Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 713 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościa...

więcej...

O tym jak radzić sobie z rozłąką, gdy wyjeżdża jedna osoba, oraz jak sobie radzić będąc razem w obcym kraju z dala od rodziny..najwięcej o podróżach ale i o kulinariach.. smutkach i radościach.. jednym słowem o życiu małżeństwa z delegacją w tle :)

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Trudne momenty

wtorek, 12 września 2017 14:27

Chciałam wam opowiedzieć o tych trudnych momentach , których miałam ostatnio wiele.
Po pierwsze mój mąż pracował na statku na Oceanie więc miałam z nim kiepski kontakt.
Kiepski kontakt oznacza , że potrafiłam nie mieć od niego ŻADNEJ informacji przez 2-3 dni. Jak wypłynęli dalej w Ocean to nie miał ani zasięgu sieci ani internetu. 
To są stresujące momenty, bo głowa i wyobraźnia podsuwa najciekawsze opcje.. Na przykład porwanie statku przez piratów :)

 

Odnośnie takich stresów i opcji przypomniała mi się zabawna historia.
Kilka lat temu mój mąż jechał do Hamburga autobusem. Nie pamiętam dlaczego wybrał akurat ten środek transportu, ale to jest mniej ważne.
Wsadziłam go w busa  koło 12 w południe i pojechałam do domu. Wymieniliśmy kilka smsów i w porządku. Po czym od godziny około 19- 22 cisza.. Nie odpisywał na smsy , nie odbierał jak dzwoniłam.. W pewnym momencie złapałam takiego stresa, że zadzwoniłam na infolinię firmową autobusu, którym jechał i zapytałam czy nie stało się coś po drodze , bo się martwię. Pani z infolinii była bardzo miła i pełna empatii. Skontaktowała się z pilotem autobusu, którym jechał mój mąż i sprawdziła czy jest on na pokładzie. Co się okazało?
Mój mąż wyłączył dźwięk w telefonie i zasnął .
Pilot przez głośniki wywołał mojego męża , który zaskoczony nie wiedział o co chodzi. Poprosił uprzejmie, by włączył telefon, bo żona się martwi :)

Dziś mogę się z tego śmiać , że narobiłam mu wstydu, ale wtedy naprawdę nie było mi do śmiechu..

 

 

Jak więc widzicie moja wyobraźnia jest wielka. Teraz kiedy mamy mieć takie momenty ciszy, mąż zazwyczaj mnie o nich powiadamia lub uprzedza, że mogą się zdarzyć. I oczywiście stara się , by nie trwały dłużej niż 3 dni. Po takich trzech dniach prosi o możliwość wykonania telefonu lub skorzystania z wewnętrznej sieci internetowej.

Pobyt na statku wiąże się także z inną drogą transportową i problemami z tym związanymi.
Na statek można się dostać tylko i wyłącznie poprzez helikopter a ten jest zależny o pogody. I o ile zazwyczaj nie mieliśmy z tym specjalnie problemu tak tym razem dostałam informację, że Mąż nie może zejść ze statku dlatego, że helikoptery nie latają od 3 dni ( cała zmiana załogi czekała na zmianę ). Żeby dostać się do domu oprócz helikoptera mój mąż miał do pokonania drogę liczącą 3 inne samoloty. Wszystkie musiały zostać odwołane i czekałam na informację o poprawie pogody i o tym kiedy mój mąż dotrze do domu. Jest to stresujące i oczywiście krzyżujące plany. Na szczęście opóźnienie wynosiło tylko 1 dzień w przypadku mojego męża. w przypadku reszty załogi 4 dni więc trochę gorzej.

 

Trzeba mieć nerwy jak ze stali!

nie sądzicie??

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Prawdziwe życie..

sobota, 02 września 2017 20:09

Przez pryzmat oglądania zdjęć na profilu @malzenstwo_na_delegacji możecie myśleć , że życie delegacyjne / nasze życie to bajka...
Nie wiecie w jakich warunkach przychodzi nieraz nam mieszkać/ żyć stąd pomysł , by wam to pokazać.. Bo w życiu delegacyjnym najważniejszym słowem jest "elastyczność" i "podejście". Do wszystkiego trzeba podchodzić z dozą humoru, optymizmu i świadomością dlaczego to robimy. A elastyczność pomaga uniknąć rozczarowań, frustracji i złości. Cały czas się tego uczę. Pan mąż jest jak woda.. Gdzie go nie przelejesz tam się dopasuje.. Łatwo reaguje na zmienne warunki. Ja nie do końca, ale to pokazuje tylko, że każdy może tak żyć. Ważne jest podejście!

