Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 661 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościa...

więcej...

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościach.. jednym słowem o życiu małżeństwa z delegacją w tle :)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Szczypta Japonii

wtorek, 27 grudnia 2011 9:02

Trochę zdjęć byście mogli poczuć klimat Japoński.. przyznam , że ja dopiero powoli go odczuwam..

Zacznę od mojej codzienności..czyli plaża..

 

 

 

 

 

Świątynia

 


 



 

 

Park w Hiroshimie

 

 

 

 

 

 

 

Las bambusowy

 

 

 

 

 

Ludzie..

 

 

 

 

   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

jak to właściewie jest z tymi delegacjami ?

wtorek, 27 grudnia 2011 7:50

Jednym słowem mogłabym powiedzieć RÓŻNIE, ale postaram się zagłębić temat dla tych którzy nie wiedza jak to wygląda-różnie to wygląda w zależności od firmy, rodzaju itd więc powiem jak jest w naszym przypadku.

 

 

Życie na delegacji nie jest proste. Niejednokrotnie spotykam się ze stwierdzeniami , że mam dobrze bo moge sobie tak pojeździć i mam cały czas wakacje.. Drażni mnie takie podejście.. Bo delegacja to nie wakacje.. ani dla mnie ani dla mojego męża.. Mój mąż jedzie do pracy i spędza w niej koło 10-11 godzin dziennie, a ja w tym czasie musze sobie zorganizować czas, a do tego wiadomo sprzatam, gotuje, piore.. Miejscowości w których przebywamy to nie są zazwyczaj miejscowości ani tereny turystyczne albo wyposażenie i poziom mieszkania nieco odbiega od wyobrażeń.. Mój mąż pewnie będzie na mnie zły i będzie mu przykro , że rozpowiadam jak na delegacji jest mi źle.. ale to przecież nie o to chodzi.. Chodzi o to , że delegacja to nie wakacje nawet dla mnie.. to jest normalne mieszkanie i życie tyle , że czasem na 2 końcu świata.. trzeba sobie poradzić .. we wszystkich aspektach.. a jest się tam tylko we dwójkę..a przez większość czasu samemu..

 

To jak wygląda delegacja i jak oboje się na niej czujemy zależy od wielu czynników..
-miejsca (czy jest gdzie wyjść na spacer, czy sklep jest blisko)
-warunków mieszkalnych (jak nie ma internetu czy kanapy i mieszka się na 20 m2 to raczej kiepsko, na szczęście tak extremalnie nie było jeszcze.. ale kanapy teraz nie mamy.. cały czas siedzę na podłodze-tatami..i kości bolą pomimo zmieniania pozycji, zanim przyjechałam C.mieszkał na 20m2 i to jest tu norma..)
-pogody (coż mi po ładnej okolicy jak cały dzień pada..)
-posiadania zajmowaczy czasu (książki , internet)
-posiadania kontaktu z rodziną i znajomymi (co tu dużo nie mówić, teskni się.. i ciężko nie mięć z kim pogadać)
-zaangażowania obojga (ważna kwestia i tu pochwała dla mojego męża , że po powrocie po 12 h pracy szedł ze mną do lasu pobiegać lub pomaszerwoać po okolicy, czasem wracał wcześnbiej z pracy, deceniał moje starania i był otwarty na wyjścia.. po pracy czy w weekendy normalnie chce sie odpocząć , ale trzeba pomyśleć , że ta 2 osoba siedzi w domu i chciałąby wyjść..ale także z mojej strony nie przeginałam i równoważyłam wyjscia i lenistwo :))
-pewnie jest wiele innych , ale rarazie tylko te przychodzą mi na myśl..

 

Generalnie taka delegacja wymaga większego zaangażowania obojga aniżeli mieszakalibyśmy w domu..Nawet na takich samych warunkach tzn. , że ja nie pracuję.

 

Zawsze w życiu jest coś za coś.. Mój mąż ma taka pracę a nie inną, wiedziałam o tym przed ślubem.. co prawda prawdziwe wyjazdy zaczęły się po ślubie , ale wiedziałam , że tak może być.. Życiowo tak wyszło , że nie mam pracy i nie muszę jej szukać, zrezygnowałąm ze swoich życiowych zawodowych ambicji na rzecz małżeństwa. Nikt mnie do tego nie zmuszał..nie było też tak , że rzuciłam wymarzoną pracą i cierpię dla małżeństwa..tak po prastu się wszystko ulożyło..że nie pracuje i nie muszę i narazie jest w porzadku..

 

Tak jak mówiłam delegacja to nie wakacje , ale też nie katorga.. jak w życiu czasem lepiej czasem gorzej.. dzieki tym delegacjom mam możliwość zobaczenia i pomieszkania w Japonii.. Co jest oczywiście fajne , ale żeby spedzić świeta z mężem, który musiał być w tym czasie w Japonii pierwszy raz w życiu spędziłąm święta z dala od rodziny.. z jednej strony byłam szczęśliwa bo mogliśmy być w święta razem ale z drugiej strony było mi przykro i smutno , że jesteśmy tu sami bez rodziny..

tak to już jest..

 

Kontakt ze znajomymi i rodziną jest też utrudniony, nie można zadzwonić, pogadać, umówić się na kawe.. jest się uzależnionym od internetu..a w obecnym przypadku od strefy czasowej również.. 8 godzin różnicy utrudnia kontakt.. :( a , że często nas nie ma w domu to niektórzy zapominają o nas.. z niektórymi nie ma się wogóle kontaktu albo słaby..

 

Takie są minusy delegacji, ale jakby było tak źle to by mnie teraz tu nie było :)
Najważniejsza jest możliwość bycia razem i wspierania się w trudnych chwilach dlatego też się na to zdecydowaliśmy, życie na odległość sprawdza się na krótko i powoli zaczyna się żyć osobno..nie chcieliśmy tego.. ktoś mógłby powiedzieć, że mój mąż może sobie znaleźć prace w Polsce.. pracował dla polskiej firmy i ta praca wyglądała tak samo z wyjatkiem zarobku oczywiście.. to jest taki specyficzny zawód,że ciężko pracować w biurze blisko domu 8h..takie są realia..
Zwiedzanie albo może sprawdzanie realiów życia na własnej skórze.. bo kto ma możliwość mieszkania w kilku państwach i sprawdzenia jak się żyje ? ja mogę powiedzieć, jak się żyje w Niemczech, w Szwajcarii i Japonii..z biegiem lat będę mogła powiedzieć cokolwiek o innych państwach..
Plusami takich delegacji napewno jest też możlowość zbliżenia się do siebie.. bo nic tak nie zbliża jak ekstremalne warunki.. myślę , że przez 6 lat nie poznaliśmy się tak dobrze jak na tych delegacjach..
Możliwość rozwoju to myślę bardzo ważny aspekt delegacji..dla mojego męża rozwoju zawodowego, a dla nas obojga..społecznego, kulturowego, małżeńskiego i intelekualnego.. bo mamy czas na książkę, więcej czytamy, rozmawiamy, poznajemy nowych ludzi, nowe kultury i nowe miejsca przez co wg mnie mamy mniej uprzedzeń i lepszy pogląd na różne sytuacje i stajemy się bogatsi wewnetrzcie.. Dla mnie jako socjologa z zawodu jest to niebywale ważny aspekt i podchodzę do tego bardzo poważnie..

Tak to wygląda ogólnie.. a życie na codzień będę opisywać na codzień :)

 mój mąż nad książką :)


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Co tu robić z tym wolnym czasem????

wtorek, 27 grudnia 2011 6:50

Zajmowacze czasu.

Mówi się, że fajnie mieć sporo wolnego czasu.. Nie pracować.. hmm... może i fajnie , ale też niefajnie.. jak zawsze są plusy i minusy..:) Co innego nie pracować i siedzieć we własnym domu, we własnym kraju.. ma się telewizję, przyjaciół, rodzine, auto dostępne i można szaleć do woli :). Dlatego już przed wyjazdem warto się wyposażyć w tzw. zajmowaczy czasu :) , żeby nie oszaleć :)

Mój mąż jest w pracy 10-11 godzin więc można oszaleć siedząc przez cały dzień w domu..i jakiś czas mi zajęło znalezienie sobie miejsca w tym świecie.. Spójrzcie z czego korzystam najczęściej by nie zwariować:)

Internet – co bym bez niego zrobiła !!! Kontaktuje się z rodziną i znajomymi, przeglądam prasę, wiadomości i plotki

Aparat- Uwielbiam robić zdjęcia , później je sobie oglądam, obrabiam i tak zlatuje trochę czasu

Powietrze- jest wszędzie :P Ale chodzi mi o ruch na świeżym powietrzu, spacery, opalanie itd..

Książki- Tyle czasu , że można kilkakrotnie przeczytać trylogie :P

Robótki ręczne- podczas ostatniego pobytu w domu wzięłam się ostro do roboty i nauczyłam się robić na drutach :) z pomocą mojej kochanej Kasi i Mamusi :):*

Nauki języków- książkowe albo przez skypa.. tego 2 nie próbowałam jeszcze , ale myślę , że to kwestia czasu.

Gotowanie -  No tak jeść trzeba, ale ma się tyle czasu, że można wypróbować nowe przepisy, pobawić się w kuchni.. to też robiłam ..najbardziej w Niemczech gdzie piekłam bułeczki.. ciasta... i gotowałam pyszne obiadki mężusiowi :D


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Szwajcaria

wtorek, 27 grudnia 2011 5:24

W kwietniu tego roku czyli 2011 odbyła się nasza pierwsza wspólna delegacja. Był to wyjazd do Szwajcarii - miasto Bulle, niedaleko jeziora Genewskiego.. Czarek pracował tam już od kilkunastu miesięcy z przerwami. Po jednej z kilkudniowych przerw, w kwietniu właśnie do Szwajcarii pojechaliśmy razem. Okolica piekna.. zakochałam się w tym kraju od pierwszego wejrzenia!

Do Szwajcarii jechaliśmy autem, podroż trwała koło 15 godzin z tego co pamiętam , ale mogę źle pamiętać:) Dojechaliśmy w nocy więc nie widziałąm Szwajcarii zza okna samochodu..W polsce było jeszcze chlodno, nie było zielono.. a tu ciepło (podobno pierwszy taki ciepły dzień).. ciepło to mało powiedziane.. siedziałam na tarasie pół dnia i spiekłam sobie twarz :D W Szwajcarii mieszkaliśmy w domu szeregowym z 2 kolegami Czarka i rodziną jednego z nich.. tak więc miałam towazrystwo i zajęcie :) mała Emilka skutecznie zajmowała mi czas zabawami :) i pozowaniem do zdjęć :) Nasz pobyt tam trwał 3 tygodnie.. początkowo mieliśmy zostać tam na święta Wielkanocne , ale w końcu terminy się poprzesuwały i wrócilśmy na święta do domu.. 

Szwajcaria ujęła mnie ciepłem ludzi- na ulicy mówi się do siebie dzieńdobry..nawet do mnie jako nieznajomej, przez co poczułam się bardziej jak w domu.. czystością.. nawet w lesie nie było ani jednego papierka! .. klimatem.. bo było ciepło i urokliwie :) widokami.. coż tu dużo mówić, wkleje kilka zdjęc do galerii :) designem.. jako maniaczka architektury wnetrz byłam tam jak w raju.. targi staroci, sklepy z antykami, komisy, sklepy z designem wnetrzarskim..!! Ale i sielskość i prostota.. prośli ludzie, ale nie prostacy..i bliskość natury na każdym kroku.. ehhh napewno tam jeszcze wrócę.. !


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gotowanie

wtorek, 27 grudnia 2011 4:49

Na delegacji nie mamy takiego stanu kuchni jak w domu.. W wynajmowanych mieszkaniach różnie ze sprzętem bywa.. w niektórych jest wszystko i można poszaleć a w niektórych trzeba się uciekać do przeróżnych , czasem zabawnych sposobów przyrządzania.. Ja na delegacje zawsze staram się wziąć blender, zajmuje mało miejsca a pomaga w pracy :)

Przyprawy biorę podstawowe a jak mi na miejscu czegoś brakuje to dokupuje i się nie martwię przecież wszędzie są sklepy :) Tyle , że nie we wszystkich krajach można wszystko dostać.. na największe trudności rzecz jasna natrafiłam w Japonii :) Spędziliśmy tutaj święta, ale jakoś sobie poradziliśmy.. były pierogi,krokiety, ciasto, barszcz.. :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz