Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 660 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościa...

więcej...

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościach.. jednym słowem o życiu małżeństwa z delegacją w tle :)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Ważne.. dla Ciebie!

piątek, 06 lutego 2015 10:16

W ostatnich dniach w oczy rzuciło mi się kilka postów na Fb o tej samej tematyce.. O tej samej osobie.. Osobie mniej lub bardziej mi znanej.. osobie z którą gdzieś się zetknęłam.. Postanowiłam przeczytać post i dowiedzieć się więcej..

Sprawa dotyczy dr Tomasza Skalskiego z UŚ. Jest chory, potrzebuje pieniędzy na leczenie.. i sprzedaje swoje książki , by te pieniądze zdobyć..

Książki wokół których się troszkę kręciłam.. ale nigdy nie wzięłam z półki.. wraz z żoną są twórcami projektu EGOISTKA, który też był mi znany, ale nigdy nie miałam czasu bardzo się w niego zagłębić.. Choć sama stosuję go mniej świadomie na co dzień i idealnie pasowałabym do tego miejsca.. 

Dziś dzięki tym wpisom, mogłam się wreszcie pochylić nas sprawą.. i Wam też to polecam..

Polecam Wam pomoc.. bo ta pomoc poskutkuje czymś dobrym dla WAS..

Nie tylko z powodu dobrego samopoczucia, uczucia, że się pomogło.. Te miejsca w sieci i te książki realnie mogą wpłynąć na wasze życie.. a przy okazji na życie tego młodego, ambitnego, zdolnego człowieka, który ma jeszcze wiele do zrobienia..

polecam wam..

PROJEKT EGOISTKA

BLOG

 POZYTYWNY EGOIZM

PROJEKT INTERGALNY

 

 

No i SKLEP , z książkami :)

Ja już mam :)

 

 

Pomagajcie innym , ale także sobie :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Chciałabym by Polska była krajem..

czwartek, 16 maja 2013 16:53

Chciałabym by Polska była krajem:

 

W którym wspiera się ludzi przedsiębiorczych. W którym minimum połowy zarobku nie zjada ZUS i podatki. W którym nagradza się za kreatywność i wspiera mikro-przedsiębiorstwa. Chciałabym, by każdy mógł rozwijać swoje pasje i opierać na nich biznes nawet ten w którym nie zarabia się kokosów. W którym człowiek posiadający działalność jest uprzywilejowany za swoją odwagę i nie natrafia na opór urzędników , tylko na pomoc.

 

W którym nie czeka się na lekarza specjalistę 2 miesiące.. W którym szpitale za dobrze wyposażone. W którym opieka lekarska i pielęgniarska jest pełna empatii, korzystająca z przysięgi Hipokratesa. W którym w aptece nie będzie się zostawiało połowy pensji/emerytury/renty.. W którym ludzie nie będą umierać przez opieszałość, lenistwo, i brak wiedzy lekarzy i innych.

 

Chciałabym żyć w Państwie w którym będzie polityka prorodzinna począwszy od wychowania seksualnego dzieci i młodzieży o świadomym rozpoczęciu współżycia, antykoncepcji i świadomym rodzicielstwie. W którym leczenie niepłodności będzie bezpłatne lub dofinansowane jak we wszystkich cywilizowanych krajach.W którym państwowa opieka lekarska w ciąży będzie lepsza, z większą ilością badań, ze zniżkami na leki i witaminy.W którym porody będą się odbywać w miłej atmosferze, w przytulnych salach i będą skierowane przede wszystkim na wygodę i bezpieczeństwo rodzącej.W którym Państwo będzie wspierać matki, począwszy od urlopu macierzyńskiego, dofinansowań do żłobków oraz opieki nad niemowlakiem. Mniejszego VATu i podatku na artykuły dziecięce i odpowiedniej wysokości becikowego. Ponadto wsparcia przedsiębiorców , którzy zatrudniają kobiety ciężarne oraz kobiety na ich zastępstwo (np. ulgi podatkowe).Chciałabym żyć w Państwie w którym rodzina może sobie pozwolić na wyjście do kina czy wyjazd na wakacje i nie musi się martwić o zapewnienie dzieciom podstawowych potrzeb.

 

Chciałabym Państwa w którym przeciętna pensja wystarcza do życia. W którym można spokojnie żyć, nie martwiąc się o jutro. W którym młodzi nie uciekają do Irlandii, Anglii, Niemiec itd. Bo tam życie jest prostsze, tańsze i wygodniejsze.

 

 Chciałabym by polityce mojego kraju skupili się bardziej na problemach ludzi a nie swoich.Nie chcę słuchać kłótni, walki i wyzwisk. Nie chcę patrzeć na polityków ubranych w markowe ubrania, jeżdżących drogimi autami za moje pieniądze w momencie kiedy jest tyle problemów i taka bieda i bezrobocie.

 

Chcę żyć w Państwie w którym młodych ludzi stać na mieszkanie czy dom i nie muszą ich spłacać do emerytury. Chcę by młodzi ludzie mogli wyprowadzić się od rodziców i posmakować życia na własny rachunek, nawet kiedy nie mają mieszkania po babci, cioci czy wujku.

 

Życzyłabym sobie żyć w Państwie w którym domy dziecka nie są pełne tylko przez opieszałość sądów, brak odpowiednich przepisów lub źle skonstruowane prawo. W państwie w którym procedura adopcyjna nie trwa kilka lat. W Państwie które wspiera adopcje i rodziny adopcyjne. Chciałabym by opieka społeczna była na takim poziomie, bym nie musiała słuchać o dzieciach, które nie mają co jeść o domach w których nie ma prądu, o przemocy wobec dzieci. I oczywiście nie chciałabym słuchać o kolejnych morderstwach na dzieciach, niemowlakach. Osoby , które nie mogą/nie chcą w powodów finansowych, społecznych czy innych mieć dzieci powinny posiadać wybór . I w Państwie w którym chciałabym żyć taka decyzja nie byłaby piętnowana-Ani aborcja, ani adopcja ze wskazaniem, ani adopcja. W Państwie w którym chciałabym żyć taka osoba zostałaby w odpowiednim momencie poinformowana o możliwościach i przeprowadzona przez drogę jaką sama wybierze.

 

Życzyłabym sobie równowagi miedzy hipermarketami a małymi sklepikami. Żeby każdy miał swoje miejsce na rynku, żeby każdy miał równe szanse i prawa. Żeby to Państwo uregulowało tą walkę bez szans małych i mikro przedsiębiorców z gigantami. Chciałabym Państwa które wspiera produkty krajowe i reguluje sprowadzanie produktów z krajów trzeciego świata oraz Chin.

 

Chciałabym żyć w kraju w którym będę jeździć po normalnych drogach, nie wymagam pięknych gładkich jak szkło. Po prostu normalnych, bez dziur, prostych . W kraju w którym są autostrady, a transport publiczny jest na odpowiednio ludzkim poziomie. Gdzie autobusy , tramwaje, pociągi i co tylko są czyste, szybkie  i dojeżdżają na czas. Chciałabym Państwa w którym są parkingi, w dużych i małych miastach dostosowane do ruchu i funkcji w danym mieście.

 

Chciałabym Państwa które będzie walczyć z problemami a nie je tylko tuszować . Chciałabym by polityka emerytalna i zdrowotna dawała możliwości na płacenie minimalnych składek (i minimalnych nie mam na myśli 1000 zł) by móc samemu zadbać o opiekę zdrowotną i emerytalną. By urząd do spraw konkurencji i monopolu czy jak go tam zwą walczył z monopolem Zusu.

 

 

Mogłabym wyliczać w nieskończoność. Ale powiedzcie mi, czy ja pragnę tak wiele? Czy moje marzenia są wygórowane..? Pragnę żyć w Państwie, które będzie normalne, w którym nie musze się bać o przyszłość. I szkoda tylko , że żeby to osiągnąć musze zmienić kraj zamieszkania bo w obecnym mogę się nie doczekać..

 

A jakiego Wy chcecie Państwa ?

 


Podziel się
oceń
6
8

komentarze (13) | dodaj komentarz

Zdrowia, szczęścia, pomyślności..

piątek, 22 marca 2013 15:58

Nie, nie mam dziś urodzin.. ale ostatnie tygodnie pokazały mi jak te "oklepane" życzenia są ważne.. Ile znaczą.. Nigdy nie przykładałam uwagi do życzeń zdrowia.. było to dla mnie banalne.. no bo przecież nie byłam ani stara ani chora.. Jak życie pokazuje doceniamy zawsze coś jak to tracimy.. I ja biegając od jednego lekarza do drugiego doceniłam jaką olbrzymią wartość ma zdrowie i życzenia właśnie tego by być zdrowym. Nie, nie jestem ciężko chora.. Aż tak mnie życie nie doświadczyło na szczęście , jak na razie.. Ale to nie znaczy , że jestem zdrowa.. nie chodzę po lekarzach z pasji.. najchętniej nie chodziłabym wcale, jedynie na kontrolę (jestem za profilaktyką!), ale złe samopoczucie i sygnały jakie wysyła mi moje ciało zmusiły mnie do poszukiwań przyczyny. Ostatnie „chorowanie” doświadczyło mnie jeszcze pod jednym względem.. w jak kiepskim stanie jest nasza służba zdrowia.. Nie mogąc się dostać do specjalisty (terminy oczekiwania około 4 miesięcy  minimum) z pogarszającym się stanem byłam zmuszona skorzystać z usług prywatnie. Takim sposobem wydaję grube pieniądze na to by dowiedzieć się co mi jest i móc zacząć się leczyć. Strasznie mnie to denerwuje, idąc na wizytę prywatnie , wszelkie badania tez muszę robić prywatnie, pomimo iż jestem ubezpieczona i co miesiąc nie mała kasa idzie do Zakładu Utylizacji Szmalu.. Nie wiem co miałabym zrobić gdybym nie miała pieniędzy na wizytę i na badania.. Iść na pogotowie ktoś powie.. nie nie nie.. oni doprowadzą mnie tylko do stanu używalności bym nie umarła , ale skierują do specjalisty. Chyba , że mój stan będzie na tyle poważny by mnie zostawić w szpitalu.. Ale co oznacza poważny stan ? Do lekarza raz trafiłam słaniając się na nogach z ciśnieniem 170/110 i kiepskim EKG , dostałam tabletkę i kiedy spadło ciśnienie do 150/195 kazano mi iść do domu i zgłosić się do lekarza.. Tak więc zdrowie cenne jest jeszcze pod jednym aspektem bardziej dosłownym, by o nie zadbać trzeba słono zapłacić, podwójnie gdyż nasz system zdrowotny jest chory. Nie powinno być tak , że czekam na wizytę pół roku i potrzebuję na nie tonę skierowań.. A nawet jak mi się śpieszy , zapłacę za wizytę, ale badania powinnam móc zrobić z kasy, bo za to przecież płacę..

 

Znając wartość tych słów życzę Wam zdrowia.. nie ważne kiedy macie urodziny..

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Żródła:

http://i2.pinger.pl/pgr18/ea11cc2b0027bf1b51239c5e/tabletki.jpg

http://i.pinger.pl/pgr9/1c6d01820018bca14d850c54/tabletki_puchar.jpg

http://www.zdrowieintymne.pl/sites/default/files/styles/article/public/field/image/dbalosc_o_zdrowie.jpg


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Miałam dzisiaj sen..

poniedziałek, 18 marca 2013 11:59

Miałam zamiar napisać o czymś zupełnie innym, ale miałam dziś sen.. sen, który sprawił , że obudziłam się z drżeniem serca.. Miałam sen o rasizmie.. Miałam sen w którym ktoś rzucał kamieniami w czarnoskórego i jego dziecko i tylko ja sama chciałam ich obronić sama stając w strefie zagrożenia.. Nie będę opowiadała Wam całego snu, bo nie ma po co, sny są snami, ale ten pobudził mnie do poruszenia na blogu tematu tolerancji.

 

Tolerancja. Czym ona tak naprawdę jest ?

Według wikipedii „W sensie najbardziej ogólnym oznacza on postawę wykluczającą dyskryminację ludzi, których sposób postępowania oraz przynależność do danej grupy społecznej może podlegać dezaprobacie przez innych pozostających w większości społeczeństwa.” Tolerancja nie tyczy się tylko koloru skóry, tolerancja tyczy się wielu spraw. Odmiennych poglądów, religii, orientacji seksualnej, wyglądu ale także odmiennego gustu muzycznego czy niepełnosprawności..

 

Co powoduje , że jesteśmy tolerancyjni?

Ja uważam się za osobę tolerancyjną, skorą do dyskusji co nie jest równoznaczne z tym, iż nie mam własnego zdania i nie będę go bronić. Oznacza to , iż pomimo tego , ze mam inne zdanie czy pogląd na daną sprawę akceptuje zdanie innych i ich postawę. Często mogę tej postawy nie rozumieć, ale uznaję czyjeś prawo to posiadania właśnie tej postawy. Nie wchodząc w głębsze sprawy takie jak religia , kolor skóry czy orientacja seksualna, gdyż wiele z tych rzeczy jest niezależnych od danej osoby. Czy dana osoba ma wpływ na to jaki ma kolor skóry? Nie. Czy kolor skóry wpływa na to jaką jest osobą? Nie. Wszyscy jesteśmy tacy sami. Wszyscy jesteśmy inni. I mamy do tego prawo. Tak nas stworzył Bóg.

Czy moja postawa wywodzi się z wychowania? Nie jestem pewna. Moja mama nie jest bardzo tolerancyjną osobą. Nie jest rasistką ani homofonem, ale też nie jest otwarta . Używa wyrazów pedał, lesba , czarnuch, asfalt , choć nie z nienawiścią w głosie. I nigdy w domu nie słyszałam , żeby mama czy ktokolwiek obrażał czy mówił coś na osoby o widocznej czy niewidocznej odmienności. Tak więc nie można powiedzieć , że moja mama się przyczyniła do tego bym była tolerancyjna bo nie propagowała na głos tolerancji i równości jakoś szczególnie, ale także nie przeszkodziła mi w tym bym mogła być osobą tolerancyjną.

Nie wiem skąd wzięła się u mnie tolerancja. Wydaje mi się , że duży wpływ miał mój charakter i moja empatia. Jako dorosła studiowałam socjologie więc to też miało wpływ na moje postrzeganie świata w sposób otwarty. Późniejsze podróże a także chęć chłonięcia wiedzy przyczyniły się do tego , ze dziś mogę powiedzieć, że jestem osobą tolerancyjną. Totalnie bez znaczenia jest dla mnie czy w mieszkaniu obok będzie mieszkać azjata, afroamerykanin, czy homoseksualista. Nie ma dla mnie znaczenia czy usiądzie obok mnie w tramwaju, przysiądzie się do mnie podczas picia kawy. Ważne jest dla mnie co dana osoba sobą reprezentuje, jaka jest, jako człowiek, nie jako gej, czarnoskóry czy azjata-jako człowiek. Na moim weselu śpiewał czarnoskóry muzyk, ale mówienie "nie preszkadzało mi to" dziwnie dla mnie brzmi, głupio mi takie coś powiedzieć. Bo jest to dla mnie głupie i bez znaczenia jaki ktoś ma kolor skóry. Szczerze to się cieszyła bo czarnoskórzy mają piekne wokale. I John też ma piękny wokal.

 

Skąd się to bierze?

Według mnie nietolerancja bierze się z niewiedzy, nieświadomości, braku empatii, zrozumienia dla drugiego człowieka i zaściankowości. Nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć. Nie rozumiem tego dlaczego mam uważać , że osoba o odmiennym kolorze skóry, orientacji, poglądach ma być gorsza ode mnie. Ludzie mogą tak robić tylko z samoobrony, bo najlepszą obrona jest atak. Osoba różni się od nas, ale nie wiemy dokładnie jak , czemu i dlaczego.. Nie wiemy czego się po niej spodziewać, jak się zachować. Inaczej nie mogę tego sensownie wytłumaczyć. Bo ja tego po prostu nie rozumiem. Wydaje mi się , że duży wpływ ma też zaściankowość.. Nie wydaje mi się , że ludzie, którzy dużo wyjeżdżają obserwują wiele kultur , mogą je poznać i się z nimi oswoić będą nietolerancyjni. Może nam się nie podobać wiele , ale nie powinno być to przyczyną agresji wobec innych osób. Najbardziej śmieszą mnie ludzie, którzy jadą na wakacje do Egiptu i tam są pośród czarnoskórych, śniadych i im to nie przeszkadza, nie mają odwagi się odezwać , ale przyjeżdżają do Polski i są wielce przeciwko innemu kolorowi skóry. W tłumie siła. Łatwo się wyżywać na słabszym, na tym który ma z góry mniejsze szanse bo jest sam. Tacy ludzie mają ewidentny problem z poczuciem własnej wartości. Chcą go budować i podbudowywać poniżając innych. I właśnie tego nie powinniśmy polerować!!!

 

Byłam po tej drugiej stronie.

Będąc w Japonii byłam w mniejszości . W naszej małej mieścinie było nas naprawdę niewielu. Koło 20 europejczyków na całe miasto Japończyków, którzy było widać nie są oswojeni z naszą rasą, dla których jesteśmy nowością. Rzucaliśmy się w oczy, nawet ja o ciemnych włosach i podobnym wzroście rzucałam się w oczy. Wierzyłam w innego Boga, mam inny kolor skóry, inne oczy, wychowała mnie inna kultura jednakże nikomu z nich nie przyszło by nawet do głowy by mnie źle potraktować. Uśmiechali się do mnie na ulicy, byli mili w sklepie. Pomagali gdy ich o to prosiliśmy. Nigdy nie zobaczyłam nawet w żadnym geście nienawiści, zobaczyłam ciekawość, ale nigdy nie widziałam odrazy czy nienawiści.

 

Zróbmy to dla naszych dzieci.

Ciężko mi zrozumieć jak można być nietolerancyjnym i skąd się to bierze. Jakoś nie mieści się to w mojej głowie. Myślę , że ludzie nietolerancyjni , rasiści też nie potrafią tego racjonalnie wytłumaczyć.  Nawet jeśli wy jesteście nietolerancyjni , proszę Was byście swej agresji i nietolerancji nie uczyli swoich dzieci. Byście nie pokazywali jej w domu. Byście się nie afiszowali. Świat się zmienia. Ludzie podróżują, migrują . Nauczcie swoje dzieci tej różnorodności, bo nie wiecie jak będzie wyglądał świat za kilka lat.. I zanim coś powiecie pomyślcie , że Wasze dziecko też może kiedyś stać się osobą po drugiej stronie barykady.. Jak wyjedzie na studia, do pracy.. Jak będzie je coś różniło od innych a nie będzie w stanie się obronić bo będzie w mniejszości. Chcielibyście tego? Za każdym człowiekiem stoi ta sama mama która się boi i która dla swojego dziecka chce jak najlepiej. Nie ważne czy to jest dziecko czarne, białe , różowe czy zielone. Nie różni nas nic. Mamy takie same wątroby, nerki, takie same serca. Serca , które pragną miłości i akceptacji. Akceptacja jest jedną z ważniejszych potrzeb społecznych człowieka. Ucząc dziecko nietolerancji uczycie go nie akceptować siebie pomimo swej odmienności. Każdy jest inny i zawsze się może zdarzyć sytuacja , że i Ty mój drogi czytelniku będziesz w mniejszości, będziesz się różnił i komuś się to nie spodoba. Trzeba akceptować siebie i świat w pełnej różnorodności, takim stworzył go Bóg czy ktokolwiek , cokolwiek w co wierzycie. Uczmy dzieci tego by akceptowały siebie i innych, by szanowały różnice ale i by umiały bronić własnych przekonań. W tak szybko zmieniającym się świecie ta cecha wydaje mi się na wagę złota.I przede wszystkim pozwólmy dzieciom zbudować swoje własne zdanie na jakiś temat, na czyjś temat. Tłumaczmy im i opowiadajmy o rożnorodności ludzi na świecie od najmłodszych lat, by jako dorośli umieli sobie z nią poradzić.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bądźmy tolerancyjni. Zacznijmy od siebie. Zaakceptujmy siebie a później otaczający nas świat i ludzi.

 

 

 

źródła obrazów:

http://airesko.blox.pl/resource/kazdy_rowny.jpg

http://img2.demotywatoryfb.pl/uploads/201102/1297191611_by_Varkond_600.jpg

https://www.google.pl/search?q=rasizm&oe=utf-8&aq=t&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a&um=1&ie=UTF-8&hl=pl&tbm=isch&source=og&sa=N&tab=wi&ei=lfBGUd-VDIbNsga-6oCwBQ&biw=1280&bih=683&sei=lvBGUeSON83LsgaP-YH4Cg#um=1&hl=pl&client=firefox-a&rls=org.mozilla:pl:official&tbm=isch&q=rasizm&spell=1&sa=X&ei=7_BGUbDwApHssgaz8IDYBQ&ved=0CEkQBSgA&bav=on.2,or.r_qf.&bvm=bv.43828540,d.Yms&fp=5a8d7f3f177cae4c&biw=1280&bih=683


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Powrót do dzieciństwa..

czwartek, 18 października 2012 5:48

Wczoraj rozmawiałam z żoną mojego kuzyna (8 miesiąc ciąży) o wystroju pokoju dziecięcego. M. opowiedziała mi , że w dzieciństwie wiele rzeczy robiła plastycznie i ,że nie potrzebuje dla dziecka zabawek, by się z nim bawić. Wszelkie zabawki można przecież zrobić. Super podejście w dzisiejszym konsumpcyjnym świecie zabawek z plastiku, komputerów i braku rozwoju wyobraźni, pomyślałam.I takim sposobem przed zaśnięciem wróciłam do mojego dzieciństwa..

Jakie zabawy mi się podobały?

Jak spędzałam wolny czas?

Czy ja potrafię się jeszcze bawić?

 

Pierwsza myśl która rozgorzała w mojej głowie to to , że dzieci dziś maja za wiele. Nam w domu się nie przelewało, najpierw ojciec przepijał wypłatę a później odszedł i wcale lżej nie było. Miałam mniej zabawek niż większość kolegów i koleżanek(albo po prostu gorsze), może gorsze ubrania. Nie zauważałam jednak tego. Nawet jeśli powiedziałam mamie w danym czasie , że mi smutno bo Kasia ma a ja nie, to tego nie pamiętam a to oznacza, że nie było to dla mnie takie ważne.

Cieszyłam się z kredek, pisaków na święta.. i to wcale nie oznacza , że byliśmy bardzo biedni i przymieraliśmy głodem.. NIE.. żyliśmy skromniej , ale nie brakowało mi niczego czego potrzebowałam..

 I tu nasuwa mi się jedno zdanie..

OBOWIĄZKIEM RODZICA JEST ZASPOKOIĆ POTRZEBY DZIECKA. CZYLI DAĆ MU WSZYSTKO CZEGO POTRZEBUJE A NIE ZAWSZE IDZIE TO W PARZE Z TYM CZEGO AKTUALNIE CHCE.

 

Mądre zdanie.

Kolejne,  które zawsze powtarza moja mama, tak jak jej powtarzała babcia..

DZIECKO NALEŻY KOCHAĆ MĄDRZE co w wolnym tłumaczeniu oznacza wyznaczać granice..

Czy potrzebą dziecka jest posiadanie wszystkich zabawek ze sklepu z zabawkami ? Nie, a czy dziecko by chciało ? Tak..

 

W pamięci wydarzenie, które mną wstrząsnęło i myślę będzie miało znaczący wpływ na to jak wychowam swoje dzieci o ile takowych się dorobię J

Przed świętami wielkanocnymi wybrałyśmy się z mamą do sklepu z zabawkami, by kupić dzieciakom coś na święta a dodatkowo urodziny mojej chrześnicy. W głowie nam się zakręciło od różnorodności.. Ja wole kupować zabawki rozwijające kreatywność bądż potrzebne rzeczy a nie bibeloty.. Ola była już dość dużą dziewczynką więc zadzwoniłyśmy do cioci, poprosiłyśmy Olę do telefonu..

- Cześć Olu tu Magda

-Cześć Magda

- powiedz mi co byś chciała dostać na święta?

-nie wiem

-ale niczego nie potrzebujesz?

-nie

-kolorowanka, książeczka, ciuch.. (wymieniania było więcej)

-nie, mam

-a jest coś co ci się bardzo podoba?

-petshop

-nic wiecej ?

-nie..

-ok., to papa

-pa

Skrót rozmowy..bo rozmowa trwała gdziez z 10 minut jak wymianiałam poszczególne rzeczy i słyszałam nie lub mam.

Petshop jeśli się ktoś orientuje to plastikowe figurki zwierzątek wielkości 3-4 cm w cenie ok. 30 zł za 2 . Z całkowitego braku pomysłu wzięłyśmy z mamą owego petshopa i farby do malowania na szkle, dokupiliśmy kupek i talerzyk by miała na czym próbować i tyle.

Po wyjściu z tego sklepu i przez długi czas później gnębiła mnie ta rozmowa.. Ja długo przed świętami miałam listę prezentów jakie bym chciała dostać.. Zawsze była rzecz którą aktualnie pragnęłam.. A to modelinę, a to walizkę z kredkami, a to 100 pisaków.. Były też droższe wersje jak rower i rolki.

Poraziło mnie to ,że ona nie wie.. Że nie ma nic co mogłaby chcieć. I nie była to jedyna sytuacja w której nie widziała lub rzucała absurdalne pomysły.

Chciałoby się rzec idealne dzieciństwo.. Ale czy życie takie jest ? czy daje nam wszystko czego chcemy? Czy daje nam wszystko czego potrzebujemy ? Niestety…

Nikogo nie oceniam, mam też nadzieje, że i ciocia nie obrazi się za to , że przytoczyłam właśnie ta historię.. Można Oli zazdrościć, bo ma wszystko, ale mam nadzieję, że przez to że teraz ma wszystko w życiu które czasem rzuca nam ochłapy, będzie szczęśliwa. Bo dzisiejsze konsumpcyjne czasy są zgubne. Kocham ciocię i kocham Olę, nie oceniam. A czas pokaże jaka ja będę w tej kwestii..

 

Wróćmy do mnie.. Jako dziecko nie miałam markowych ciuchów.. wciąż były ciężkie czasy.. do tego jak wspominałam nie przelewało nam się za specjalnie.. Cieszyłam się z ubrań po kuzynkach, ba, do teraz się cieszę jak ktoś mi coś da.. nawet używane, w co nie wchodzi, na niego nie pasuje.. Ciuch to ciuch J

Zabawki.. miałam lalkę babie nawet ta prawdziwą, przywiozła mi ją ciocia wracając z Holandii.. Ale nie miałam bajkowych strojów dla niej tak jak inne koleżanki (szczerze nie zauważyłam tego , tak dziś przypuszczam) robiłam je sobie ze skarpetek.. jak tylko jakaś skarpetka zaginęła w praniu, to ta samotną przerabiałam na suknię . Później skarpetka się znajdywała i też była samotna więc moja berbie miała następną suknię.. Miałam niezłą kolekcję sukienek ; )

Miałam też maskotki które uwielbiałam.

Uwielbiałam kopać w piasku.. potrafiłam zbudować podziemne miasto, sieć tuneli jak dla chomiczego rodu.. Budować zwierzęta z piasku, zamki..

Kiedyś nawet zakopałam swoje trampki, w piaskownicy byłam sama, była przed blokiem i sąsiedzi zawsze mieli oko na dzieciaki. Więc zakopałam te swoje trampki, pobawiłam się jeszcze jakąś chwilę i chcąc wrócić do domu musiałam odkopać buty. Przekopałam całą piaskownicę ale butów nie było.. Zdruzgotana na bosaka wróciłam do domu i nawet chyba nie powiedziałam mamie o feralnym zdarzeniu. Kilka dni później jak już ewidentnie zapomniałam podczas zabawy znalazłam mokre opiaszczone buty gdzieś głęboko pod powierzchnią.. Ale radość !

Kolorowanki, uwielbiałam takie grube księgi zagadek i kolorowanek.. Dostawałam takie jak jechałam do sanatorium czy na kolonie.. to był dla mnie rarytas.. Wszelkie zajęcia plastyczne były dla mnie świetną zabawą, klejenie, rysowanie, wycinanie, lepienie z gliny, plasteliny.

Kiedyś używając resztek plasteliny i guzików ulepiłam kilka ludzików .. Miały oczy , niektóre nawet ręce, stały na guziku i miały kapelusze z guzików.. Każdy był inny. Sprezentowałam je kliku osobom. Mamie, cioci i kilku „ciociom” w pracy mamy.. Kiedyś będąc już dorosłą osobą koleżanka mamy powiedziała , że dalej go ma, a i ciocia (nie wiem czy ma go do teraz) miała go długo za szybą.. Nie były piękne, były szare ze zmieszanej plasteliny, ale do dziś uważam , że były ciekawe i kreatywne i jestem z nich dumna : )

Pomimo , że w domu było skromnie miałam sporo zabawek, książek.. i nie czułam się nieszczęśliwa z powodu braku czegoś. Pewnie zdarzały się małe tragedie, jak w życiu każdego dziecka jak mu czegoś odmawiano, typu pies, rower, rolki, pastelina zamiast modeliny, chodzenie spać po dobranocce. Ale to tylko uczy , że w życiu nie można mieć wszystkiego lub na wiele rzeczy trzeba poczekać.

 

Telewizja..

Byłam dzieckiem wychowanym bez Cartoon Network.. Co dziś wydaje się dziwne. Moi kuzyni szczęściarze mieli. Oglądali ją od 6 rano, bo wcześnie wstawali. My rodzinnie byliśmy śpiochami i wstawaliśmy o 10 J tak jest do dziś zresztą.. Nie pamiętam żebym bardzo rozpaczała, że nie mamy kablówki. Bajki wszak leciały. Czarodziejka z księżyca, jatman , dobranocka.. Z resztą w dzień miałam za dużo rzeczy do robienia by oglądać.. A może odwrotnie, nie miałam telewizora z bajkami cały dzień więc znalazłam sobie zajęcie.. W każdym razie uważam , że wyszło mi to na zdrowie : )

 

Nie jestem rodzicem i nie wiem jak będzie wyglądało moje życie w tym czasie.. Ale mam nadzieję ,że nic się nie zmieni w moim podejściu.. Mam nadzieję , że będę potrafiła zaproponować dziecku coś więcej niż  bajkę, czy komputer.. Choć pewnie będę musiała się tego na nowo nauczyć, bo stając się dorosłymi gdzieś tracimy wyobraźnię, pomysłowość , dziecięcą ciekawość i po prostu umiejętność zabawy.. Jesteśmy zbyt zmęczenie, rozdrażnieni i leniwi... A dzisiejsi rodzice chcą dać swojemu dziecku wszystko to czego oni nie mieli..

I jak taka myśl mnie najdzie, i jak zechcę zakupić tonę zabawek dla siebie a nie dziecka, z wygody i piękna a nie potrzeby.. mam nadzieję , że przypomnę sobie moje własne dzieciństwo.. Skromne , ale szczęśliwe.. a jeśli nie to proszę jakąkolwiek osobę co mnie zna „pieprznij mnie w głowę, mocno” żebym się obudziła i pomyślała , że pieniądze nie są dziecku potrzebne do szczęścia i zabawy.. Jeśli jest najedzone, czyste to wystarczy miłość, otwarte serce i trochę kreatywności.. I nie mówię , że dziecko ma nie mieć zabawek. Oczywiście, że nie, tylko trzeba wyważyć jakość i ilość..

Mam nadzieję , że będę umiała się przeciwstawić presji otoczenia i reklam.. presji „wszyscy mają”.. Wiem ,że są inne czasy ale czemu te czasy przesunęły granice tego co wolno i tego co dziecko powinno mieć, by być szczęśliwe, czy dziecko dziś potrzebuje więcej, by być szczęśliwe?  Nie da się zastąpić miłości pieniędzmi, prezentami. Zabawki mają wesprzeć rodzica a nie go zastąpić..  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Możecie mnie teraz zlinczować, bo nie powinnam się wypowiadać na tematy dotyczące dzieci skoro ich nie mam.. Ale zanim Ty owy krytykancie napiszesz pod moim tekstem komentarz, przemyśl Go trzy razy.. Dlaczego chcesz napisać negatywny komentarz? nie mam racji? może i tak, ale każdy ma prawo do wyrażenia swojego zdania.

Ja nie chcę nikogo krytykować , może jedynie czasy w jakich żyjemy, niby łatwiejsze w wychowaniu (są pampersy, mleka itd itd) ale tak realnie rzecz biorąc pełne presji otoczenia i pułapek konsumpcyjnego świata.. Moje zdanie na dzień dzisiejszy jest takim zdaniem, może się zmieni jak zostanę rodzicem.. ale mam nadzieję , że nie..


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz