Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 138 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

O moim bloogu

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościa...

więcej...

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościach.. jednym słowem o życiu małżeństwa z delegacją w tle :)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Jak dobrze w domu..

środa, 29 lutego 2012 16:23

Jeśli myśleliście, że skoro jestem już w domu to nie będę pisać to muszę Was pocieszyć , będę.. Co prawda czasu mam mało i biegnie szaleńczo szybko, ale o Wam pamiętam :)

Teraz pokaże Wam drugą stronę życia na delegacji.. Życia osobno.. A także czas razem w domu..

Zaczniemy od wydarzeń ostatnich dni..

 

Wigilia..

Tak , dobrze czytacie.. wigilia.. i nie będę pokazywać Wam starych zdjęć ..

Ominęła Nas wigilia w domu, więc postanowiliśmy nadrobić !

Kto powiedział , że wigilia musi być w grudniu ?:) Przecież chodzi o czas z rodziną.. :)

Tak więc w ubiegłą sobotę odbyła się u nas wigilia :) Był karp, krokiety , barszcz.. makówki.. były nawet prezenty.. choinka nie dotrwała , ale były inne akcesoria świąteczne.. :)

 

 

I jak to nie kochać swojej rodziny, która bez względu na czas zrobi wszystko, by Cię uszczęśliwić :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Podróż bez uśmiechu ..

poniedziałek, 27 lutego 2012 22:17

Podróż zaczęła się spokojnie, z humorem.. a czemu by nie.. mieliśmy sporo czasu na walkę z walizkami i peronami..

Zameldowaliśmy się w hotelu, wyszliśmy na miasto na spacer ..

Rano.. wcześnie rano, też na spokojnie, wstaliśmy , zjedliśmy śniadanko.. i na metro , na lotnisko.. Też na spokojnie , bo mieliśmy 2 godziny do odlotu..

Mój bilet był kupiony na 24 stycznia, ale już w grudniu zdecydowaliśmy , ze zostaniemy dłużej i w styczniu poprosiliśmy firmę niemiecką (przez nią kupowany był bilet na nasz koszt- po to by loty i miejsca się zgadzały) by przebudowała mój , by był zgodny z Czarka. Nie było problemu zapłaciliśmy za przebudowanie.

Na lotnisku podeszliśmy do check –in u Pani najpierw „miąchała” bilet Czarka po 20 minutach chciała pomiąchać mój.. i patrzy w komputer, patrzy, sprawdza i pyta czy mamy potwierdzenie rezerwacji.. Nie mieliśmy, ale Czarek wyciągnął laptop i pokazał co mamy..

Sprawdza, sprawdza.. mówi , że nie ma rezerwacji dla mnie.. Sprawdza w historii mówi , że mój bilet nie został zmieniony.. SZOK!!!! Nogi mi się ugięły.. godzina 7.15 Panie kazały nam iść usiąść i czekać.. Zobaczą co da się zrobić..

Pani przyszła i powiedziała , że biletu nie da się przebudować , bo jest miesiąc po terminie, czy chcemy kupić nowy. „Oczywiście , że tak, chcę wrócić do domu.. „ Na razie nie może nic zrobić mamy poczekać do czasu boardingu, wtedy spróbujemy.

I czekaliśmy.. i czekaliśmy ..
godzina 7.30 boarding.. Dalej czekamy..
Pani zawołała nas koło 7.40.. Znalazła miejsce w samolocie do Tokio, i do Frankfurtu ale nie było miejsca do Katowic (bilet dzień później) zgodziliśmy się , zawsze to bliżej domu, poza tym łatwiej się dogadać. Panie bardzo się starały , ale ciężko im szło w stresie tłumaczenie rzeczy po angielsku.. Więc rysowaliśmy na kartkach jak dzieci , żeby się dogadać na 100%.

Godzina 7.50 (lot o 8.00) płacimy, karta coś nie chce działać..
7.55 panie decydują o tym , że polecimy na „kredyt” zapłacimy w Tokio, bo nie ma czasu na kombinowanie z kartą, lub szukanie bankomatu.. Wsadzają do koperty nasze paszporty i kartę Czarka i eskortują Nas do samolotu o godzinie 7.55 bieg przez lotnisku , które wcale nie jest małe.. Do kontroli bezpieczeństwa.. bramką dla Vipów.. o do samolotu bieg.. na szczęście samolot był w rękawie a nie na płycie bo byśmy pewnie mieli eskortę po płycie.. Pani odprowadziła nas na samego samolotu..

Godzina 7.59 zasiadamy w samolocie. Myślałam , że wypluję płuca…

I stres co będzie dalej..

Tokio, przed samolotem czeka na nas pani z  ochrony J ale nie tylko na nas, choć nie umniejsza to we mnie uczucia bycia zbrodniarzem.. –eskorta przez całe lotnisko.. dziwnie się czułam..

Do okienka, w okienku zapłaciliśmy grzecznie , dowiedzieliśmy się że na 100% polecę do Franka.. (szczęście), ale , że do Katowic nie ma miejsc i na razie nic nie może zrobić. Nic, nie ważne- myślimy, coś wymyślimy. Bliżej domu..

 

Lot z Tokio minął spokojnie.. choć jest bardzo męczący .. 12 godzin lotu.. na naprawdę małej przestrzeni (więcej jest w shinkansenach) , w niewygodnej pozycji..

Poza małym incydentem- zrobiła mi się słabo… i o mało nie straciłam przytomności.. Na szczęście wiele razy traciłam już przytomność więc umiem to „wyczuć” i odpowiednio zareagować.. Zdarzyłam na czas.. nie straciłam przytomności choć było blisko.. dreszcze, poty.. stewardessa , przyniosła mokre ręczniki, termometr, wodę i kompres , który po uderzeniu go staje się zimny :) zrobiło mi się lepiej , ale nie super-dobrze.. Pani zaglądała do mnie co jakiś czas czy wszystko jest ok..

Przespałam się , byłam słaba , ale stabilna :)

 

We franku, szczęście, że jesteśmy tak blisko i , ze większość drogi mamy za sobą.. wleczemy

za sobą moją walizkę- Czarek mógł wysłać bagaż do Katowic ja na każdym lotnisku walczyłam z walizką..

Poszliśmy do biura Lufty by się dowiedzieć czy można przebudować mój bilet , lub Czarka tak byśmy lecieli razem , najlepiej dziś (piątek), bo byliśmy już ponad  2 doby w drodze.. (łącznie z 5 godzinną nocą w hotelu).. Okazał się , że średnio są możliwości.. i koszta polecenia razem są bardzo wysokie.. ja powiedziałam Czarkowi , że nich leci , ja poczekam te 20 godzin na mój lot.. (żal mi było tylu pieniędzy) dam radę , czułam się na siłach, emocje mnie trzymały.. każda opcja bez względu na dzień i osobę, kosztowała tyle samo, czyli nawet jakbyśmy lecieli dzień później moim lotem to koszt byłby równie wysoki jak Czarka lotem w piątek więc Czarek powiedział , że nie ma co się zastanawiać i lecimy dziś.  Później byłam mu za to wdzięczna bo złapał mnie kryzys i zasypiałam na stojąco..

Szczęśliwie dojechaliśmy do Katowic.. na lotnisku, czekaliśmy na bagaże i zaczepiła nas kontrola celna.. Grzecznie poprosiłam , żeby to nie trwało długo bo jesteśmy już w podróży długo.. okazało się , że podczas prześwietlania bagażu wykryli , ze jest dużo drobnych , podobnych rzeczy i zapytali co to, powiedzieliśmy , że pamiątki, wymieniliśmy grzecznie co i dlaczego.. (mieliśmy tego naprawdę sporo..) i nas puścili.. :)

Jeszcze tylko autem do domu.. zamiana aut u teściów.. i na podwórku zakopaliśmy się w błocie.. udało się w miarę szybko wykaraskać i do domu!!!!!!!

Kąpiel , herbatka i spać..

 

Dłuuuuga i skomplikowana droga,,, nie życzę nikomu takich stresów.. będziemy się domagać zwrotu kosztów przez firmę niemiecką gdyż zawalili moje przebudowanie i narazili nas na stres i koszta.. a w przyszłości sami będziemy rezerwować bilety, nawet jakby miało być drożej..

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Powrót do domu..

środa, 22 lutego 2012 14:44

No tak , wszystko co dobre szybko się kończy.. w tym wypadku może nie tak szybko , ale się kończy..

Wiza mi się skończyła i czas wracać do domu.. Czarek wraca ze mną na tygodniowy "urlop" i wraca sam do Japonii.. Będziecie mogli poznać druga stronę i możliwość życia w delegacji.. na odległość..

 

Nasza droga do domu..

Wyjeżdżamy jutro  wieczorek: dwa pociągi, jeden lokalny (3 stacje) , drugi shinkansen (ponad godzinę)

Docieramy do Fukuoki i tam śpimy w hotelu. Samolot mamy o 8 rano, a w nocy pociągi nie jeżdżą więc nie mielibyśmy jak dotrzeć na samolot. Z hotelu metrem na lotnisko. I samolot do Tokio- około 2 godzinki..

Z Tokio lot do Frankfurtu 11 godzin, Z Frankfurtu lot do Pyrzowic prawie dwie godzinki. A w Pyrzowicach już prawie w domu.. pół godzinki autem i wymarzone łóżko.

 

Mamy -8 godzin, więc wynika z tego ,że teoretycznie lecimy nie 11 godzin z Tokio tylko 3:)

 

Doszły nas słuchy , że w "Franku" strajki.. miejmy nadzieję ,że się zlitują nad nami.. bo po tak długiej podróży nie chcę czatować na lotnisku dodatkowe godziny.. :(

 

Pogoda Nas nie rozpieszcza.. dziś leje i jest zimno.. miejmy nadzieję , że wyjazdowo  będzie przyjemniej..

 

Walizki prawie spakowane.. ale droga przeraża ;/ ja niestety nie śpię zbytnio w samolotach :( niewygodnie mi i zimno.. Byle do domu!

 

 

 

Do zobaczenie w Polsce :)

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Morze ...

wtorek, 21 lutego 2012 9:20

 

Kocham morze, ubóstwiam spacery brzegiem , szukanie muszelek, patrzenie na tafle wody, która za każdym razem może być inna.. wiatr we włosach, promienie słońca na mojej skórze..

Wczoraj był przepiękny dzień nad morzem.. wybrałam się z aparatem, było po odpływie.. woda uroczo przeźroczysta, morze spokojne, dostojne..

Siedziałam na skałach i patrzyłam na wodę która wyglądała jakby miała gęsią skórkę :)

 

Było pięknie, aż ne chiało się wracać do domu.. nie mówiąc o tym , że chciało się wejść do tej czyściutkiej wody :)

 

 

posłuchajcie podczas oglądania :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Kioto , ach Kioto :)

poniedziałek, 20 lutego 2012 4:02

Prognozy były nieubłagalne , pogoda straszyła a nie spadła ani kropla ! Mieliśmy szczęście, momentami było groźnie, mroźnie i śnieżnie , ale ostatecznie nie mamy co narzekać :)


2 dni od rana do wieczora, a i tak nie zwiedziliśmy wielu pięknych zakątków..

Podsumowanie po wycieczce :

-Obolałe stopy (niemal do wszystkich punktów doszliśmy pieszo)

-Zakwasy mięśni

-Wszechobecny ból

-Uszczyplenie portfela

To wszystko nieważne, bo:

-Uczestniczyliśmy w ceremonii parzenia herbaty przez gejsze, i piliśmy tą herbatę (! happy)

-Widzieliśmy taniec maiko i ich inne talenty

-Uczestniczyliśmy w ceremonii w Świątynii buddyjskiej

-Widzieliśmy maiko na ulicy (to naprawdę rzadkość)

-Sporo kobiet w kimonach (love !)

-Widzieliśmy całą masę świątyń i zabytków

-Mogliśmy poczuć prawdziwy Japoński klimat

-Zrobiliśmy ponad 1000 zdjęć i nakręciliśmy kilka filmików :) specjalnie dla Was , byście również mogli poczuć klimat Japonii

 

 

Nigdy nie przypuszczałam ,że zobaczę prawdziwą gejsze/maiko na żywo na ulicach Japonii.. Nie jest to codzienny widok, nie jest tak łatwo je spotkać.. czytałam na wielu forach i dziennikach z podróży, że zobaczyć je na ulicy to rzadkość i trzeba mieć wiele szczęścia.. :)

 

Najbardziej szkoda, że nie widziałam kwitnienia wiśni.. Kioto w tym czasie jest przepiękne.. ale za to nie było tłumów turystów i mogliśmy spokojnie i własnym tempem zwiedzać :) W okresie kwitnienia wiśni są tłumy turystów i Japończyków..

 

 

Dwa dni na Kioto to stosunkowo za mało! myślę, że tydzień byłby odpowiedni , by zwiedzić wszystkie miejsca warte odwiedzenia i nacieszyć się spokojnym spacerem małymi uliczkami ..

 

 

Na szczęście podróżowanie w Japonii jest przyjemne i touristfriendly :) czyli są napisy po angielsku, często w głośniku słychać informacje po angielsku, w wielu świątyniach są prospekty po angielsku, portugalsku , niemiecku, koreańsku, chińsku. W autobusie przystanki są podawane po Japońsku, Angielsku, chińsku i koreańsku ? (tak mi się wydaje, pewności nie mam, ale na paweno były to inne azjatyckie języki). I cała masa obsługi, która zawsze pomoże nawet jak nie zna języka :)

 

 

W hotelu na 10m2 (dwuosobowy pokój z łazienka !) mieliśmy łóżko, sporu telewizor, biureczko z krzesełkiem, podgrzewacz do wody, lodówkę, łazienkę z wanna , prysznicem i oczywiście grzejąco-myjącym kiblem :) A do tego szampon, odżywna i żel pod prysznic "Shiseido", szczoteczki i pasta do zębów, szczotka do włosów, maszynki z pianką do golenia, herbatę , yukate jako szlafrok , łaźnia publiczna i automat na piętrze :)

 

Zrobiliśmy masę zdjęc w hotelu, w pociągach i na dworcu. A dworzec w Kioto wymiata ! Na koniec z bolącymi nogami zwiedzaliśmy właśnie dworzec! Mamy zdjęcia z shinkansena ze środka i z peronu.

Kioto za dnia i Kioto nocą.

Zdjęcia podzielę na kilka działów i powrzucam po powrocie do kraju (1050 zdjęć robi wrażenie a wiele z nich to takie warte pokazania!) więc czekajcie z niecierpliwością ;)

 

A tu losowo wybrane kilka zdjęc na zachęte, celowo nie dodam tych lepszych żebyście mieli na co czekać :)

 

zima?

 

 

 

czy może lato ?

 

 

 

:) Młode japonki, poprosiłam je do zdjęcia :) nie za bardzo mówiły po angielsku , ale po zobaczeniu aparatu wiedziały co robić :D

 

 

 

wielki budda, miejsce poświęcone ofiarom II wojny światowej.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gion nocą -dzielnica gejsz

 

 

 

Kyoto tower w oddali, głowna ulica kyoto idąca od dworca

 

 

 

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (5) | dodaj komentarz