Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 661 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościa...

więcej...

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościach.. jednym słowem o życiu małżeństwa z delegacją w tle :)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Pakowania czas..

niedziela, 29 lipca 2012 20:51

Ale ten czas szybko leci! Już w piątek Cezar wyrusza na samotną misję.. jedzie do Japonii na delegację.. Sam.. ja jadę we wrześniu..

Wczoraj obudziłam się w nocy i naszło mnie przerażenie.. już w piątek wyjeżdża a nic nie gotowe! trzeba zrobić zakupy no i zacząć się pakować..

 

Smutno mi się zrobiło.. rostaniemy się na miesiąc..

 

Pakowaniem zajmuję się ja, bo jestem w tym dobra :) idzie mi to szybko i strategicznie mam to obmyślane o czym opowiem podczas pakowania czyli gdzieś w czwartek..

 

Jutro zaczynamy pranie i zakupy :)

Na tydzień przed wyjazdem warto zajrzeć do kosmetyczki i sprawdzić czy mamy wszystkie kosmetyki i w jakim stanie..

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Przygotowania do delegacji cz2.

piątek, 20 lipca 2012 13:07

Czas na organizację czasu za granicą.

Na niecałe dwa miesiące przed wyjazdem czas na rozeznanie się i przygotowanie sobie rozrywek na wyjazd. Jest czas na przeszperanie Internetu, podpytanie znajomych..

Na delegacji wierzcie mi jest mnóstwo wolnego czasu z którym trzeba sobie poradzić.. nie ma telewizji, radia (tylko internetowe , więc trzeba mieć niezły net), nie ma przyjaciół, często sklepy są daleko.. kiedy Męża jest w pracy trzeba się zając sobą.. spacer, ugotowanie obiadu i posprzątanie nie zajmuje dziennie 9-12 godzin! Poza tym za dużo wolnego czasu wpływa na frystracje, nerwowość i odbija się negatywnie na związku.. Mąż przychodzi zmęczony z pracy a Wy w pełni sił, chcecie wyjść, zwiedzać, wszystko byle nie w domu!

Jeśli dobrze zorganizujecie czas wtrakcie dnia, wieczorem wszystko będzie w porządku.. :)

Cezara na marszobiegi lub spacery, nawet po 12h pracy..troszkę w braku zajęć a troszkę dla zdrowia :)

 

Oto moja lista rzeczy o które warto zadbać :)

 

Filmy

-Nie polecam ciężkich, chyba, że wyjątkowo lubicie takie klimaty. Jednakże ja na delegacji, która i tak jest obciążająca psychicznie i emocjonalnie wybieram filmy lżejsze. I nie chodzi o same komedie romantyczne, ale nie mówię, komedie, także te romantyczne świetnie „odmóżdżają”. Warto też prowadzić listę filmów, które zawsze chcieliście się obejrzeć ale nie mieliście czasu. Mój mąż w delegacje samotną zabiera wszystkie „męskie” filmy , których ja nie chcę oglądać tj. rambo, transformers i inne tego typu cięższe filmy „zabijakowe” . Gdy jesteśmy na delegacji osobno nadrabia zaległości : )

 

 

Seriale

- Dla mnie bomba i zawsze na nowej delegacji zaczynam nowy serial lub następne sezony ulubionego. Nadrabiam housa. Oglądam też rodzime seriale których nie mogę obejrzeć w telewizji. Seriale wciągają i zapełniają czas szczególnie podczas niepogody. Gdyby nie seriale nie przeżyłabym ani jednej delegacji.. taka prawda. Wchodzą mi lepiej niż filmy. Gdy Cezar jest w pracy oglądam seriali a jak wraca oglądamy filmik. Wiadomo nie codziennie, choć jak mnie jakiś serial wciągnie to i kilka odcinków dziennie leci ;) w domu oglądam tylko to co w telewizji  i tak rzadko.. często przegapiam i muszę później na vod albo innych playerach nadrabiać, niestety te portale nie działają za granicą (!)

 

Książki

-Na każdą delegację oprócz słowników i rozmówek zabieram kilka książek, do samolotu, na plaże, na ławkę albo na kanapę : ) jak mam okres na czytanie to pochłaniam książki tonami.. a jak nie to nie nawet nie zaglądam..

Do Japonii wzięłam chyba 6 książek, cierpiał na tym mój bagaż. Przeczytałam prawie wszystkie, gdyż była ładna pogoda, dużo wychodziłam no i dziergałam..

Poważnie zastanawiam się nad kupnem czytnika ebooków, waży mniej a zabrać w podróż mogę wziąć wiele książek, nie męczy oka bo ekran to „e- kartka” i w każdej chwili można sobie dokupić książkę..

 

Gry

-Ja nie gram, nigdy nawet jako dziecko żadna gra mnie nie wciągnęła.. owszem zagrałam, ale raz , dwa, jak grali kuzyni, brat.. Za to Cezar lubi jak to mówi „popykać w giere”.. jak to mężczyzna, duże dziecko.. kiedyś kupiłam mu psp, by w podróży i na delegacji miał co robić, i tak się to przydaje.. w domu w ogóle nie gra..

-W podróż zabieramy też karty, kości, czasem Scrable ..to lubie: )

 

Muzyka

-przed każdą podróżą staram się wyposażyć w nową muzykę, by mieć nową energię na wyjazd.. muzyka przydaje mi się w domu, na spacerach, kiedy chcę się wyłączyć.. Poza tym czym byłoby życie bez muzyki.. W Japonii starałam się słuchać i wynajdywać ich muzykę.. lubię muzykę etniczną i z najróżniejszych części świata.. mam muzykę z Brazylii, którą uwielbiam, Indii, Afryki, Japonii..

 

Gazety

-Myślicie, że biorę tonę gazet z Polski ? Nie.. biorę ze dwie, trzy na podróż i do przeglądania, zazwyczaj jakieś ambitniejsze żeby było co poczytać. Ale mam zakupione prenumeraty gazet w wersji elektronicznej . W tej wersji ciągle nie ma bardzo wielu gazet ale da się coś znaleźć. Ja mam chyba 4 gazety wykupione. Bardziej się opłaca niż prenumerata papierowa, a mogę czytać nawet na końcu świata : )

 

Inne

-Dzierganie.. ostatnio do Japonii wzięłam stosunkowo za dużo wełny : ) pół mojego bagażu to była wełna.. teraz już wiem i wezmę mniej..

-Hobby. U mnie aparat. Mam nowe obiektywy i aparat , których nie mam czasu  porządnie przetestować. Ale jeśli macie inne pasje które nie ważą zbyt dużo to weźcie je w taką podróż, będziecie mieli dużo czasu by rozwijać pasje : )

 

 

 

A teraz moja prośba, jeśli macie jakieś fajne książki, filmy czy seriale to podajcie mi proszę tytuły z chęcią skorzystam z Waszych wskazówek..Pomyślcie o mnie jak będziecie oglądać fajny film czy czytać ciekawą książkę.. 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Przygotowania (jak) na przyjazd Papieża :)

czwartek, 19 lipca 2012 23:52

W sobotę odwiedzi nas nasza koleżanka która nocuje nas zawsze w Wawie. Uwielbiamy spedzać z Nią czas, nie wiadomo czemu zawsze śmiejemy sie do rozpuchu, jakbyśmy się sera najedli.. Jest uczulona chyba na wszystko co można więc porządki w domu prowadzimy z dokładnością.. 

Znalazłam środek na zabicie roztoczy, więc spryskałam mieszkanie..

Na Jej nieszczęście jest czas wyjątkowego sierścienia się kotów, oszaleć można!!!

Będzie jeszcze wielkie kompanie kotów..będzie się działo..

 

Przyjazd  naszej M. zmobilizował nas nie tylko do porzadków ale do niewielkich zmian.. zmiana koloru w kuchni..oświetlenia..wreszcie też dostaliśmy ramę łóżka z pojemnikami.. takie niewielkie zmiany, ale cieszą i zrobiły swoje.. dziś godzina 00. a Cezar dalej walczy z oświetleniem pod półkami w kuchni..

 

Śmieje się czasem ,że dobrze , że Nas ktoś odwiedza bo motywuje Nas to do porządnego sprzątania i doprowadzenia niektórych spraw do końca :) Tak więc wyczekany przyjazd naszej M. (czekamy 3 lata na odwiedziny) okazał się dla nas wizytą wysłannika papieskiego i przygotowujemy się już jakiś czas:)

 

Pozdrawiam Was, jak skończymy remonty to wrzuce kilka fotek nowości.. dalej przygotowuję też artykuły odnośnie przygotowań do wyjazdu..

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

MOJE Przygotowania do delagacji cz.1. Japonia.

piątek, 13 lipca 2012 18:02

Pisałam co należy zrobić i jak się przygotować przed wyjazdem.. teraz adekwatnie powiem co zrobiłam i czego się dowiedziałąm zanim przejdę do następnych punktów i części przygotowań :)

 

Szczepienia.

Do wjazdu do Japonii nie są wymagane żadne szczepienia. Czyli , żeby wjechać nie musimy mieć żadnych szczepień. Za to istnieje lista szczepień zalecanych. wsród nich są typowe takie jak :

polio

błonnica

tężec

wzw b,c

Są też : dur brzuszny i mózgowe zapaleniu mózgu , które brzmi bardzo przerażająco i niestety takie jest. Jak się zachoruje to szanse przeżycia są małe a wyjście bez szwanku bardzo niewielkie Dlatego też poszłam do lekarza , żeby zasięgnąc opinii i dowiedzieć się  co i jak. Okazuje się , że Japońsie zapalenie mózgu występuje w Japonii, ale w bardzo niewielkim stopniu, więcej zachorowań jest w Chinach, Korei i subkontynencie Indyjskim. Ryzyko zachorowania jest niewielkie, jeśli będzie się stosowało środki zapobiegawcze. A szczepionka jest obarczona wieloma skutkami ubocznymi dlatego zdecydowaliśmy  się o nieszczepieniu się na Japońskie zapalenie mózgu. Inaczej gdybyśmy mieszkali na wsi gdzie żyje dużo zwierząt (ten gatunek komarów który przenosi chorobę często jest w takich obszarach) lub gdybyśmy mieli być w Japonii rok..  Tak będziemy musieli bardzo uważać.. pryskać się preparatami, ubierać dłuższe rękawy, nie wychodzić po zachodzie słońca.. używać moskitier do okien , co nie będzie trudne bo w każdym oknie moskitiera jest.. Nad durem brzusznym myślę :)

 

Mówiłam o profilaktyce, więc odwiedziłąm lekarza, zrobiłam podstawowe badania, zrobiłam cytologię, usg piersi i leczę uzębienie, tak, że nie będzie ani grama próchnicy!

 

O klimacie i zwyczajach w Japonii czytać nie musiałam, bo wiem. W okresie w którym wyjadę będzie parno i ciepło.. będzie pora deszczowa, na co trzeba się przygotować (kupiłam kurtkę p.deszcową). Trzeba będzie zabrać więcej par butów, gdyż na kalosze nie mam miejsca, a jak jedne byty zmokną to muszę mieć inne.. dodotkowo zachaczę porę deszczową, okre ciepły bez deszczo, jesienny i moge też doczekać zimy, chłodu, dletego muszę przemyślanie się spakować..Ale na pakowanie czas mam:)

 

Z moich przygotowań to tyle, najważniejsze były szczepienia, bo trzeba je zrobić wcześniej..

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

NIEzdrowe jedzenie, niezdrowe ŻYCIE..

piątek, 13 lipca 2012 16:43

Ostatnio troszkę biegam po lekarzach chcąc nie chcąc, profilaktycznie i leczniczo, dodatkowo ta dieta.. to wszytsko składnia mnie do myślenia o żywieniu, zdrowiu i życiu..

Będąc na diecie bez wyznaczonych strikte posiłków i menu, nie czuję się jak na diecie. Wiem co moge , co nie , w jakich ilościach i tyle. Pomaga to wprowadzić w życie zdrowsze żywienie.

 

Czytałam ostatnio kilka artukułów, które mnie zmartwiły i dały do myślenia.. Jeden był o żywieniu dzieci.. o tym jak źle jedzą i jakie problemy może to spowodować w przyszłości, nie mówiąc już o samych złych nawykach żywieniowych z którymi ja zmagam się cały czas.. (czym skorupna za młodu nasiąknie...). W pewnych badaniach było obliczone ,że dzieci jedzą nawet do 25 posiłków dziennie (badania w Polsce)! Pewnie nie możecie w to uwieżyć.. pewnie myślicie," moje dziecko, moje wnuki to takie niejadki napewno tyle nie jedzą.. " Ale moi drodzy posiłkiem nazywamy wszystko co zjemy i wypijemy, co posiada wartość energetyczą(kalorie) i witaminową w danym czasie.. Czyli 3 ciastko zjedzone w danym czasie (np.20-30 minut) to jeden posiłek, ciastko co godzine, dwie to nie jeden posiłek tylko kilka.. sok też jest posiłkiem, tylko woda nim nie jest i można ją pić między posiłkami.. JA często obserwuje dzieci i widzę jak co pół godzinki rodzice wciskają im to ciastko, to kawałek szyneczki.. dziecko skubnie czekoladkę, czipsa .. I praktycznie w ciągu dnia cały czas je, żołądek cały czas trawi, nie zdarzy strawić jednego, a już musi następne.. Do tego rodzice często zmuszają dzieci do zjedzenia do końca, co powoduje zaburzenie czucia sytości, jako dorosły takie dziecko  będzie się przejadało lub niedojadało nie wiedząc kiedy nadszedł moment, że trzeba skończyć jeść. Sama mam takie problemy, zdarzało mi sie wielokrotnie jak pewnie nie jednemu z was.. najeść się bardzo.. , że nie można się ruszyć..wtarczy wspomnieć jakieś urodziny czy święta.. pochłaniemy tam wszystko w wielkich ilościach a później cierpimy.. nie wiemy kiedy przestać, przegapiamy moment sytości, jemy dalej aż nie możemy..

 

To wszystko oczywiście zauważam również u siebie, złe nawyki żywieniowe są spowodowane przez rodziców, lecz nie przez ich złą wolę tylko niewiedzę i ich złe nawyki żywieniowe. Nie potrafią inaczej jeść, wydaje im się , że to jak jedzą jest dobre..że dziecko musi zjeść, szczególnie jak mamy do czynienia z niejadkiem.. wiem , że są sposoby by dzieciaki jadły zdrowo, ale myślę, że trzeba zacząc od siebie .. bo dziecko uczy się wszystkiego obserwując nas..

 

Drugi artykuł był o soli.  O tym , że sól jest zła wszyscy wiedzą. Ale nie wiemy ile dokłądnie powinniśmy, możemy jej jeść i zawsze nam się wydaje, że używamy jej mało. Kogo bym nie spytała to mówi, że je mało soli. Otóż, wg badań średnio spożywamy 15g soli kuchennej dziennie, a powinniśmy 5-6g, czyli małą łyżeczkę. Ja ostatnio skupiam się bardzo na tym ile soli spożywam , ale warto pamiętać , że to co sypiemy z solniczki to tylko mała część tego co spożywamy.. Sól jest wszędzie, najwięcej w pieczywie, wędlinach, przyprawach, w serze żółtym, wędlinach, fast foodach, zupkach w proszku...czego nie liczymy..

Najbardziej zdradliwe są wg mnie przyprawy.. wegeta, kostki rosołowe, przyprawa do ryb, do mielonego, do kurczaka.... bla bla bla.. w normalnym sklepie nie ma żadnej mieszanki gotowej,która nie zawiera soli.. sprawdziłam.. jedyną jest fit'up który wyjątkowo ciężko kupić..

Ja nie używam już takich mieszanek nawet do sałatki przygotowyję mieszankę sama, bez soli.. kostki rosołowe kupiłam takie bez soli i mniejszą zawartością tłuszczu(zdrowa żywność, alma..). W restauracjach (tych dobrych) wszelkie warzywa soli się po ugotowaniu, zużywa się wtedy mniej soli, sól nie zaburza smaku potrawy i w nią nie wnika..

 

Wielu producentów w składzie podaje sód zamiast soli, wiedzmy więc , że 1g sodu to 3 g soli.. bardzo sprytne i zdradliwe..

 

 

Co jeszcze doczytałam.. oczywiście podstawą zdrowego żywienia jest 5 posiłków, składających się z owoców i warzyw.. brzmi przerażająco.. kto ma czas na 5 posiłków..ale już tłumaczyłam, wszystko co zjemy to posiłek..więc jaki problem, żeby wypić szklankę soku na 2 śniadanie, lub kawę z mlekiem, bez cukru.. ? co za problem,by zjeść jabłko na podwieczorek?? to nie zajmuje czasu..  Wg. norm zdrowego żywienia dziennie powinno się jeść 700 g owoców i warzyw z przewagą warzyw, owoce posiadają dużo cukrów..

Plaster pomidora na kanapce nie można nazwać jedzeniem warzyw..bo gdzie tam do 700g..:) Ale zupa jarzynowa, sałatka, soki.. to powinna być podstawa naszego jedzenia..

 

Ludzie zaczynają myśleć o zdrowiu jak zaczyna go brakować, ale wtedy czasu cofnąc się nie da.. Zdrowy tryb życia- zostało to potwierdzone wieloma badaniami - zmniejsza ryzyko zachorowania na wiele chorób..  Ja już się przekonałam o tym , że jak sie nie myśli na codzień to później trzeba się nieźle namęczyć, żeby to odrobić.. ja oczywiście mówie o diecie.. powiem brzydko.. jak wpieprzałam wszystko bez myślenia to teraz trzeba sobie odmawiać wszystkiego..i się napracować, dla efektów.. a wystarczyło myśleć, pewne rzeczy ograniczyć...myśleć.. poprostu mysleć..

 

Spożywamy wszystkiego za dużo, tłuszców , cukrów w różnej postaci, soli.. Patrząc co dzieje się z wieloma krajami europejskimi warto pomyśleć o tym by nasze dzieci za kilka kilkanaście lat nie cierpiały.. Otyłość dotyka caraz więcej ludzi i bardzo wiele dzieci..A to nie wróży dobrze na przyszłość.. i powoduje , że nasze dzieci będą nieszczęśliwe.. ja pamiętam jak będąc dzieckiem , okrągłym ma się rozumieć, śmiali się ze mnie i mówili do mnie "torcik", czy to była moja wina , że byłam grubsza (nie byłam otyła)..? nie.. Rodzice popełniają ten błąd myśląc , że odmawiając swojemu dziecku czegoś (słodyczy, chipsów) powodują , że dziecko będzie nieszczęśliwe.. prawdziwe nieszczęście jest wtedy kiedy dziecko staje się otyłe, śmieją się z niego równieśnicy, choruje i musi naprawdę walczyć by zrzucić kilogramy. Odhcudzanie dzieci nie jest prostei wymaga wizyt i kontroli lekarskiej..



Bądą w niemczech i anglii napatrzałam się na naprawdę otyłych ludzi.. chorobliwie otyłych i to przyjdzie do Polski za kilka lat, bo my polacy odżywiamy się źle.. a edukacja żywieniowa wcale nie jest dobra..edukowane są dzieci, ale jak w domu nie jest to wspierane i wspomagane, kontunuowane to nic z tego nie będzie..

 

Picie wody..

nie pijemy lub pijemy mało.. ja niby piłam dużo , tak mi się wydawało.. ale tak naprawdę piłam mało i to wszystko posłodzone cukrem,czyli był to już posiłek dla mojego organizmu..

Dzieci piją mało i w większości słodzone napoje.. moja kuzynka (9 lat) ma  program"zdrowego żywienia " w szkole.. ale dają im tam pić wode cytrynową, z cukrem.. po co? po to ,żeby dzieci miały większą próchnicę chyba..!

Dzieci trzeba uczyć pić wodę od pierwszych miesięcy , lat życia.. czytajcie etykietki napojów ile jest cukrów w napoju w 100g/100ml 5g tołyżeczka.. w coli bodajże jest 16g w 100g, czyli w szklance 250 ml jest ile??????? w życiu nie posłodzinibyśmy tak sobie herbaty, prawda?

 

Co można zrobić ?

-Trochę poczytać.. o tym co i jak jeść.. można się udać do specjalisty do spraw żywienia, dietetyka, który nakreśli podstawy..

-pić więcej wody, to jest najważniejsza postawa!

-czytanie etykiet, to nie takie trudne.. porównajcie kilka produktów i wybierzcie ten , który ma najmniej kalorii, cukrów, tłuszczu, soli/sodu.. czy ser biały chudy jest gorszy w smaku niż tłusty ? wątpliwe.. co do mleka się zgodzę, bo w pełniejszym mleku jest więcej wapnia i , rzeczywiście lepiej smakuje, ale.. po co używać mleka 3,2 do budyniu ? skoro tak smak mleka jest mało ważny.. ja używam 0% i smakuje identycznie.. spróbujcie.. jeśli kalorie, tluszcze, cukru nie wzbogacają szczególnie smaku to po co dokładać je do swojego menu?

-mniej cukru! do ciast, hebraty i wszelkiego innego..

-dobre węglowadany czyli pełnoziarniste, zawierają błonnik , pomagają nam trawić i trawią się wolniej dlatego dłużej nie czujemy głodu.

- zmiana myślenia.. nie traktujcie tego jako karę.. tylko jako coś dobrego, coś co robicie dla siebie i swoich dzieci..

-tłuszcz.. powinno się jeść głównie tłuszcze roślinne, oliwę z oliwek i to w ilościach niewielkich.. ok. 2 łyżki na dzień.. a nie 2 szklanki..

-wszystkie potrawy da się przygotować zdrowiej.. kotlet schobowy ma sporo kalorii przez panietkę, jeśli usmażymy taki kotlet bez niej na łyżce oliwy będzie dużo zdrowiej i lżej dla żołądka..

-jesteś tym co jesz.. chcesz być tłustą pizzą ? ziemniakiem, schabowym czy może marcheweczką ?:)

-nie chodzi , żeby być maniakiem.. ale życie jest kwestą wyboru.. możesz zjeść zdrowy, dobry, sycący posiłek lub pączka.. jeden pączek raz na jakiś czas nie zaszkodzi.. ale jak pączek przeplata się z pizzą, hamburgerem, schabowym  i ciastem to średnio.. Trzeba myśleć o jedzeniu i przy jedzeniu, o ilości i jakości.. myśleć o możliwościach, o tym co dobre dla organizmu a nie wrzucać w siebie wszystko jak w śmietnik..

-zasada ograniczonego zaufania.. producenci nas oszukują.. oni chcą zarobić, a nie dbać o nasze zdrowie.. używają barwników, słodzików, cukru, tłuszczu i wszystkiego co mają pod ręką , by produkt był dobry i wyglądał apetycznie.. o czym się nie mówi w reklamach.. polecam książkę i program wiem co jem, by móc świadomie wybierać produkty.. nie dajmy się robić w bambuko i zarabiać na swojej głupocie i lenistwie..

-każdy posiłek to rytuał, niech będzie przyjemnością, zjedzony ze spokojem.. rozumiem, że 5 posiłków nie można zjeść w dobrych warunkach..bo praca, dzieci.. ale nauczmy dzieci spokojnego, jedzenia, ładnego jedzenia (przystrojone jedznie wygląda apetyczniej a zajmuje to chwilkę), skupmy się na jedzeniu, nie na telewizorze, gazecie, bo mózg musi wiedzieć , że je i ile je.. jak jesteśmy zajęci to jemy więcej i gorzej się to trawi, szybciej jesteśmy głodni bo mózg nawet nie pamięta , że jadł.. to mózg w większości domaga się jedzenia a nie żołądek..

-uczmy się nowych smaków, podpatrujmy dietetyczne, zdrowe przepisy.. najważniejszą barierą w zdrowym żywieniu są nasze przyzwyczajenia i to , że inaczej nie umiemy, nie znamy innych przepisów.. warto popróbować, poszperać w necie, podpytać koleżanki o nowe przepisy.. Czy zawsze musimy jeść ziemniaki? Czy nie pojemy warzywami ? pojemy jeśli posiłek będzie dobrze przygotowany..

 

Post się zrobił ogromny.. a można powiedzieć, znacznie, znacznie więcej.. jeśli macie pytania piszcie.. odpowiem w miarę możliwości.. i pochwalę się już 6 kg za mną.. pierwszy czas czuję, że zmieniam coś w swoim żywieniu na stałe,na dobre, że czegoś się uczę.. i nie czuję, ze jestem na diecie.. choć byłam bardzo sceptycznie nastawiona.. i poszłam do dietetyczki bez motywacji, bez chęci i bez nastroju, że się uda..

Dlatego właśnie chciałam Wam to napisać.. bo widzę jak je moja mama, moi teście, moje ciocie, kuzyni.. i jest mi przykro , że ludzie tak bardzo siebie nie lubią.. bo przecież trzeba siebie nie lubieć by tak się zaniebdywać i tak olewać podstawową potrzebę organizmu jaką jest jedzenie i picie.. potrzebną by dobrze funkcjonować i żyć.. nie chodzi o kilogramy ale i owszem.. chodzi o zdrowie i o to by dawać przykład inny..

 

A tutaj dietetyczne , zdrowe potrawy..

 

Mrożony jogurt z gorącymi malinami (zamiast lodów z gorącymi malinami)

 

Tu mroziłam jogurt w normalnym pojemniczku , ale teraz zamroziłam go w foremce do kostek lugu w kształcie kwiatuczków..co jest dobrym pomysłem dla niejadków :) a i moi goście się zachwycają jak widzą takie kwiatuszki na sosie malinowym :)

 

 

 

Koktajl malinowy

 

I czy tak przyrzącona potrawa nie zachęci nikogo do jedzenia, myślę , że nawet niejadek jak zobaczy coś wyjątkowego to się skusi.. wypicie koktajlu z kieliczka czy filiżanki jest dla maluchów atrakcją i czują się wtedy wyjątkowe :) Jeśli boicie się o stłuczenie da się kupić plastikowe kieliszki do wina :)

 

 

Pozdrawiam was natchniona pozytywną energią !

z góry przepraszam jeśli post jest nieskładny i ma błędy , gdyż piszę go na czysto, w emocjach :)


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz