotyczącą książek oraz podzielić się z Wami książkami które przeczytałam i są warte uwagi.

 

Najpierw anegdota...

 

Jakiś czas temu przyleciał z Anglii mój brat z przyszłą żoną (polką) , jej rodzice zaprosili nas na wieczorną herbatkę i pogawędkę. Zaproszenie było dla nas niespodziewane, ale szalenie przyjemne ogarnęłyśmy się z mamą szybko i pojechałyśmy Do rodziców Oli. Był tam także przyjaciel rodziny -gawędziarz, któremu wybitnie przypasowałam do rozmowy. Dużo się śmialiśmy i żartowaliśmy. w pewnym momencie rozmowa zeszła na poważniejsze sprawy-czytanie. Pochwaliłam się , ze również posiadam czytnik. I zadano mi pytanie co czytam, jaki jest mój ulubiony autor.. widownia skupiła na mnie uwagę.. A w mojej głowie pustka.. no jak Boga kocham nie przyszła mi na myśl żadna książka , którą czytałam, nie czytałam..widziałam w sklepie.. zająkiwałam się bardzo.. w końcu dodałam , że ja najwięcej czytam na wyjazdach a tam to lubię lekkie książki z literatury kobiecej..

 

rozmowa poszła innym torem i już do tego nie wracaliśmy.. ale jadąc do domu dręczyła mnie myśl poniesionej porażki..i wstydu.. gdyż zapewne każdy pomyślał , ze czytam harlequiny ..

Ta myśl i poczucie wstydu doprawdy nie dawały mi zasnąć..

 

Więc chciałam obwieścić, iż harlequinów nie czytam.. :) jeszcze :)

Literatura po którą sięgam nie jest może bardzo ambitna , ale to nie harleqiuny.. choć nic do nich nie mam :)

 

Książki , które czytałam i mogę polecić..

 

Kobiety dyktatorów 1 i 2 . Ducret Diane

Lubię taka odmianę historii.. tak zwana historia od kuchni.. :) Wielu poważnych dyktatorów od Hitlera począwszy.. Ich kobiety i ich życie prywatne.. w zaciszu domowym..lecz także życie zanim zostali dyktatorami i władcami.. Bardzo ciekawe opowiastki aczkolwiek czasem można się zgubić w chronologii zdarzeń..

Przeczytałam cześć dryga pierwsza przede mną..

 

"Sklep na Blossom Street" Debbie Macomber

oraz druga część "Skrawki życia"

I tu muszę przyznać jestem zszokowana gdyż jest to wyd. mira by Harlequin.. cóż..:) jednak czytam Harlequiny :)

Ale do książki.. opowieść o mały sklepiku z włóczkami Jej właścicielce oraz klientkach.. ciepła bardzo kobieca książka o Paniach w różnym wieku o różnym statusie i o tym jak łączy ich nie tylko robienie na drutach ale z czasem prawdziwa przyjaźń..

 

"A właśnie , że tak "  Justyna Szymańska

Książka umieszczona w Polsce w naszych znanych nam realiach, stereotypach. Bardzo wesoła , optymistyczna książka o spełnianiu marzeń i o tym , ze nigdy nie jest na to za późno ! :)

 

 

"Tatami kontra krzesła " Tomański Rafał

Książka o Japonii, zwyczajach, obyczajach. Wiele spraw o Japonii i Japończykach może Was poważnie zszokować :) Polecam bez dwóch zdań ! Niektóre zagadnienie przybliżałam wam już na blogu, niektóre będą dla was totalna abstrakcją.. Polecam , by w przyjazny sposób poznać odległą kulturę..

 

Obecnie przegryzam się przez poradnik NLP. Słyszałam o tym wiele dobrego chcę przetestować  :)

 

Na półce czeka na mnie też Osho "potęga teraźniejszości " oraz "kreatywność ", ale potrzebuje się bardziej wyciszyć by owocnie przez nie przebrnąć..

 

Pozdrawiam Was..

Jeśli posiadacie jakieś ciekawe tytuły podzielcie się :)

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Odkopać pasję tworzenia..

wtorek, 05 lutego 2013 12:48

Kiedyś tak wiele czasu poświęcałam na swoje pasje.. Rysowałam, malowałam, szkicowałam, lepiłam, tworzyłam, projektowałam.. Teraz głównie fotografuje, i daje mi to dużo satysfakcji, ale brakuje mi właśnie tego tworzenia.. nie robię tego głównie dlatego , że nie mam czasu i miejsca.. Jak czas da się jakoś zorganizowac to z miejscem już gorzej.. Potrzebuje własnej przestrzeni, dużego stołu lub biurka, który nie będę się bała ubrudzić bo to właśnie będzie.. Będę mogła chlapać farbą, robić bałagan..

 

Ostatnio coraz częściej wraca do mnie chęć tworzenia tak silna, że prawdopodobnie niedługo stworzę coś na 2m2 w naszym salonie.. Juz jakiś czas myślę o stworzeniu mebli i dodatków wnętrzarskich, ale na to nie mam narazie miejsca, ani na robienie ani na składowanie.. Mam nadzieję , że już niedługo będę miała miajsce by tworzyć tymczasem moja zabawa z aparatem i materiałami :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wizyta na plaży w wersji rozszerzonej..

czwartek, 13 września 2012 8:36

Już dwa dni zbieram się,by iść na plaże się kąpać i opalać. Przychodzi mi to z trudem, bo na plaży jest niewiele osób, nikt się nie kąpie i nie opala.. Ale dziś postanowiłam , że idę, jak będę się dziwnie czuła to pójdę w bardziej ustronne miejsce lub będę czytać książkę na kocu.

 

Postanowione-IDĘ!

 

Wstałam więc rano, umyłam włosy, podpięłam je mokre 2 spinkami co nadało mi iście plażowego wyglądu. Zjadłam płatki w mlekiem i zaczęłam pakować niezbędne rzeczy. Zielona herbata w bidonie trzymającym chłód, kocyk przywieziony z Polski (co zrobiłabym bez Ikei :) , książka –nie lubię bezczynnie wylegiwać się na plaży , pareo- choć to raczej indyjska lekka chusta , która używam jako pareo, ciastka jakbym zgłodniała, portfel, telefon, krem z filtrem i w drogę!

Droga na plaże mija mi stosunkowo szybko, zadziwiająco mało ludzi na ulicy a mijani przeze mnie ludzie są ubrani jakby pomylili pory roku. Wyglądam przy nich naprawdę dziwnie w swojej spódniczce przed kolano i bluzce na szerokich ramiączkach! Mijam starsze panie, które pielą rabaty niedaleko plaży. Nie pierwszy raz widzę starszych ludzi dbających o porządek i zieleń miejską więc myślę , że robią to w czynie społecznym. Owe starsze panie mają na sobie długie jasne spodnie, pełne buty , dość szerokie koszule w krótkim rękawem jakby większe o rozmiar niż potrzeba. Ale nie to przykuwa moją największą uwagę. Najbardziej zadziwiają mnie rękawiczki długie pod pachę tak , że nie widać gdzie dokładnie się kończą gdyż znikają pod rękawkiem koszuli. Nie pierwszy raz widzę owe rękawiczki, ale za każdym razem tak samo mnie dziwią.. jest upał.. Oprócz rękawiczek po szyję, kobiety mają na sobie kapelusze wyglądem przypominające troszkę czapki pszczelarza lub turysty w tropików. Pod takie przyodzienie nie ma prawa zajrzeć nawet najmniejszy promyk słońca! Zastanawia mnie jakich antyperspirantów używają skoro nie wypływają spod takiego ubrania!

Podczas tych domysłów docieram na plażę. Ściągam buty, ale piasek parzy co najmniej jak rozżarzone węgle. Wyszłam o złej porze. Martwiąc się burzą, o której czytałam w prognozie wyszłam jak najszybciej, by choć chwilę spędzić na słońcu. Była godzina po 11.. przed największym słońcem i upałem. Bezchmurne niebo komunikowało mi bym nie wierzyła w prognozy.

Zmęczona drogą z domu i słońcem rozkładam swój kocyk przy wejściu na plaże pod dużym drzewkiem iglastym. Nigdy nie umiałam ich rozróżniać więc powiem tylko , że miało długie igły.

Siadam, wyciągam książkę i napawam się delikatnymi powiewami wiatru. Morze z perspektywy siedzącej ma kolor granatowo-turkusowy, wchodząc na plaże miało kolor ciemnej butelkowej zieleni przy plaży a granatu w głębi morza.  Niewiele ludzi jak zawsze, przede mną tuż przy wodzie dwoje zakochanych młodych japończyków. Ona w delikatnej niebieskiej sukience za kolano z górą na ramiączkach . Odpowiednio szerokiej, z delikatnym turkusowym ponczem zakrywającym  ramiona od słońca i oczu niepotrzebnych gapiów . On w spodenkach lekko za kolano i koszuli z podwiniętymi rękawami. Z modnie dłuższymi włosami w kolorze bursztynowego brązu. Troszkę pomoczyli nogi w wodzie po czym usiedli patrząc w morze , przytulając się delikatnie i niepostrzeżenie.  Japończycy nie lubią kontaktu cielesnego. Zwykłe podanie ręki to dla nich za dużo. Normalnie na przywitanie się kłaniają. Na ulicy nie jest prosto spotkać parę trzymającą się za ręce, szczególnie w takiej małej mieścinie jak moja. W większych miastach panuje większy luz.

 

Chwilę jeszcze spoglądam w morze i wracam do czytania mojej książki . Moim młodym gołąbkom chyba zrobiło się za ciepło bo uciekają w plaży zostawiają tą jej część tylko dla mnie. Pojawia się 2 biznesmenów w garniturach, nie wchodząc na plaże robią sobie kilka pamiątkowych zdjęć i wracają do swoich aut z klimatyzacją. Znów zostaje sama. Czytam książkę i odganiam niewielkie muszki i robaczki , które łaskotają mnie po stopach. Morze swoim zapachem i bryzą kusi mnie coraz bardziej..  Średnio co kartkę przerywam czytanie i spoglądam w lekko kołysające niewielkie fale na tej pięknej ciemno turkusowej toni wodnej.. Nie wytrzymuję. Zbieram manatki w torbę i postanawiam zanurzyć się nieco w wodzie dla ochłody. Piasek jest torturująco-gorący, więc odległość do brzegu pokonuję bardzo szybko, energicznymi krokami tonąc w piaseku zmieszanym z maleńkimi drapiącymi kamyczkami. Niezły peeling sobie myślę, nie dość , że wczasy nad morzem to jest niemal spa !

Docieram do wody, zanurzenie nóg okazuje się tak fantastycznie przyjemne, że już po sekundzie szukam miejsca gdzie mogę rozłożyć koc i wskoczyć do wody cała. Stwierdziłam , że może pójdę w bardziej ustronne miejsce . Przechodząc kilkanaście metrów znajduję miejsce koło wyrzuconego na brzeg kawałka drewna. Rozkładam kocyk i nieśmiało rozglądając się czy czasem nikogo nie ma w pobliżu i rozbieram się do stroju. Na tę okazję wybrałam bardziej zakryty strój , żeby nie narazić Japończyków na oglądanie zbyt wielkiej powierzchni golizny na moim większym jednak od nich ciele.

 

Wchodzę do wody , jeszcze raz się rozglądam. Naprawdę nikt się nie kąpie i na nie zbyt dużej bo chyba z 3km plaży widzę tylko 1 osobę i to po drugiej stronie. Po sprawdzeniu stanu liczebności na plaży . Stwierdziłam jednego osobnika Japońskiego , ale tak daleko , że mi nie przeszkadzał i 4 kruki pałaszujące jakąś padlinę jakieś 30 metrów ode mnie + jednego kruka na czatach. Nie byłam zainteresowana ich padliną co zauważyli więc nie zwracały na mnie najmniejszej uwagi. Tak więc rozluźniona mogłam przystąpić do pluskania , które radowało mnie jak małe dziecko, które pierwszy raz jest nad morzem.

 

Morze jest cudownie ciepłe i chłodne zarazem. Otoczone jest licznymi mniejszymi i większymi wyspami, niektóre z nich można dostrzec, gdy jest dobra widoczność ,dlatego nazwane jest morzem wewnętrznym. Siadam na brzegu, w wodzie po pas i obserwuję złote drobinki , które są mało widoczne, gdy piasek jest suchy, za to, gdy jest mokry rozbłyskują się wszelkimi odcieniami złota. Są widoczne na leżącym piasku jako błyszcząca złota poświata, lecz pod wodą zmieniają się w przepiękny złoty pył, przypominający ten z bajek, gdy dzieje się magia. Rozbłyskający przy każdym ruchu wody daje namiastkę luksusu.

Chłodzona przez niewielkie fale, które sięgają mi wodą do ramion zastanawiam się czemu Japończycy się nie kąpią? Czemu nie chłodzą się w tej wodzie? Może jest radioaktywna? Nieee.. wczoraj kąpało się tu dziecko.. Naprawdę dziwne. Siedzenie w wodzie mnie znudziło więc wstałam i pospacerowałam po mieliźnie, która była w tym miejscu. Piasek nie przypominał tego z plaży był miękki, miałki i miało się wrażenie , że chodzi się po mące.

 

Nagle coś migota w wodzie. Ryba. Srebrno- szara , wcale nie taka mała , 15 centymetrowa. Podpływa do mnie a ja uciekam z wody jak głupek. Wystraszyłam się rybki. Ale wstyd. Podchodzę do wody , by zobaczyć czy dalej tak jest i jej się przyjrzeć. Jest, wygląda trochę jak śledź, ale na pewno śledź to nie był. Gdy wchodzę głębiej ucieka. Jest remis. Ja uciekłam przed nią ona przede mną . Uśmiechając się w duchu wracam na koc troszkę wyschnąć. Temperatura niebezpiecznie wysoka, po raz kolejny smaruję się kremem z filtrem. Nie mam czapki, więc z koszulki robie sobie niewielki turban, by choć trochę ochronić głowę. Miałam już udar i nie mam zamiaru tego powtarzać , szczególnie na końcu świata! Następne pół godziny mija mi na schnięciu, czytaniu książki , obserwowaniu morze i plaży a także słuchaniu skwierczenia mojej skóry co utwierdza mnie w przekonaniu , że nie wybrałam dobrej godziny na plażowanie i czas wracać do domu. Jednak wizja wdrapywania się pod górę w słońcu do domu nie wydaje się być atrakcyjna.. Trudno.. trzeba się spiąć w sobie i dam rade. Szybko się ubrałam i spakowałam i bojąc się , że zmienię zdanie ruszyłam w stronę wyjścia. Chłód wody co chwila inspirował mnie do wewnętrznej debaty czy czasem nie zostać na plaży dłużej jednak widok mijanej przeze mnie skały wyglądającej jak stopiony meteoryt podziałało bardzo przekonująco i ostatecznie porzuciłam wizję zostania na plaży.

 

Ulicę od plaży dzieli szeroki pas zieleni, a raczej choinek i krzewów, gdzie ukryte są kraniki do umycia nóg i napicia się. Każdy kto myślał, że piasek można strzepać jest w głębokim błędzie. Owe mini kamyczki przyklejają się i nie chcą zejść jakby były przyklejone super-glu. Dopiero szorowanie pod wodą daje jakieś rezultaty . Umyta ruszam w drogę szukając każdego skrawka cienia. Mijam zacienioną alejkę bonsai , hotel , willę stylizowaną na styl francuski z okiennicami i gipsowymi obrazami na elewacji, duże przejście dla pieszych i czas wdrapać się po schodach na wiadukt nad stacją kolejową. Zasapałam się. Już niedaleko. Kawałek główną ulicą, żeby iść w cieniu muszę iść po innej stronie a później przebiec przez 4 pasy i nie dać się rozjechać co nie jest trudne. Następne schody, wchodzę na osiedle domków, mijam naprawdę nie takie małe domy, całkiem ładne, małe ogródeczki, krzewy z olbrzymimi pajęczynami i pajączki na każdym z nich (to chyba jakaś moda, której nie rozumiem) dochodzę do główniejszej drogi teraz tylko prawo, lewo , prawo i hurra, widać nasz piętrowy bloczek z 4 mieszkaniami. Zadziwia mnie ile sąsiedzi w góry mają prania, ale mają małe dzieci. Klucz, przygotowany już od kilku minut.. Przyjemny chłód klimatyzacji. Minie chwila zanim dojdę do siebie. Moja bluzka wygląda jakbym przebiegła maraton. Wlewam mrożoną zieloną herbatę bo mojego bidonu , kładę się na łóżku i niczym dziecko uspokajam się i dochodzę do siebie..

 

 

 

 

 

 

 

 

//

Żeby nie było , że kłamię z tą pustą plażą :) Niestety słońce zbyt mocno odbija się od wody, by sfilmować złoty pył..

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

MOTO SHOW!

niedziela, 20 maja 2012 21:38

Jak już wspominałam na 30 urodziny zafundowałam mężowi kurs prawa jazdy kat.A czyli na motor.

Od lat bardzo o tym marzył..

Wczoraj poszłam z nim na jazdę przy okazji i zobaczyłam jak sobie radzi:)

 Zrobiłam kilka zdjęć byście mogli poczuć klimat:)

 

My jutro wyruszamy do Anglii, więc do zobaczenia-wyczytania koło weekendu!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz