Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 661 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościa...

więcej...

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościach.. jednym słowem o życiu małżeństwa z delegacją w tle :)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Góry i doliny..

środa, 26 czerwca 2013 12:23

Nie mogę powiedzieć, że obie te doliny zwiedziliśmy gdyż poświęciliśmy na nie tylko 1 dzień a zwiedzania jest na dni kilka co najmniej.

Obie doliną są bardzo malownicze wraz z niezliczoną ilością zamków, pałaców i ruin stanowią niemałą atrakcje turystyczną Niemiec. Na przejechanie dolin nie mieliśmy czasu zahaczyliśmy więc o wybrane punkty zwiedzanie zaczęliśmy od Lorelei , gdzie niestety wylał Ren i większość drogi musieliśmy omijać zamkniętą trasę widokową wzdłuż rzeki. Całe miasto wyglądało również jak wymarłe, ludzie sprzątali i ratowali co się da. Ruchu i obsługi turystycznej nie było więc pojechaliśmy dalej nie tracąc czasu. Po drodze do Koblencji gdzie rzeki ren i Mozela się łączą zahaczyliśmy o zamek/punkt widokowy w Lahneck skąd rozpościera się widok na zamek w Stolzenfest po drugiej stronie rzeki. W Koblencji ochłodziliśmy się w fontannach , przeszliśmy przez stare miasto oraz doszliśmy do miejsca gdzie obie rzeki się łączą. Nie mieliśmy czasu na rozkoszowanie się atmosferą miasta gdyż czekał na nas zamek w Burg Eltz do zwiedzania. Dobrze zachowany zamek wraz z wnętrzami o bajkowym wyglądzie pośrodku doliny.. Wokół niego niewielka rzeczka i lasy.. Cudowny klimat! Z tego zamku pojechaliśmy do Cochem , niestety zamek był już zamknięty dla zwiedzających , zobaczyliśmy do zewnątrz i tu mieliśmy troszkę więcej czasu na spacer po starym mieście, małymi uliczkami, oraz na rozkoszowanie się pięknym krajobrazem Mozeli wraz z winnicami na zboczach gór.

 

DSC_3770na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_3771na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_3785na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_3795na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_3837na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_3858na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_3872na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_3867na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_3929na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_3921na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_3947na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_3983na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_4027na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_4037na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_4064na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_4053na.jpg

 

 

 

 

 

DSC_4081na.jpg

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Niemcy...Wspomnień czas..

niedziela, 15 kwietnia 2012 22:10

Obiecałam , że będę Wam relacjonować co było w naszym życiu delegacyjnym przed powstaniem bloga.. Tak więc dziś wspomnę Wam o pobycie w Niemczech..

W Niemczech niedaleko Dusseldorfu byliśmy w zeszłym roku od lipca do listopada.

Początkowo nie mogłam się zaklimatyzować w tym kraju..Niemcy nie są specjalnie otwarci , nie uśmiechają się do siebie na ulicy.. nawet sąsiedzi nie mówią sobie dzieńdobry tak jak to było w Szwajcarii. Na szczęście mieszkałam blisko lasu i niewielkiego stawu mogłam zatem wolny czas poświęcać na spacery, jazdę na rowerze i relaks na świeżym powietrzu. A jak nie wypoczywałam aktywnie na powietrzu równie aktywnie spędzałam czas w kuchni-gotowałam i piekłam.. Mieszkaliśmy w okolicy domków jednorodzinnych u bardzo miłych, gościnnych ludzi. Mieliśmy swoje mieszkanko na poddaszu a dom znajdował się drodze londowania samolotów co nie było bardzo uciążliwe a udostepniało mi dodatkową rozrywkę-obserwowanie samolotów z balonu :)

Jak cezar wracał z pracy, jadł i wyciągałam Go do lasu..Coby się chłopak nie "zastał"..

W weekendy robiliśmy sobie wycieczki do Dusseldorfu, który polubiłam, Essen do parku i pobliskiej Holandii.. Duseldorf odwiedzaliśmy często z racji odległości- około 30 min drogi od nas. W duseldorfie czułam się dobrze, spodobało mi się to miasto, szczególnie okolice rzeki i wieży . Zielono, dużo ludzi , knajpek i fajna atmosfera.. Essen mnie urzekło wiekim parkiem po którym można chodzić cały dzień, w którym jest zoo i ogród z różnymi kompozycjami. W Holandii zwiedziliśmy małe miasto niedaleko granicy , ale hitoryczne. Nie pamiętam nazwy miejscowości , ale była ładna :) Miło spędziliśmy czas popijając kawkę na rynku i rozkoszując się promieniami słońca. Bardzo lubimy taką formę.. Kawka w ogródeczku kawiarnianym, obserwowanie ludzi i poczucie klimatu danego miejsca..

 

Tak jak mówie, ciężko mi się było zaklimatyzować.. ale co było na +..

Sklepy..szczególnie te z wyposażeniem wnętrz.. bliskość natury..lasu.. mieszkanie w małej miejscowości, która urzekła mnie cotygodniowym targiem na rynku, ciepłem i urokiem małych uliczek.. I naprawdę dobrymi lodami.. po które szłam zawsze..nawet jak padało i było zimno:) W sklepach był większy wybór słodyszy i zróżnicowane jedzenie i prodykty, z których mogłam ugotować całkiem niezłe dania:) Autostrady bez ograniczenia prędkości i kultura jazdy..

 

Co mi się nie podobało lub co mnie zaskoczyło..

Otyłość.. nie wiem czemu , ale spotkałam bardzo duzo otyłych ludzi w Niemczech.. więcej niż w Polsce i bardziej otyłych..

Turkowie.. jest ch cała masa.. myślę, że na ulicach ciężko spotkać rodowitego niemca,a niedługo Niemcy zmienią nazwę na turkmenistan.. Mi Turkowie nie przeskadzają,ale porażająca jest ich liczba w Niemczech..

 

 

 

Dusseldorska wieża widokowa

 

 

 

 

 

 

 

rowerowo.

 

 

 

wypatrując samoloty na balkonie..

 

 

 

 

 

 

 

 

 

pogoda szlała..

 

 

 

był nawet grad.. dodam , że w lato..

 

 

 

i burza była..

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

pobliska stadnina "małych" koni

 

 

 

mały gość na balkonie

 

 

 

i za balkonem..

 

 

 

Moje gotowanie:

 

Tarta z jagodami

 

 

 

pełnoziarniste pierogi ze śliwkami i migdałami

 

 

 

krentendollen

 

 

 

pycha....

 

 

 

wojownicze rzedkwie ninja :D

 

 

 

wycieczka do Halandii..

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Trochę wspomnień. Szwajcaria

wtorek, 03 stycznia 2012 14:52

Obiecałam więcej zdjęć.. Ostatnio w Japońskiej telewizji był program o Szwajcarii.. I tak mi się na wspominki zebrało..


W Szwajcarii byliśmy w kwietniu 2011, mieszkaliśmy niedaleko Jeziora genewskiego.

Szwajracia dzieli się na kantony w których mówi się w innych językach m.in. Francuskim, Niemieckim, Włoskim i Romansz. My mieszkaliśmy w Kantonie Francuskim. Co ciekawe jadąc koło 60 kilometrów i przekraczając granicę kantonu , wjeżdżaliśmy do miejsca gdzie posługiwali się językiem Niemieckim. I ciężko było się dogadać po Francusku..

To za co cęnię Szwajcarię, a właściwie kanton Genewski to natura, która jest bliska na każdym kroku, ciepło ludzi, uprzejmość, swojskość i przerażająca czystość :)

Ale dość gadania, niech przemówią zdjęcia!

Bulle...

 

 

Montreaux i Vevey

 

 

 

 

 

 

Gruyeree i wyprawa na 3000m npm

 

 

 

 

 

 

 

Genewa

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Berno..

 

 

 

 

 

 

 

i jak mogłoby zabraknąć krowy?

 

 

Szczerze mówiąc najmniej urzekła mnie Genewa, duże miasto, bez klimatu..ale może ja go poprostu nie poczułam..
Polubiłam Berno , ciekawe , małe , wąskie uliczki w centrum i przepysznymi czekolateriami , czyli sklepami z czekoladą ręcznie robioną i kupowaną na wagę..ochh!! dużo bym dała , żeby teraz taka zdjeść!!!
Montroux i Vevey turystyczne, klimatyczne , z deptakiem nad brzegiem jeziora genewskiego. Mogłabym tam mieszkać!
Jeśli chodzi o Gruyeree to jest to zamek-osada na którym normalnie mieszkają ludzie, bardzo przyjemne miejsce, dobrze się tam czułam..

Nie mogłam się powstrzymać :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Szwajcaria

wtorek, 27 grudnia 2011 5:24

W kwietniu tego roku czyli 2011 odbyła się nasza pierwsza wspólna delegacja. Był to wyjazd do Szwajcarii - miasto Bulle, niedaleko jeziora Genewskiego.. Czarek pracował tam już od kilkunastu miesięcy z przerwami. Po jednej z kilkudniowych przerw, w kwietniu właśnie do Szwajcarii pojechaliśmy razem. Okolica piekna.. zakochałam się w tym kraju od pierwszego wejrzenia!

Do Szwajcarii jechaliśmy autem, podroż trwała koło 15 godzin z tego co pamiętam , ale mogę źle pamiętać:) Dojechaliśmy w nocy więc nie widziałąm Szwajcarii zza okna samochodu..W polsce było jeszcze chlodno, nie było zielono.. a tu ciepło (podobno pierwszy taki ciepły dzień).. ciepło to mało powiedziane.. siedziałam na tarasie pół dnia i spiekłam sobie twarz :D W Szwajcarii mieszkaliśmy w domu szeregowym z 2 kolegami Czarka i rodziną jednego z nich.. tak więc miałam towazrystwo i zajęcie :) mała Emilka skutecznie zajmowała mi czas zabawami :) i pozowaniem do zdjęć :) Nasz pobyt tam trwał 3 tygodnie.. początkowo mieliśmy zostać tam na święta Wielkanocne , ale w końcu terminy się poprzesuwały i wrócilśmy na święta do domu.. 

Szwajcaria ujęła mnie ciepłem ludzi- na ulicy mówi się do siebie dzieńdobry..nawet do mnie jako nieznajomej, przez co poczułam się bardziej jak w domu.. czystością.. nawet w lesie nie było ani jednego papierka! .. klimatem.. bo było ciepło i urokliwie :) widokami.. coż tu dużo mówić, wkleje kilka zdjęc do galerii :) designem.. jako maniaczka architektury wnetrz byłam tam jak w raju.. targi staroci, sklepy z antykami, komisy, sklepy z designem wnetrzarskim..!! Ale i sielskość i prostota.. prośli ludzie, ale nie prostacy..i bliskość natury na każdym kroku.. ehhh napewno tam jeszcze wrócę.. !


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz