Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 138 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O moim bloogu

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościa...

więcej...

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościach.. jednym słowem o życiu małżeństwa z delegacją w tle :)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Jak ten czas szybko leci...

piątek, 28 września 2012 5:10

Ani się obruciłam a mija trzeci tydzień w Japonii.. Nie wiem czy wspominałam , ale mieszkam nie tylko w tym samym regionie , mieście ale i mieszkaniu tak więc czuję się jakbym wogóle  nie wyjeżdżała :)

 

W ostatnie 3 tygodnie przeczytałam 5 książek i od jakiegoś czasu nie mam co czytać.. gazety już też doczytałam.. te co mam ze sobą.. i nie mam co czytać na plaży :(

 

Przepraszam Was , że ostatnie moje wpisy opisują i mówią o tylko plaży i morzu, ale korzystając z ciepłych dni to właśnie robię :) - plażuję!

 

Przygotowuję dla Was wpis o kobiecie w Japonii, ale wszystko ostatnio sprzysięga się przeciw mnie szczególnie mój komputer , który się zawiesza, nie współpracuje ze mną wcale, dodatkowo nie mam gdzie przechowywać zdjęć gdyż mój dysk zewnętrzy padł ;/ a obie karty mam już pełne..więc sami widzicie , że moja praca ostatnio jest mocno utrudniona !

 

Pozdrawiam was serdecznie ! i przesyłam trochę ładnej pogody i słońca..

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kasado island, mała niedzielna wycieczka..

wtorek, 25 września 2012 4:43

Witajcie po przerwie. Na wstępie muszę Was przeprosic , że mnie nie było. Otóż mój komputer odmówił posłuszeństwa, najpierw troszkę chorował co nie pozwalało mi sprawnie korzystac z niego a poźniej całkowicie się ode mnie odciął i musiał przejśc operację :) Do tego podczas tych chorób ucierpał mój dysk przenośny na krótym trzymam zdjęcia.. generalnie na dysku twardym komputeraz nie mam już miejsca więc mam mały problem z pełnymi kartami pamięci z aparatów.. staramy się jakoś temu zaradzic..

Teraz powoli wracam do świata !

 

Chciałam Wam pokazac Naszą ostatnią wycieczkę na wyspę położoną bardzo blisko mojego miasteczka, jest praktycznie na każdym zdjęciu z plaży po prawej stronie. Prowadzi do niej olbrzymi czerowny most, ale , że na wyspę nie jeździ pociąg podczas zeszłej wizyty w Japonii nie odwiedziliśmy tej wyspy (na pieszo za daleko..), teraz posiadamy auto służbowe więc mogliśmy sobie pozwolic na małą wycieczkę:)

 

Wyspa jest ładna, jest na niej mała lecz ładna plaża a kompleksem mol, po których można spacerowac lub łowic ryby co też japończycy chętnie robili..

 

pogoda była piękna, a że wybraliśmy się o 3 to temperatura też była przyjemna..

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

na drugim końcu wyspy mieści się coś na kształt małej stoczni..

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

tu druga plaża w moim miasteczku, na której byłam pierwszy raz gdyż leży kawałek ode mnie..

 

 

 

 

 

aleją gwiazd jechaliśmy :)

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wizyta na plaży w wersji rozszerzonej..

czwartek, 13 września 2012 8:36

Już dwa dni zbieram się,by iść na plaże się kąpać i opalać. Przychodzi mi to z trudem, bo na plaży jest niewiele osób, nikt się nie kąpie i nie opala.. Ale dziś postanowiłam , że idę, jak będę się dziwnie czuła to pójdę w bardziej ustronne miejsce lub będę czytać książkę na kocu.

 

Postanowione-IDĘ!

 

Wstałam więc rano, umyłam włosy, podpięłam je mokre 2 spinkami co nadało mi iście plażowego wyglądu. Zjadłam płatki w mlekiem i zaczęłam pakować niezbędne rzeczy. Zielona herbata w bidonie trzymającym chłód, kocyk przywieziony z Polski (co zrobiłabym bez Ikei :) , książka –nie lubię bezczynnie wylegiwać się na plaży , pareo- choć to raczej indyjska lekka chusta , która używam jako pareo, ciastka jakbym zgłodniała, portfel, telefon, krem z filtrem i w drogę!

