Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 137 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O moim bloogu

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościa...

więcej...

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościach.. jednym słowem o życiu małżeństwa z delegacją w tle :)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Terapia śmiechem..!

wtorek, 12 czerwca 2012 23:02

Jak wspomniałam w poprzednim poście w zeszły weekend byliśmy w Warszawie u Moniczki. Nie widziałam się z nią ze 2 lata i bardzo się ucieszyłam , że nas przenocuje i że się z Nia zobaczymy. Świetnie Nas ugościła za co Jej dziekuję, jak zawsze czułam się u Niej jak w domu..A z Nią jak z najbliższą sercu osobą, choć widujemy się w perspektywie lat..

 

Od pierszych minut spotkania a nawet i przed uśmialiśmy się , że hej.. Myślałam , że w kawie coś było bo piliśmy ją po drodze, bo śmieliśmy się do nienormalności!

 

Dawno się tak nie uśmiełam i to nie jednorazowo! Bo cały weekend spędziliśmy na śmianiu się i to takim do zsikania!

 

Czasem tak jest, że spotkają się ludzie którzy się świetnie rozumieją i nie ma możliwości , żeby się źle czuli w swoim towarzystwie.. Tak było w tym wypadku.. Wymęczyliśmy Monie bo pryzjechaliśmy w środku nocy, wróciliśmy z koncertu też późno a później ucztowaliśmy i mam nadzieję, że nie przeklinała nas w poniedziałek w pracy, ale był to cudowny weekend! To była istna terapia śmiechem, podczas której zapomniałam o wszystkich problemach,troskach i poczułam się jak kiedyś.. nie wiem czemu teraz tak rzadko śmnieje się do łez.. Ale polecam to wszystkim o będę się starała częściej się śmiać do rozpuchu!!!

 

A Wy kiedy ostatni raz płakaliście ze śmiechu..??

 

 

Przez weekend nie zrobiłam ani jednego zdjęcia.. mam nadzieję , że mi to wybaczycie!

A jak klikniecie na "chopka" to on będzie się śmiał :)


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nacisk na posiadanie dzieci..

niedziela, 25 marca 2012 23:13

Ten temat powraca do mnie jak bumerang z racji , że nie mamy jeszcze dzieci i chciałam poruszyć poważny problem w Polsce..

Zauważyłam już spory czas temu, że w naszym kraju istnieje olbrzymi nacisk na posiadanie potomstwa..

 

Pierwsze pytania dla młodego małżeństwa to "kiedy będą dzieci?" , przy okazji składania życzeń ze wszelkich okazji przypominane jest , że każdy czeka na owo potomstwo..Żarty , docinki, dopowiadania, przypominania , naciski towarzyszą młodym osobom (parom i małżeństwom) na każdym kroku..

 

Wiem , bo przerabiam to cały czas..

 

Żyjemy w erze kiedy bezpłodność zbiera okrutne żniwa, kiedy naprawdę wiele par ma problemy z posiadaniem własnych dzieci a sporo nie może ich mieć wcale.. I docinki i ciągłe zapytania rodziny i znajomych są dla wielu par bardzo bolesne.. Nie umiem sobie wyobrazić jak trudne jest życie z takim bagażem i niezrozumieniem ludzi.. Ludzie naprawdę w tym temacie nie mają wyczucia i wrażliwości..

 

A nie daj boże jakaś para nie chce mieć dzieci z własnego wyboru, o matko! Z takimi to niemal na stos się idzie! a przecież nie każdy musi mieć powołanie do bycia rodzicem, nie każdy musi posiadać taką potrzebę.. przecież chodzi o to, by być szczęśliwym.. według mnie świadome macieżtństwo lub też niemacieżyńswo to bardzo ważna sprawa.. Każdy ma prawo o tym decydować czy i kiedy chce mieć dzieci i to nie powinno nikogo obchodzić ani interesować.. ale niestety interesuje..

 

Sytuacja w Polsce jest dla młodych ludzi ciężka, ceny mieszkań, ceny życia, brak pracy.. nie dziwmy się , że oni czekją z założeniem rodziny bądź nie chcą jej zakładać.. Świadome macieżyństwo.. to takie kiedy podejmujemy decyzję o posiadaniu warunków i gotowości do wychowania potomstwa.. To odpowiedzialność za rodzine i za potomstwo którego jeszcze nie ma..

Nikt się nie przejmuje, że może kogoś zranić swoim pytaniem.. dociekaniem..

Ja to ignoruje, czasem drażniące są pytania, szczególnie jak w jednym czasie zbierze się więcej, ale sobie radzimy :)

 

Pamiętajcie moi drodzy o tym kiedy następnym razem zechcecie spytać koleżankę/córkę/itp kiedy będzie miała dziecko..bo takie niepozorne pytanie może kogoś zranić..  Świadomość , że nie może się lub nie chce mieć dzieci w kraju w którym tak olbrzymi nacisk jest na ich posiadanie jest myślę wystarczająco trudna.. Nie dodawajmy młodym osobom zmartwień i smutków.. A jeśli młodzi ludzie planują posiadanie dzieci na czas późniejszy to ciągłe pytanie tego nie zmieni, a tylko będzie ich denerwowało..

 

My oczywiście kochamy dzieci i kiedyś Bóg nas nimi obdarzy..taka mamy nadzieję..Będziemy o to walczyć :) jak nie o własne to o adopcje..

 

Czy wy też mieliście macie takie spostrzeżenia , doświadczenia?

 

A tutaj coś z serii wszystkie dzieci nasze są :) Moje dzieciaki-modele :)

 

Klaudia, zajadająca się czekoladkami w ubiegłe lato. Ma piękne długie rzęsy i buzie upaćkaną czekoladą, wygląda na tym zdjęciu przeuroczo :)

 

 

 

Moja chrześnica. Ola . Ola to już duża panna idzie w tym roku do pierwszej kominii. Tu podczas odwiedzin, z poziomu parapetu oglądała świat :)

 

 

 

Nikolka. Była już śpiąca i tarła oczka ze zmęczenia podczas tej czynności jednak zdołała zauważyć jak pstrykam Jej zdjęcia:)

 

 

 

Ponownie Klaudia tym razem w wersji bardziej pastelowej, chłodnej..

 

 

 

Dawidek, który modli się do "Bozi" zdjęcie jako modlitwa wyszło całkiem przypadkiem. Dawidek ma piękne niebieskie oczęta którymi czaruje wszystkie kobiety bez względu na wiek:)

 

 

 

Błażej. Spędzałam z nim i jego rodziną delegację w Szwajcarii. Nie nudziło mi się mając 2 małych modeli na codzień. modelką była również jego starsza siostra.

 

 

 

Moja najmłodsza modelka. Majusia. Robiłam jej zdjęcia jak miała 2 miesiące życia! W pierwszej sesji w domu, naturlanym środowisku starałam się uchwicić jej piękno i więź z mama.

 

 

 

Mój chrześniak, Dawidek. Pierwsza profesjonalna sesja :) Pod pojęciem profesjonalna mam na myśli , że zaplanowana i pozowana.. Zazwyczaj robię dzieciom zdjęcia "naturalnie". Dawidek był dzielny i pozował w wymyślych czapach:)

 

 

 

Dawidek kolejna czapa :) Teraz idzie wiosna i lato więc będzie więcej zdjęc na powietrzu :)

 

 

 

Emilka, siostra Błażeja. Spędziłam z nimi 2 tygodnie. Urocza, wesoła dziewczynka, miło było robić jej zdjęcia :)

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Powrót do domu..

środa, 22 lutego 2012 14:44

No tak , wszystko co dobre szybko się kończy.. w tym wypadku może nie tak szybko , ale się kończy..

Wiza mi się skończyła i czas wracać do domu.. Czarek wraca ze mną na tygodniowy "urlop" i wraca sam do Japonii.. Będziecie mogli poznać druga stronę i możliwość życia w delegacji.. na odległość..

 

Nasza droga do domu..

Wyjeżdżamy jutro  wieczorek: dwa pociągi, jeden lokalny (3 stacje) , drugi shinkansen (ponad godzinę)

Docieramy do Fukuoki i tam śpimy w hotelu. Samolot mamy o 8 rano, a w nocy pociągi nie jeżdżą więc nie mielibyśmy jak dotrzeć na samolot. Z hotelu metrem na lotnisko. I samolot do Tokio- około 2 godzinki..

Z Tokio lot do Frankfurtu 11 godzin, Z Frankfurtu lot do Pyrzowic prawie dwie godzinki. A w Pyrzowicach już prawie w domu.. pół godzinki autem i wymarzone łóżko.

 

Mamy -8 godzin, więc wynika z tego ,że teoretycznie lecimy nie 11 godzin z Tokio tylko 3:)

 

Doszły nas słuchy , że w "Franku" strajki.. miejmy nadzieję ,że się zlitują nad nami.. bo po tak długiej podróży nie chcę czatować na lotnisku dodatkowe godziny.. :(

 

Pogoda Nas nie rozpieszcza.. dziś leje i jest zimno.. miejmy nadzieję , że wyjazdowo  będzie przyjemniej..

 

Walizki prawie spakowane.. ale droga przeraża ;/ ja niestety nie śpię zbytnio w samolotach :( niewygodnie mi i zimno.. Byle do domu!

 

 

 

Do zobaczenie w Polsce :)

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Dzien kota :)

piątek, 17 lutego 2012 12:34

Więc buziaki dla moich klusek i wszystkich innych mruczków :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

MIeszkanie z rodzicami czy bez oto jest pytanie

niedziela, 05 lutego 2012 6:48

Dziękuję Wam wszystkim za pomoc w stworzeniu artykułu. Zobaczcie co stworzyliśmy :)

 

 

Ostatnio z przyjaciółką poruszyłam wielokrotnie temat mieszkania z rodzicami. Skłoniło mnie to do głębszej refleksji na ten temat. Sami kiedyś po części się nad tym zastanawialiśmy, czy może rozbudować troszkę dom teściów i zostać, czy wyprowadzić się do mieszkania.

 

Mieszkaliśmy z teściami ponad pół roku. I szczerze mówiąc nie chciałabym już mieszkać z rodzicami - ani z moją mama ani z teściami. Takie było moje zdanie od zawsze.

Nie dlatego , że się nie rozumiemy, nie zgadzamy, nie lubimy czy cokolwiek innego. Kocham teściów i mamę. Mieszkało nam się dobrze, codziennie pijałam kawkę z teściową, dużo rozmawiałyśmy , pomagałyśmy sobie, słuchali moich pomysłów i uczyli się moich przyzwyczajeń domowych.. ale większość z nich nigdy nie została wprowadzona. To ja byłam w ich domu i to ja miałam się dostosować i to czeka każdego – tak już jest po prostu, samo z siebie. Prawo natury nr 1 wygrywa silniejszy lub większość. Oni byli w większości J i nie mam im za złe ,tak już jest :)

A ja lubię mieć rzeczy po swojemu. Chciałam dać mi i mojemu mężowi czas na dotarcie się, na ułożenie wszystkiego po naszemu, a to było możliwe tylko na gruncie neutralnym gdy żadne z nas nie było pod wpływem rodziców.

Początkowo to ja byłam przerażona myślą mieszkania z teściami, lecz gdy już mieszkaliśmy razem jakoś tak się dobrze układało , że byłam bardziej na tak. Mój mąż zaś gdy początkowo był na tak po mieszkaniu z rodzicami powiedział , że na pewno tego nie chce. Może był zazdrosny ,że własna matka kradnie mu żonę ;)

 

Postanowiliśmy zamieszkać osobno, i choć mieszkanie to nigdy nie będzie to samo co dom to jesteśmy szczęśliwi z tego powodu i myślę , że teście również! A domu się jeszcze dorobimy :)

 

Przeprowadziłam z Wami wywiad i oto co sądzicie i jak mieszkacie!

 

Mieszkanie z rodzicami

 

 

Mieszkanie z rodzicami:

PLUSY:

-tańszy start (brak kosztu zakupu mieszkania czy budowy domu)

-podział kosztów utrzymania , napraw oraz remontów

-24h niańka do dziecka czyli całodobowa pomoc

-„ korzystanie z matczynej potrzeby bycia aktywnym i użytecznym i traktowanie jej jak wielofunkcyjnego robota kuchenno-łazienkowego”

 

 

 

 

 

MINUSY:

-Zbytnie zainteresowanie (gdzie idziecie, co robicie itd)

-zakłócenie własnego trybu życia

-konieczność podporządkowania się

-rożne podejście do wychowania dzieci z którym trzeba się zmagać na co dzień

-brak intymności

-konieczność ciągłych kompromisów

-brak możliwości pełnego usamodzielnienia się i przestania bycia dzieckiem

- konflikty związane z przygotowywaniem posiłków (nawyki kulinarne)

 

 

 

 

 

Rodzice zawsze będę rodzicami.

Zawsze będą chcieć wiedzieć wszystko, doradzić , pomóc , czasem zadecydować za nas, mieszkanie pod jednym dachem to też wspólne spędzanie czasu, wspólne decyzje , które nie zawsze muszą być takie same.

 

Wasze Przykłady:

 

jadłaś obiad?

gdzie idziecie? O której wrócicie?

pokłóciliście się? O co znowu ?

dzwoniłam do cioci , że w piątek wpadniemy do niej na kawę .

wolałabym żebyście tak nie hałasowali.

wydaje mi się , że wakacje teraz to nie najlepsza decyzja.

moglibyście w końcu postarać się o wnuki.

byliście w sklepie ? Co kupiliście?

ja w twoim wieku...

a ja to gotuję... inaczej!

powinnaś posprzątać,

bo ja zawsze przed świętami/urodzinami/sobotą sprzątam,

nie kupuj schabu, ja ci kupię?

nie chcesz marchewki, bo kupiłam na targu za dużo,

jak możesz mieszkać w takim bałaganie!

dlaczego chodzisz w majtkach po domu, to nie przystoi!

nie idziesz do kościoła

ale dlaczego nie chcesz obiadu zjeść?

jak można nie jeść mięsa!...

twój mąż zaraz będzie zrób mu obiad, bo na pewno jest głodny

 

 

 

 

 

Rozwiązywanie spraw nie bezpośrednio.

Zawsze nasz rodzic będzie „donosił” na naszego małżonka/małżonkę do nas zamiast rozwiązywać sprawę bezpośrednio. W domu sytuacji tych jest całe mnóstwo. Przykład. „Twoja żona mogłaby częściej pomagać mi w obiedzie zamiast ślęczeć przy telefonie.„

„Twój mąż znów zostawił klapę sedesową otwartą mogłabyś mu zwrócić uwagę”

„Twój chłopak mógłby wreszcie znaleźć pracę”

 

 

 

 

Dwóch gospodarzy i dwie Panie domu.

Każdy jako dorosły człowiek chce mieć pewne sprawy zorganizowane po swojemu, na drodze dorastania przyjmujemy inne wzorce, obserwujemy świat, przyjaciół, rodzinę, uczymy się innych rzeczy, inaczej zaczynamy postrzegać, widzieć różne opcje i  mamy prawo wybrać co innego niż nasi rodzice. Zrobić coś po swojemu.

Rodzice zaś nie chcą zmieniać przyzwyczajeń, gdyż jest im wygodnie tak jak jest lub uważają, że tak jest najlepiej.

Wasze przykłady :

„Wolę zrobić remont wolniej, ale dokładniej, a moi rodzice robią po łebkach , na szybko byle zrobić „

„Wolę gotować potrawy zdrowiej, używać zdrowszych, bardziej dietetycznych produktów i potraw, o których moi rodzice nawet nie chcą słuchać nie mówiąc już o próbowaniu. Ja zaś jestem skazana na tłustą kuchnię z produktów, które mi nie odpowiadają. Jak chcę gotować dla siebie osobno, obrażają się.”

„Inaczej wyobrażam sobie prowadzenie domu. Inaczej wyobrażam sobie wygląd i funkcjonowanie kuchni niż jest to w moim domu rodzinnym.”

„Mój ojciec zawsze uważa, że wie i potrafi wszystko najlepiej szczególnie jeśli chodzi o remonty i majsterkowanie . Nic nie mogę zrobić po swojemu. Nie mam kiedy się nauczyć czy wykazać .”

„Mama ciągle radzi mi jak coś ugotować, jak przyprawić, z jednej strony mam tego dość ,Z drugiej nie chcę jej robić przykrości”

 

 

Samotność rodziców

Kiedy mamy tylko mamę lub tylko tatę  lub kiedy nasi rodzice są na emeryturze mają więcej czasu wolnego , nie maja co z nim zrobić wtedy pojawiają się problemy..:)

„Pojedziesz ze mną na wakacje?” lub „mogę ja pojechać z wami? –wezmę osobny pokój” - pyta rodzic – Dziecko staje przed trudnym wyborem, dotrzymać towarzystwa rodzicowi czy bić się z poczuciem winy.

Przesiadywanie na kawce, wspólne zakupy, majsterkowanie, przyjęcia rodzinne itd.- Rodzice mają więcej czasu, nie za bardzo wiedzą co z nim zrobić, namawiają więc swoje dzieci (często podstępem :)) na wspólne majsterkowanie „– trzeba naprawić płot, pomożesz mi” „może przekopiemy grządki marchewek” , „z przodu domu posadziłabym tulipany, co myślisz? Może zrobimy to w sobotę” „Co robisz? Może napijemy się kawki na tarasie”- i tarasowa kawka zmienia się w rytuał :) , który ciężko porzucić. Zmieniając te zwyczaje i naszą uległość po pewnym czasie wyrządzimy  więcej krzywdy i przykrości.

Pomoc rodzicom to nie zbrodnia a wręcz nasza powinność trzeba tylko wyczuć, kiedy to rzeczywiście jest prośba o pomoc a kiedy prośba o zabicie czasu . Towarzystwo to też nic złego o ile nie koliduje z naszymi planami i życiem. Rodzice muszą wiedzieć, że żyjemy już naszym własnym życiem i nie możemy być na ich każde zawołanie. Rodzice muszą też odnaleźć swoje życie na nowo, na nowo je zdefiniować. Znaleźć nowe rozrywki, zajęcia. Dlatego my musimy się usunąc troszkę w cień, by im to umożliwić, zmotywować ich do tego. My jako dzieci musimy nauczyć się czasem odmawiać .Trzeba zrównoważyć te dwie rzeczy dla ogólnego dobra i relacji. Pamiętajmy, że z momentem zawarcia związku małżeńskiego to mąż /żona powinien stać się dla nas najważniejszym człowiekiem lub z momentem założenia rodziny to właśnie ta rodzina powinna być dla nas na pierwszym miejscu i jej dobro. Zaraz za nią nasi rodzice i teście.

 

 

 

 

 

Tradycje i zwyczaje

Osoba u rodziców której się mieszka jest u siebie i będzie pielęgnować zwyczaje i przyzwyczajenia owej rodziny. Osoba, która mieszka u teściów jest troszkę na przegranej pozycji jeśli chodzi o wniesienie nowych – swoich tradycji i przyzwyczajeń. I chodzi tu zarówno o „pierdoły” typu: „bo u mnie w domu każdy miał swój szampon a teraz każdy używa mojego” (wymyślam), jak i o duże sprawy typu obchodzenie świąt, pranie, gotowanie, sprzątanie (np. bo u mnie w domu mama sprzątała codziennie, albo bo u mnie w domu zmywało się naczynia od razu )

 

 

 

 

SAMODZIELNOŚĆ


Mieszkanie samodzielne ma wiele zalet. Przede wszystkim daje młodym ludziom swobodę życia i podejmowanych decyzji. Tylko w takiej sytuacji mają pełną możliwość dotarcia się , zderzenia wszystkich wyniesionych z domu tradycji, przyzwyczajeń i zdecydowania, które będą dalej kultywowane, a które muszą się zmienić na rzecz nowego.

Wielu  z Was uważa, że jest to najlepsza opcja dla młodych ludzi. Z dala od rodziców można zrobić wszystko po swojemu, żyć swoim własnym rytmem  nie zwracając uwagi na krytykę rodziców. Potwierdziliście również moje zdanie co do tego, że po wyprowadzce relacje z rodzicami się polepszają oraz wchodzą na nową ścieżkę bardziej partnerską.

 

Mieszkanie samodzielne:

PLUSY:


- nikt Ci się nie wtrąca w życie

- robisz to co Ci się podoba

- zero kontroli i gadania, że rodzice by zrobili tak a nie inaczej

- żyjesz po prostu po swojemu według własnego trybu i rytmu

- uczysz się samodzielności

- podczas kłótni u rodziców możesz zawsze wyjść, trzasnąć drzwiami i zamknąć się w swoim mieszkaniu

- kochasz się facetem gdzie i kiedy Ci się podoba bez obawy, że rodzice zaraz wrócą lub usłyszą

- wracasz do domu o jakiej porze chcesz

- na hałasy narzekają tylko sąsiedzi ;)

- kłótnie z facetem zostają miedzy Wami

- zawsze możesz ponarzekać na rodziców bez obawy , że usłyszą :)

- prywatność i swoboda

- urządzasz swój dom według własnego gustu:))

- wychowujesz dziecko według własnych reguł (rodzice pomagają a nie 100% uczestniczą w wychowaniu)

- jesteś panem w swoim domu

 

 

 

MINUSY:


- czasami brakuje mamusinych obiadków i sprzątania za nas

- czasem nie ma z kim pogadać i napić się herbaty

- trudniej wyrwać się z domu bez dziecka / brak dziadków =brak 24h opieki

- brak podziału kosztu utrzymania= droższe utrzymanie

 

 

 

 

 

 

Razem, ale osobno , czyli jeden dach - dwa mieszkania.

Wielu z Was właśnie tak mieszka i jesteście z tego zadowoleni. Jest to kompromis pomiędzy mieszkaniem osobno a z rodzicami. Mieszkacie pod jednym dachem , lecz prowadzicie oddzielne gospodarstwa, osobne kuchnie, łazienki, często także osobne drzwi z kluczem. Czy tak czy siak ważne są zasady, które z rodzicami jasno określicie

 

To co mi napisaliście:

„Robimy to co "chcemy" np. gotowanie/sprzątanie wtedy kiedy

Nam się "chce" :p a nie  że wypadałoby itd. A bardzo dużą zaleta jest to ze masz Ich "pod ręką" :) zawsze Ci pomogą wiec plus  niesamowity :) , możesz iść pogadać a jak ci się znudzi zmykasz do siebie. Kolejny plus wszystkie opłaty/inwestycje na pół.”

 

„cóż, my postawiliśmy jasne zasady i trzymamy się ich. Nie ma obiadków (chyba, że czasem niedzielny jak każdy normalny człowiek odwiedzamy rodziców;) i wtrącania się w swoje życia. Właściwie to widujemy się na klatce schodowej, czasem wejdziemy spytać czy czegoś nie potrzebują (najmłodsi już nie są). Mamy swoje przyzwyczajenia, swój rytm życia, swoje rachunki i drzwi z kluczem :) Jest ok.”

 

„My mamy dwa osobne mieszkania. A ta klatka schodowa, która nas łączy to jak portal "w razie czego". Wszystko zależy gdzie postawisz granice. A ponieważ to dom rodziców męża to on musiał je postawić. Mieszkamy w jednym domu, ale nawet powietrze którym oddychamy jest inne niż "na dole" ;)”

 

 

 

Rodzice mają głos!

Wśród rodziców głosy są różne. Jedni wolą, żeby dzieci mieszkały osobno, inni wolą mieć dzieci przy sobie. Każdy z nich jednak chce, by dzieci były blisko . Boją się utracić kontakt, zostać sami i samotni na starość.

 

Oto co mówią :

„Ja wolę mieszkać sama, dobrze mi się tak mieszka. Nie musze robić obiadów codziennie. Dużo pracuję, często nie ma mnie w domu więc jak wracam to się nawet cieszę, że jest pusto, cicho i spokojnie. Mogę się zrelaksować, spędzić czas po swojemu. Nie wiem co będzie gdy przejdę na emeryturę. W każdym bądź razie chciałabym by dzieci mieszkały blisko, żebym miała je pod ręką . Mogła odwiedzić w każdej chwili czy zwrócić się o pomoc.”

 

„Dzieci się wyprowadziły od nas ,choć szczerze wolałabym , by mieszkały z nami. Lubię otaczać się ludźmi, lubię jak w domu coś się dzieje , można dla kogoś ugotować, z kimś porozmawiać”

 

„Dzieci się od nas wyprowadziły. Tak się stało, tak zdecydowali i nie zastanawialiśmy się nigdy nad tym. Nie jesteśmy typami samotników, ale chcemy dla dzieci jak najlepiej. A mieszkanie samodzielne na pewno będzie dla nich lepsze. A my jesteśmy na tyle młodzi , że możemy jeszcze cieszyć się życiem i „wolną chatą”.”

 

„Jestem samotnym rodzicem i wolałabym , by dzieci zostały  u mnie. Dom jest duży, zawsze myślałam ,że przynajmniej jedno dziecko zostanie w nim ze mną .Nie chcę mieszkać sama w takim dużym domu. Przyzwyczaiłam się , że popołudniu mogę liczyć na rozmowę z córką lub że pojedzie ze mną na zakupy. Życie z nimi jest łatwiejsze i przyjemniejsze. Dla nich z kolei takie rozwiązanie jest tańsze i ułatwi im start jako rodziny.”

 

„Mieszkamy w domu dwurodzinnym. Dzieci mają własne mieszkanie i żyją po swojemu a my mamy ich zawsze pod ręką.”

 

„Nasz dom stoi na dużej działce. Chcielibyśmy , żeby dzieci wybudowały się właśnie na niej lub w bliskim sąsiedztwie. Nie moglibyśmy się pogodzić z myślą, że są daleko i nie możemy ich odwiedzać tak często jak chcemy ”

 

        Błędy jakie popełniamy:

  • Zbytnie wykorzystywanie dobra rodziców
    Najczęściej przy wspólnym mieszkaniu, ale nie tylko. Rodzice stwierdzają , że nie ma sensu gotować na dwójki więc gotują większy obiad i wszyscy są szczęśliwi.  Lub boją się , że umrzecie z głodu mieszkając sami . Robią Wam pranie, sprzątają, robią zakupy. Tak nie można, chyba, że mieszkacie z rodzicami tylko po to bo tak wygodnie i nic nie musicie robić. Lecz takie zachowanie powoduje, że widzą w Was ciągle dzieci . Trzeba odciąć pępowinę i radzić sobie samemu. Dla dobra rodziców- nie są naszymi kucharzami i sprzątaczami! I dla naszego własnego byśmy mogli podejmować decyzję samodzielnie bez rodziców, i byśmy nauczyli się żyć!
  • Urywanie kontaktu na jakiś czas
    Rodzice naprawdę boją się samotności. Boją się, że jak się wyprowadzicie to przestaniecie dzwonić, odwiedzać ich a na starość zostaną sami jak palec. Nie pozwólcie im tak myśleć. Jak nie zadzwonicie tydzień, dwa i ich nie odwiedzicie rodzice się zmartwią. Dzwońcie, odwiedzajcie.
  • Zbytnie odsuwanie rodziców. Podejmujcie decyzje sami lub z partnerem. Lecz mówcie o nich rodzicom, szczególnie o tych ważnych rzeczach. Przeprowadzka, wakacje, dzieci itd. Oni chcą wciąż być dla was ważni. Chodzi po prostu o rozmowę
  • Brak ustalenia jasnych zasad.
    Wprowadzacie się do ich do domu. Oni się cieszą , wy też i tak już zostaje. Stwierdzacie, że jakoś się ułoży i wyjdzie w praniu. Prawda jest taka, że się nie ułoży tylko bardziej skomplikuje. Dla nich to też nie jest łatwa sytuacja. Postawienie reguł ułatwi wszystkim życie i unikniecie nieporozumień. (kto wynosi śmieci, kto dba o piec, kto i kiedy sprząta, mówicie lub nie że wychodzicie, dbacie o swoje rzeczy, sprzątacie swoje pomieszczenia itd.  )
  • Pokażcie jasne granice.
    Nie pozwólcie rodzicom się wtrącać w wasze sprawy. Jasno pokażcie , że decyzje odnośnie waszego życia należą do was. Możecie ich poprosić o radę, przedyskutować z nimi problem, ale decyzję zawsze podejmujcie sami.
  • Brońcie siebie nawzajem.
    Jeśli rodzic „nadaje” Wam na waszego małżonka nie pozwólcie na to. Brońcie się wzajemnie , nieważne kto ma racje. Mów zawsze „nie wiem, porozmawiam z ……i dowiem się jak było lub dlaczego.” Nie daj się wciągnąć z gierki. Nie dajcie się skłócić . Rodzice nieświadomie mogą wykorzystać to przeciwko Wam. Nie kłóćcie się przy rodzicach, miejcie zawsze podobne stanowisko. To będzie wasza siła.

 

 

Podsumowanie

Nieważne co zdecydowaliście lub w jakim punkcie się znajdujecie ważne jest jasne określenie zasad.

Jeśli mieszkacie z rodzicami ustalenie tych zasad wydaje się najważniejsze, gdyż dzielicie wspólną przestrzeń i o konflikt naprawdę łatwo. Gdy mieszkacie razem , ale osobno (jeden dach –dwa mieszkania) rodzice wciąż są bardzo blisko i niech nie zwiedzie nas fakt że mamy „własne 4 kąty”. Ustalenie zasad to priorytet, gdyż bliskość sprzyja wtrącaniu się i udzielaniu „dobrych rad”:). My też nie dajmy się ponieść i nie wykorzystujmy rodziców do gotowania obiadów, sprzątania i innych spraw.

Mieszkając osobno, pewnie myślicie , że zasady są niepotrzebne, bo rodzice są daleko, a mieszkanie jest nasze. Rodzice odwiedzając nas mogą zawsze wtrącić swoje trzy grosze, (składać niezapowiedziane wizyty, robić nowy porządek w szafkach itp.). Musimy z nimi porozmawiać o naszej niezależności o tym ,że chcemy spróbować żyć po swojemu, poprosić ich o akceptacje i zrozumienie. Ustalanie terminu wizyt – szanując czas własny i rodziców oczywiście – poprzez wcześniejszą, krótką rozmowę telefoniczną wydaje się nieodzowne i jak najbardziej naturalne.

 

W tych kwestiach najważniejsze są chyba pierwsze miesiące. Kiedy mieszkając z rodzicami boimy się coś powiedzieć, ustalić zasady, nieraz czujemy się niepewnie, nie jesteśmy przecież u siebie, nie wiemy dokładnie jak się wszystko ułoży. Czekamy a rodzice myślą, że pasuje nam tak jak jest, nie zdają sobie sprawy, że chcemy inaczej..

Mieszkając samodzielnie dajemy się ponieść tęsknocie (tak my jak i rodzice), ofertom pomocy rodziców, i ogólnym wpływom trudnego etapu „odcięcia pępowiny” :)

Dajmy rodzicom żyć a oni dadzą nam żyć również :)

Rodzice boją się samotności. Pokażmy im również, że nieważne jak daleko będziemy mieszkać zawsze będziemy ich kochać i będziemy ich odwiedzać tak często jak się da i dzwonić. I zawsze mogą na nas liczyć. Przeszkodą nie są kilometry tylko chęci.

 

Według ankiety na blogu wszyscy uważacie , że lepiej mieszkać samodzielnie.

:)

 


Podziel się
oceń
14
1

komentarze (7) | dodaj komentarz