Droga na plaże mija mi stosunkowo szybko, zadziwiająco mało ludzi na ulicy a mijani przeze mnie ludzie są ubrani jakby pomylili pory roku. Wyglądam przy nich naprawdę dziwnie w swojej spódniczce przed kolano i bluzce na szerokich ramiączkach! Mijam starsze panie, które pielą rabaty niedaleko plaży. Nie pierwszy raz widzę starszych ludzi dbających o porządek i zieleń miejską więc myślę , że robią to w czynie społecznym. Owe starsze panie mają na sobie długie jasne spodnie, pełne buty , dość szerokie koszule w krótkim rękawem jakby większe o rozmiar niż potrzeba. Ale nie to przykuwa moją największą uwagę. Najbardziej zadziwiają mnie rękawiczki długie pod pachę tak , że nie widać gdzie dokładnie się kończą gdyż znikają pod rękawkiem koszuli. Nie pierwszy raz widzę owe rękawiczki, ale za każdym razem tak samo mnie dziwią.. jest upał.. Oprócz rękawiczek po szyję, kobiety mają na sobie kapelusze wyglądem przypominające troszkę czapki pszczelarza lub turysty w tropików. Pod takie przyodzienie nie ma prawa zajrzeć nawet najmniejszy promyk słońca! Zastanawia mnie jakich antyperspirantów używają skoro nie wypływają spod takiego ubrania!

Podczas tych domysłów docieram na plażę. Ściągam buty, ale piasek parzy co najmniej jak rozżarzone węgle. Wyszłam o złej porze. Martwiąc się burzą, o której czytałam w prognozie wyszłam jak najszybciej, by choć chwilę spędzić na słońcu. Była godzina po 11.. przed największym słońcem i upałem. Bezchmurne niebo komunikowało mi bym nie wierzyła w prognozy.

Zmęczona drogą z domu i słońcem rozkładam swój kocyk przy wejściu na plaże pod dużym drzewkiem iglastym. Nigdy nie umiałam ich rozróżniać więc powiem tylko , że miało długie igły.

Siadam, wyciągam książkę i napawam się delikatnymi powiewami wiatru. Morze z perspektywy siedzącej ma kolor granatowo-turkusowy, wchodząc na plaże miało kolor ciemnej butelkowej zieleni przy plaży a granatu w głębi morza.  Niewiele ludzi jak zawsze, przede mną tuż przy wodzie dwoje zakochanych młodych japończyków. Ona w delikatnej niebieskiej sukience za kolano z górą na ramiączkach . Odpowiednio szerokiej, z delikatnym turkusowym ponczem zakrywającym  ramiona od słońca i oczu niepotrzebnych gapiów . On w spodenkach lekko za kolano i koszuli z podwiniętymi rękawami. Z modnie dłuższymi włosami w kolorze bursztynowego brązu. Troszkę pomoczyli nogi w wodzie po czym usiedli patrząc w morze , przytulając się delikatnie i niepostrzeżenie.  Japończycy nie lubią kontaktu cielesnego. Zwykłe podanie ręki to dla nich za dużo. Normalnie na przywitanie się kłaniają. Na ulicy nie jest prosto spotkać parę trzymającą się za ręce, szczególnie w takiej małej mieścinie jak moja. W większych miastach panuje większy luz.

 

Chwilę jeszcze spoglądam w morze i wracam do czytania mojej książki . Moim młodym gołąbkom chyba zrobiło się za ciepło bo uciekają w plaży zostawiają tą jej część tylko dla mnie. Pojawia się 2 biznesmenów w garniturach, nie wchodząc na plaże robią sobie kilka pamiątkowych zdjęć i wracają do swoich aut z klimatyzacją. Znów zostaje sama. Czytam książkę i odganiam niewielkie muszki i robaczki , które łaskotają mnie po stopach. Morze swoim zapachem i bryzą kusi mnie coraz bardziej..  Średnio co kartkę przerywam czytanie i spoglądam w lekko kołysające niewielkie fale na tej pięknej ciemno turkusowej toni wodnej.. Nie wytrzymuję. Zbieram manatki w torbę i postanawiam zanurzyć się nieco w wodzie dla ochłody. Piasek jest torturująco-gorący, więc odległość do brzegu pokonuję bardzo szybko, energicznymi krokami tonąc w piaseku zmieszanym z maleńkimi drapiącymi kamyczkami. Niezły peeling sobie myślę, nie dość , że wczasy nad morzem to jest niemal spa !

Docieram do wody, zanurzenie nóg okazuje się tak fantastycznie przyjemne, że już po sekundzie szukam miejsca gdzie mogę rozłożyć koc i wskoczyć do wody cała. Stwierdziłam , że może pójdę w bardziej ustronne miejsce . Przechodząc kilkanaście metrów znajduję miejsce koło wyrzuconego na brzeg kawałka drewna. Rozkładam kocyk i nieśmiało rozglądając się czy czasem nikogo nie ma w pobliżu i rozbieram się do stroju. Na tę okazję wybrałam bardziej zakryty strój , żeby nie narazić Japończyków na oglądanie zbyt wielkiej powierzchni golizny na moim większym jednak od nich ciele.

 

Wchodzę do wody , jeszcze raz się rozglądam. Naprawdę nikt się nie kąpie i na nie zbyt dużej bo chyba z 3km plaży widzę tylko 1 osobę i to po drugiej stronie. Po sprawdzeniu stanu liczebności na plaży . Stwierdziłam jednego osobnika Japońskiego , ale tak daleko , że mi nie przeszkadzał i 4 kruki pałaszujące jakąś padlinę jakieś 30 metrów ode mnie + jednego kruka na czatach. Nie byłam zainteresowana ich padliną co zauważyli więc nie zwracały na mnie najmniejszej uwagi. Tak więc rozluźniona mogłam przystąpić do pluskania , które radowało mnie jak małe dziecko, które pierwszy raz jest nad morzem.

 

Morze jest cudownie ciepłe i chłodne zarazem. Otoczone jest licznymi mniejszymi i większymi wyspami, niektóre z nich można dostrzec, gdy jest dobra widoczność ,dlatego nazwane jest morzem wewnętrznym. Siadam na brzegu, w wodzie po pas i obserwuję złote drobinki , które są mało widoczne, gdy piasek jest suchy, za to, gdy jest mokry rozbłyskują się wszelkimi odcieniami złota. Są widoczne na leżącym piasku jako błyszcząca złota poświata, lecz pod wodą zmieniają się w przepiękny złoty pył, przypominający ten z bajek, gdy dzieje się magia. Rozbłyskający przy każdym ruchu wody daje namiastkę luksusu.

Chłodzona przez niewielkie fale, które sięgają mi wodą do ramion zastanawiam się czemu Japończycy się nie kąpią? Czemu nie chłodzą się w tej wodzie? Może jest radioaktywna? Nieee.. wczoraj kąpało się tu dziecko.. Naprawdę dziwne. Siedzenie w wodzie mnie znudziło więc wstałam i pospacerowałam po mieliźnie, która była w tym miejscu. Piasek nie przypominał tego z plaży był miękki, miałki i miało się wrażenie , że chodzi się po mące.

 

Nagle coś migota w wodzie. Ryba. Srebrno- szara , wcale nie taka mała , 15 centymetrowa. Podpływa do mnie a ja uciekam z wody jak głupek. Wystraszyłam się rybki. Ale wstyd. Podchodzę do wody , by zobaczyć czy dalej tak jest i jej się przyjrzeć. Jest, wygląda trochę jak śledź, ale na pewno śledź to nie był. Gdy wchodzę głębiej ucieka. Jest remis. Ja uciekłam przed nią ona przede mną . Uśmiechając się w duchu wracam na koc troszkę wyschnąć. Temperatura niebezpiecznie wysoka, po raz kolejny smaruję się kremem z filtrem. Nie mam czapki, więc z koszulki robie sobie niewielki turban, by choć trochę ochronić głowę. Miałam już udar i nie mam zamiaru tego powtarzać , szczególnie na końcu świata! Następne pół godziny mija mi na schnięciu, czytaniu książki , obserwowaniu morze i plaży a także słuchaniu skwierczenia mojej skóry co utwierdza mnie w przekonaniu , że nie wybrałam dobrej godziny na plażowanie i czas wracać do domu. Jednak wizja wdrapywania się pod górę w słońcu do domu nie wydaje się być atrakcyjna.. Trudno.. trzeba się spiąć w sobie i dam rade. Szybko się ubrałam i spakowałam i bojąc się , że zmienię zdanie ruszyłam w stronę wyjścia. Chłód wody co chwila inspirował mnie do wewnętrznej debaty czy czasem nie zostać na plaży dłużej jednak widok mijanej przeze mnie skały wyglądającej jak stopiony meteoryt podziałało bardzo przekonująco i ostatecznie porzuciłam wizję zostania na plaży.

 

Ulicę od plaży dzieli szeroki pas zieleni, a raczej choinek i krzewów, gdzie ukryte są kraniki do umycia nóg i napicia się. Każdy kto myślał, że piasek można strzepać jest w głębokim błędzie. Owe mini kamyczki przyklejają się i nie chcą zejść jakby były przyklejone super-glu. Dopiero szorowanie pod wodą daje jakieś rezultaty . Umyta ruszam w drogę szukając każdego skrawka cienia. Mijam zacienioną alejkę bonsai , hotel , willę stylizowaną na styl francuski z okiennicami i gipsowymi obrazami na elewacji, duże przejście dla pieszych i czas wdrapać się po schodach na wiadukt nad stacją kolejową. Zasapałam się. Już niedaleko. Kawałek główną ulicą, żeby iść w cieniu muszę iść po innej stronie a później przebiec przez 4 pasy i nie dać się rozjechać co nie jest trudne. Następne schody, wchodzę na osiedle domków, mijam naprawdę nie takie małe domy, całkiem ładne, małe ogródeczki, krzewy z olbrzymimi pajęczynami i pajączki na każdym z nich (to chyba jakaś moda, której nie rozumiem) dochodzę do główniejszej drogi teraz tylko prawo, lewo , prawo i hurra, widać nasz piętrowy bloczek z 4 mieszkaniami. Zadziwia mnie ile sąsiedzi w góry mają prania, ale mają małe dzieci. Klucz, przygotowany już od kilku minut.. Przyjemny chłód klimatyzacji. Minie chwila zanim dojdę do siebie. Moja bluzka wygląda jakbym przebiegła maraton. Wlewam mrożoną zieloną herbatę bo mojego bidonu , kładę się na łóżku i niczym dziecko uspokajam się i dochodzę do siebie..

 

 

 

 

 

 

 

 

//

Żeby nie było , że kłamię z tą pustą plażą :) Niestety słońce zbyt mocno odbija się od wody, by sfilmować złoty pył..

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pogoda w Japonii .

środa, 12 września 2012 9:57

Dziś mój plan wyjścia na plaże spalił na panewce. Zachmurzyło się.

Wnioskujecie pewnie z tego , że jest ciepło. Mało powiedziane- 30 'c , ale przy wilgotności ponad 80% jest naprawdę ciężko. Wczoraj wiał wiaterek więc było nawet przyjemnie.

Następne 3 dni mają być burze więc też nie pokorzystam :(

Generalnie cieszę się, że wzięłam tyle ubrań, wilgotność i temperatura są tak duże, że po 1 dniu wszystko musi iść do prania.. Najgorsze jest to, że wieczorem i w nocy wcale nie jest lżej..

 

Wczoraj byłam na plaży zobaczyć co i jak :) i okazało się , że na plaży są raptem 4 osoby i nikt się nie opala i niekąpie w morzu!!! a morze jest tak przyjemnie ciepłe , że aż żal.. Jak tylko przejdą deszcze ide na plaże się opalać i kąpać!  trudno najwyżej będą na mnie patrzeć jak na głupka.. :D Nie miałam w tym roku wakacji z plażą i morzem więc muszę to sobie odbić :)

 

Mam rower ale szczerze się zastanawiam czy dam rade na nim jeździć.. nie ma przerzutek na do naszego domu jest naprawdę przerażająca góra! Poza tym jeden w napotkanych wczoraj kolegów z pracy Czarka mówi , że to najgorszy rower jaki w życiu widział i nie dałby za niego nawet 10 Euro :) To nie wróży dobrze :) Poza tym ten upał i totalny brak powietrza do oddychania.. parą wodną oddycha się ciężko.. lekka nie jestem ale każdy wysiłek w tej wilgotności sprawia ,że czuję się jak king kong wieloryb! Sapie po przejściu kilkuset metrów.. a chiałam tu biegać !!!!  Chyba poczekam z tym do października..:) przynajmniej wieczory będą chłodniejsze..

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przedstawię Wam jak się będzie plasować pogoda przez cały mój pobyt.

 

Średnia temperatura w Hikari :

Wrzesień     

Październik

Listopad         

 Grudzień

27°C  81°F

22°C  72°F         

17°C  63°F

  12°C   53°F

20°C  68°F

14°C  57°F

8°C    47°F        

  4°C


Podziel się
oceń
1
2

komentarze (1) | dodaj komentarz

Japonia - 51 godzin podróży ! Bez kłopotów ani rusz !

wtorek, 11 września 2012 3:34

 Niedawno twierdziłam ze podróż do Japonii jest bardzo męcząca.. Ależ ja się myliłam.. !

Podróż planowa była by wręcz odpoczynkiem.. !

O 4 rano wyjechaliśmy z domu.. o 8 byliśmy w Franku.. tymże Franku idąc na kawę zorientowaliśmy się , że nie mamy portfela! Żadnych pieniędzy przy sobie, ani kart.. Okazało się po przemyśleniach , że wypadł mi na parkingu lotniska, gdyż Czarek dał mi go w aucie , żebym wyciągnęła pieniądze dla taty na parking.. Że o takiej godzinie ja nie funkcjonuje położyłam ów portfel na kolanach i wysiadając nie zauważyłam jak spada na ziemię.. Padało więc czym prędzej udaliśmy się do odprawy.. Raz , dwa i byliśmy w Franku i szliśmy na kawę.. Później masa telefonów.. nerwów.. Byłam zła na siebie , chciało mi się płakać.. Naprawdę niewiele rzeczy w życiu zgubiłam. Przed podróżą pięć razy sprawdzam czy wszystko mam, robię listę i odhaczam.. EHHHHHH…!!! Jaki peCHH..

 

Po godzinach spędzonych na telefonie i w service senter Luft. i naszych rodzicach na kolanach przeszukujących parking ..Kiedy portfel się znalazł w biurze rzeczy znalezionych.. sprawa okazała się bardziej skomplikowana niż myśleliśmy.. Wydawało nam się to końcem problemów.. „Prześlijcie go następnym lotem do Franka” powiedziałam ucieszona..

 

Okazało się do bardzo problematyczne.. Nie będę opowiadać Wam wszelkich szczegółów bo opowieść trwała by wieki.. W każdym bądź razie  Polska strona zgodziła się przesłać owy portfel wewnętrzną pocztą lotniczą Luft. , tylko miał być określony uprawiony nadawca tej przesyłki.. Strona niemiecka nie mogła go określić gdyż nie wiedziała kto odbierze tą przesyłkę, a osoba określona jako adresat była by za nią odpowiedzialna, a że był to portfel z dowodem i kartą kredytową , nikt nie chciał się zgodzić.. Lotnisko we Frankfurcie jest olbrzymie.. co chwile lądują i startują samoloty.. na płycie lotniska jest mnóstwo ludzi którzy koordynują pracę.. Nie wiadomo kto akurat podjedzie do danego samolotu na 3 godziny przed lądowaniem  a pilot może takiej koperty bez adresata nie wziąć.. problemy się piętrzyły.. Czarek debatował z połową lotniska w Franku i ludźmi z Polski przez telefon.. Ja siedziałam na ławce jak ofiara i czekałam aż ktoś mi powie na czym stoimy.. Czułam się jak ostatnia idiotka.. rzadko coś gubię ale akurat teraz musiałam zgubić niemal najważniejszą rzecz.. Czułam , że Czarek jest na mnie wściekły.. miałam ochotę usiąść i płakać..

 

Nie wiem co bym zrobiła bez Czarka.. świetnie odnajduje się w trudnych sytuacjach, tak długo walczy aż znajdzie odpowiednie rozwiązanie.. Z każdą godziiną miał lepszy humor, z odróżnieniu do mnie.. Po naprawdę wielu godzinach.. chyba w 8.. kiedy nasz samolot do Osaki wyleciał okazało się , że najlepszym rozwiązaniem jest by Czarek przyleciał do Polski i zabrał go. Prawo lotnicze i zasady i wielkość lotniska we Franku okazały się nie do przeskoczenia.. Nawet jeśli pilot zgodził by się wziąć naszą przesyłkę nie mieliśmy pewności , że odda ją właściwej osobie i on do nas dotrze… nie chcialiśmy większych problemów.. bo np. pilot mógłby zapomnieć (piloci często nawet nie wysiadają z samolotu lub tylko się przesiadają) i polecieć gdzieś dalej..

Ale to nie był koniec problemów bowiem jak ma polecieć do Polski po swój portfel jak nie ma pieniędzy.. Zadzwoniliśmy do znajomego który jak nam się wydawało będzie miał : kartę kredytową , dostęp do netu , czas i chęci J Okazało się , że kartę zablokował i jest na jakiejś wsi gdzie nawet z zasięgiem na problem… pomyślałam , że to się nigdy nie skończy.. W tym momencie byliśmy jak bohater filmu „terminal” ani w przód ani w tył, gdyż do Osaki też nie moglibyśmy lecieć bo lot przebudowany ale wciąż nie zapłacony.. głodny i spragnieni..

 

Nagle ów kolega wpadł na pomysł następnej osoby która spełniała warunki niezbędne.. był to prezes firmy w której pracował a z która my współpracujemy, ale którego nie znamy. Z widzenia, a to się nie liczy. Ale okazało się, że przez neta można kupić tylko bilet z 2 dniowym wyprzedzeniem. Pan prezes zatem podał mojemu mężowi dane swojej kart kredytowej z wszelkimi innymi potrzebnymi z zastrzeżeniem , że ma spory limit i prosi by zniszczył je jak tylko dokona transakcji-chcieliśmy zamówić bilet przez obsługę lotniska. Kto podaje dane karty kredytowej obcej osobie????!!!! Jeszcze z dużym limitem ???? Myślę sobie , że jednak dobrzy ludzie istnieją.. i , że kolega Grześ musiał swoją krwią za nas ręczyć.. :D

Ożycie obcej karty się nie udało.. danych z naszej oczywiście panie nam nie podały , nawet jeśli obsługa lotniska potwierdziła nasze dane paszportem.. w tym momencie byliśmy w kropce.. pół godziny do wylotu do Polski, naszej ostatniej szansy a nie możemy kupić biletu.. Ostatnie szansa- Pan prezes kupuje bilet przez infolinie.. UDAŁO SIĘ!

 

Raz , dwa Czarek był na pokładzie samolotu do Polski. A ja w miejscu z którego nie mogłam nigdzie pójść, w przestrzeni zadziwiająco małej jak na to lotnisko czekałam na krzesełku jak głupia czytając książkę.. pić mi się chciało tak , że język mi się kleił do podniebienia, ale bałam się pić wodę w kranu w toalecie- „dostanę jeszcze rozwolnienia”, pomyślałam..

Czarek wrócił zapłacił za nasze przebudowanie i mogliśmy iść coś zjeść i pić.. Ja mogłam wziąć leki przeciwbólowe bo miałam wreszcie czym popić..

 

 

Ale to nie koniec historii.. Mieliśmy jeszcze 17 godzin czekania na lot do Osaki..

Byliśmy wykończeni.. był już wieczór.. pokrzątaliśmy się, ale ile można chodzić po swoim terminalu?? Nie chwialiśmy wychodzić z niego i krzątać się po lotnisku bo baliśmy się , że znowu coś się stanie.. Znaleźliśmy jakiś kąt i na krzesełkach siedzieliśmy i czekaliśmy aż lotnisko się wyciszy.. Później kilka godzin męczarni i półsnu na tych samych krzesełkach.. przerażająco zimno.. Ani żywiej duszy.. tylko jeden pan.. uparł się na sprzątanie naszej niszy .. robił to tak wolno i z takim pietyzmem , że myślałam , że wstanę i mu przywalę.. Dokładnie sprzątał wszystkie kosze z podziałką na rodzaj śmieci.. szurał krzesłami, trzaskał drzwiami od toalet,  mył podłogę aż w końcu zaczął gadać przez telefon .. w końcu sobie poszedł ale trwało to godzinę męki.. do ok. 6 rano tak drzemaliśmy później kawa, ciastko.. następne błądzenie i zwiedzanie.. zaczęło się pojawiać więcej osób.. zaludniać się.. w nocy niemal żywiej duszy.. tylko pojedyncze osoby z obsługi i tak jak my śpiące po kątach .. znaleźliśmy cieplejsze miejsce i fotele-leżanki i mogliśmy się bardziej komfortowo przespać, co w owych warunkach oznaczało , że leżeliśmy na 1 krześle a nie na 3 :D

 

Później obiad czyli kanapka na ciepło dla mnie a kiełbasa dla Czarka.. jeszcze kilka godzin i będziemy lecieć :D

11 godzinny lot okazał się najprzyjemniejszą w całej tej podróży..Choć start uważam za wyjątkowo mało udany.. ja wciąż niestety mam chorobę lokomocyjną..Rzucało strasznie , i pilot miał jakąś niestabilną rękę.. A ,że kilka dni temu śniły mi się katastrofy lotnicze w których ja i czrake zgineliśmy to poziom adrenaliny i stresu wydocznie mi się zwiększył..

Nieważne..Dostaliśmy jeść , pić i mieliśmy swoje bezpieczne miejsce do spania bez potrzeby pilnowania i czuwania przy bagażu.. lot minął nam w oka mgnieniu.. głownie na śnie..

 

 

Później jeszcze tylko 4 pociągi i kilka godzin tułaczki nimi z bagażami.. trasa z dworca do naszego domu, pod wyjątkowo dużą górę, w niesprzyjającej temperaturze i wilgotności.. każdy powiem wiatru choć ciepłego na wagę złota! Po wejściu do mieszkania , 15 minutach drogi byliśmy tak mokrzy , że ubranie niemal do wkręcania..

 

Jakież to szczęście być już na miejscu..W mieszkaniu klimatyzacja..dzięki Ci Boże!..

kąpiel, jeść i spać.. i zapomnieć o tak fatalnych 51 godzinach..

 

Czy mogło być gorzej ?? Oczywiście, ze tak.. poza 1000E który wydaliśmy na przebukowanie i lot Czarka do PL, kilkama siwymi włosami i 1 dniem do tyłu nic nam nie jest.. mamy kolejne doświadczenie i wiedzę, że nic nie jest w stanie nas powstrzymać :) wokół jest mnóstwo wspaniałych ludzi.. a my jesteśmy wspaniałym i silnym małżeństwem które nawet w takiej krytycznej sytuacji potrafiło się wspierać i się nie pokłocić.. ! :)

 

I nachodzi mnie jedna ochota.. ale zjadłabym żurek..! :D

 

 

 

 Pierwszy lot.. pełni humoru w newiedzy , że locimy bez portfela:)

 

 

 

 

Wschód słońca..

 

 

 

 

Dla pokazania ogromu lotniska.. tablica lotów. Loty tylko na 2 godziny zajmują 6 eknarów , na każdym ekranie ok. 15 lotów..

 

 

 

 

Śpiąc w hali..

 

 

 

 

noc..całkowicie wyludnione lotnisko..każdy kto był we Franku wie ile przewija się tam osób..

 

 

 

 

noc w hali.. i nasz bagaż podręczny.. czyli 2 plecaki każdy po 7-8 kg i moja pojemna torebka.

 

 

 

 

bardziej komfortowe warunki..

 

 

 

 

olbrzumi samolot, tu człowiek jest trochę wiekszy od koła..

 

 

 

 

 

 

 

 

no to VIO!

 

 

 

widoki z okna są w stanie wrekompensowac nawet tak ciężką podróż..

 

 

 

 

 

 

Japonia wita nas dobrą widocznością..tak jak pożegnały nas Niemcy..

 


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (2) | dodaj komentarz