 

Na profilu @real_delegation_life Wrzucam zdjęcia prawdziwe, niepozowane najcześciej zrobione telefonem. To nasze prawdziwe życie. Warunki w jakich żyjemy.

Chcecie zobaczyć porównanie?

Warunki życiowe:

Japonia. Duże mieszkanie 3 pokojowe. Sypialnia. Brak ogrzewania ( klimatyzacja z wywiewem w 1 z pomieszczeń). NA dworze temperatura około 0 w nocy.

DSC_0004.JPG

 

Hamburg. Ładne mieszkanko w dobrej dzielnicy.. Małe , ale przyjemne.

DSC_8256na.jpg

 

 

Japonia. Standardowe mieszkanie. Łóżko o szerokości 90 cm dla nas dwojga! Powierzchnia CAŁEGO mieszkania to około 20-25m

DSC_6561na.jpg

 

Kapsztad. Dwie noce w apartamencie czekając na dostępność naszego mieszkania.

20170619_102605.jpg

Warunki w jakich żyjemy są różne i nie zawsze mamy na nie wpływ.
Czasem jest to ładny hotel, czasem ciasne mieszkanie..
Jednakże zawsze mieszkamy samodzielnie tak byśmy mogli zachować prywatność i swobodę. W każdym z miejsc prowadzimy normalne życie i musimy mieć do tego warunki. To nasz styl życia, czasem studencki, czasem koczowniczy, a czasem zahaczamy o luksus..

 

Zaglądajcie na @real_relegation_life po smaczki z naszych podróży i prawdziwe delegacyjne życie!

 

 

 

Zapisz

Zapisz


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Małżeństwo na odległość

czwartek, 24 sierpnia 2017 20:22

Dziś przeczytałam artykuł na portalu Oh!me "Spakuj się i jedź do męża" i sądzę, że jako jedna z nielicznych osób mogę się w tej sprawie wypowiedzieć..
Nie będę oceniać autorki i jej decyzji, bo decyzję podejmuje każdy własną, ale chciałam omówić problem.

Jaki?

Problem oceniania, decydowania , ale także strachu i poczucia , że musimy.
Znam od podszewki zarówno małżeństwo na odległość jak i wspólne wyjeżdżanie (lub pracę za granicą).



Dla ścisłości.. nie urodziłam się turystką.. nie pragnęłam podróżować po całym świecie.. i ważne jest dla mnie spędzacie czasu z rodziną i przyjaciółmi.. nie lubię zmieniających się planów i rzeczywistości i nie klimatyzuję się super-dobrze w nowych warunkach..

Wychodząc za mąż wiedziałam o tym , że w Jego zawodzie "się wyjeżdża". Wiadomo tylko, że w teorii,bo rzeczywistość przerosła moje wyobrażenia..


I o ile maż autorki pracuje w jednym stałym miejscu, nasze miejsce pobytu się zmienia wraz ze zmianą projektu i czasem lokuje się w krajach takich jak np. Japonia co wiąże się ze zmianą miejsca, strefy czasowej i kultury.  W artykule jest mnóstwo negatywnych emocji, złości. Trudno mi się go czytało, bo ja nie mam za złe Państwu , że nie ma w nim dla mojego męża pracy, ale jest za psie pieniądze.. Choć może ta złość już dawno przeszła i jej nie pamiętam.. Trochę trwało aż się oswoiłam i przyjęłam to życie takie jakie jest bez zadawania pytań i pretensji. Otworzyłam siebie na to co przynosi los i staram się patrzeć pozytywnie choć nie jest łatwo.. Sama akceptacja pomaga.

 

Moja decyzja nie przyszła od razu, bo logicznym jest , że jeśli mąż wyjeżdża w delegację to jedzie, pracuje i wraca, nawet jeśli ma to trwać rok. Do decyzji pchnął nas kryzys.. dopiero on nam uzmysłowił, że to nie działa..
Widywanie się raz na miesiąc nie jest dla nas.. Nie tylko kochamy się ale i się lubimy. Przez widywanie się na skypie i rzadziej na żywo oddalaliśmy się od siebie i prowadziliśmy osobne życia tylko się o nich informując. Niby się nic nie działo, nie kłóciliśmy się , rozmawialiśmy, opowiadaliśmy sobie o czymś. Ale czasem nam się nie chciało, czasem wyszliśmy gdzieś z przyjaciółmi.. Prowadziliśmy życie.
To jest bardzo częste u małżeństw podobnych do Nas. Najgorszy jest moment kiedy te dwa osobne życia się na siebie nakładają po pewnym czasie.. Czytaj.. urlop lub dłuższy czas w domu.. Wtedy rodzi się problem , bo sobie przeszkadzamy, bo nauczyliśmy się żyć osobno i zaburzamy sobie ten stan. Tak było u nas.


Myślę, że to , że traktujemy w ten sposób delegacyjność i pracę za granicą powoduje nasze podejście do wspólnego wyjazdu. Bardziej naturalne jest , że jedna osoba wyjeżdża za pracą a druga siedzi w domu, ale właściwie dlaczego?

Ja nie uważam wyjeżdżania wraz z mężem jako poświęcenia, rezygnacji choć wymaga ona obu. Ale wydaje mi się , że podejście jest tu bardzo istotne. Równie istotne jest, by się przygotować do takiego życia gdyż może ono być po prostu lepsze.. Jeśli tylko się na nie otworzymy..


Życie za granicą, bez rodziny i przyjaciół nie jest łatwe. Ale jeśli przestaniemy to traktować jak wyrok a zaczniemy jak szansę dużo się zmieni. Nie każdy się do tego trybu nadaje, i ja przez dłuższy czas myślałam ,że to nie dla mnie.. Teraz zastanawiam się dlaczego tak długo zwlekałam. Wszystko da się poukładać tak, by znaleźć równowagę.

 

Nikt nie ma prawa decydowania za Was, ale nie pozwólcie, by strach przed nowym lub utratą obecnego decydował za was. Zawsze myślcie o konsekwencjach długofalowych i otwórzcie się.
Ludziom jest łatwo podejmować decyzję za innych lub w głowie (jakbym był tobą to bym się nie zastanawiał). Ale sami też przysłaniamy sobie świat, strachem, egoizmem i negatywnymi emocjami.
warto przemyśleć co jest dla nas najważniejsze i jak to osiągnąć.
Dużo małżeństw żyje w taki sposób a mało się o tym mówi jak sobie poradzić w tych trudnych sytuacjach dlatego częściej będę poruszała tą tematykę.

 

Jedyne co mogę wam polecić to spróbować. Dobrze się przygotować, otworzyć i z optymizmem podejść do tego jak do wyzwania a nie zadania.

 

20170706_132620-01.jpeg

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Co zrobić, by pracowac za granicą ?

czwartek, 10 sierpnia 2017 21:00

Istotnym pytaniem jakie zadaliście mi kilka razy było co robi Pan Mąż, że ma taką wyjazdową pracę.
Istotne pytanie :)
Mój mąż jest automatykiem. Programuje linie produkcyjne różnych branż od motoryzacyjnej po farmaceutyczną.
Co ciekawe ostatnio słyszę raczej optymistyczne opinie o naszym  stylu życia choć przez jego większość słyszałam raczej zdanie " ja bym tak nie mógł/ mogła". Nie wiem na ile to marzenia a na ile realne chęci, ale tu kilka słów o tym co możecie zrobić.


Nie musicie wcale być automatykiem, by podróżować i pracować za granicą. Istnieje wiele zawodów, które wymuszają lub pozwalają pracować za granicą. Najbardziej oczywistymi są stewardessa i pilot, ale to wycieczki krótkie.
Możecie też wykonywać waszą prace zdalnie o ile jej charakter na to pozwala. To coraz bardziej popularne. Wtedy możecie pracować w dowolnym miejscu na ziemi o ile macie dostęp do internetu. Musicie mieć tylko odwagę i przekonać swojego szefa, że warto wam zaufać i potraficie pracować dobrze nie przychodząc do biura.

Jeśli jesteście odważni i chcecie zwiedzić świat możecie także szukać pracy w docelowym miejscu. Wymaga to sprawdzenia prawa pracy i wizowego z danego miejsca ( czy nie wymagacie specjalnej wizy do pracy).
Informatycy i programiści to zawody , które są wszędzie się odnajdą i w pracy zdalnej i nie będą mieć problemu ze znalezieniem pracy w innych krajach. Najważniejsze to być elastycznym. Są firmy pośredniczące oferujące pomoc w znalezieniu pracy lub stażu w innym kraju. Możecie też iść na żywioł ! Jechać gdzieś i tam szukać pracy. Ale musicie się przygotować finansowo, by mieć za co wrócić i żyć jeśli wam się nie uda i nie być wybredni co do rodzaju pracy:)

Znajomość języków jest niestety wymagana, ale to nie jest tak, że musicie mówić w języku natywnym kraju do którego się udajecie. Można znaleźć pracę używając języka angielskiego w różnych krańcach świata.

Tak naprawdę możecie robić cokolwiek i jeśli macie dużo zapału to i tak znajdziecie dla siebie miejsce na świecie.

Jeśli macie partnera, który pracuje za granicą lub mógłby to robić nie bójcie się!  Początki są trudne , ale świat jest naprawdę ciekawy i poza 4 ścianami czeka was ekscytujące życie :)
O tym jak się do tego przygotować i co robić, by nie zwariować będę pisała w następnych postach.. :)

 

Dodatkowo pytanie czy mój mąż się nie boi pracować z różnych kulturowo krajach.
To on powinien odpowiedzieć na to pytanie, ale jako , że jest w RPA i ma za sobą ciężki dzień pracy to go wyręczę.
Zanim wyjeżdża do danego kraju zazwyczaj ma sporo czasu , by oswoić się z nowym projektem i myślą o wyjeździe. Stres towarzyszy Nam zawsze gdy wybieramy się w nowe miejsce, często nie wiemy czego się spodziewać. Warto przed wyjazdem zrobić mały research, by poczuć się pewniej..

 

2012-12-20 18.37.32-3.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Plusy z delegacyjnego życia

środa, 02 sierpnia 2017 20:32

Dawno już nie pisałam niczego o naszym życiu. A to przecież miał być główny punkt tego bloga. Podróże miały być dodatkiem a stały się punktem głównym.  Pewnie z oczywistych względów tego iż są ciekawsze i z racji mojego zamiłowania do fotografii i  zgłębiania wiedzy.

 

Nasze życie.. niestandardowe, nieplanowalne a jednak nasze .. takie wybraliśmy.
Dla tych co nas nie znają, a trafili tu dopiero teraz.
Pan Mąż- pracujący na kontraktach jako automatyk. Ja- żona w podróży.
Razem wyjeżdżamy od ponad 6 lat. Bez względu na kraj staramy się wyjeżdżać na kontrakty razem. Mąż pracuje a ja mu towarzyszę ( wiadomo, że nie w pracy) :)

 

Dlaczego?

Trochę nie mieliśmy wyjścia :) Pan Mąż ma taka pracę i wiedziałam od początku, że wiąże się ona z wyjazdami. Nie służył nam tryb rozstaniowy (on za granicą ja w domu) i kryzys doprowadził nas do ściany.
Jesteśmy jak wiele innych małżeństw w dzisiejszych czasach i jeśli stoicie przed podobną ścianą- nie bójcie się. Właściwa motywacja= ratowanie małżeństwa i wizja lepszego wspólnego życia pomogą wam przebrnąć przez początek. A później już w górki :)

O tym , że to naprawdę nie takie trudne (choć i mnie ta wizja blokowała i przerażała) napisze innym razem. Choć oczywiście każda sytuacja jest inna myślę, że da się delegacyjne życie usprawnić i ulepszyć.

 

 

Dziś jednak o tym co nam dało takie życie, które jest owszem pełne minusów (jak każde) i dlaczego warto rozważyć wspólne wyjeżdżanie :)

 

  • Brak rozwodu
    To najbardziej oczywista rzecz.
    Staliśmy nad przepaścią i jeśli nie zmienilibyśmy niczego rozwód stałby się faktem i to szybko. 
    Przez ponad rok widywałam męża tylko kilka dni w miesiącu i ewidentnie miałam dość sygnalizując to głośno i wyraźnie, aż doszliśmy do ściany. To , że jesteśmy razem zawdzięczam tylko i wyłącznie uporowi Pana Męża.
  • Brak rutyny
    Brak rutyny to nasza rutyna. U nas potrafi się zmienić wszystko w ciągu godziny. Nie mam planów na następny miesiąc a co dopiero dłuższy czas. Jeśli zdarzają się jakieś ważne wydarzenia (wesele bliskiej osoby)- są one zaznaczane w kalendarzu i staramy się w tym czasie być. Przynajmniej ja i zazwyczaj to musi wystarczyć.
  • Zwiedzanie nowych miejsc. Do tego niecodziennie bo mieszkając wśród miejscowych. Zazwyczaj mieszkamy w wynajętym mieszkaniu wśród miejscowych i żyjemy jak oni.
    Szwajcaria, Niemcy, Austria, Singapur (tylko Pan Mąż) , Japonia, RPA , Namibia (tylko Pan Mąż) to ponad 6 lat wspólnego wyjeżdżania. Do tego Ukraina, Włochy i Indie w podróżach Pana Męża przed powstaniem Małżeństwa na delegacji.
    Kontrakty mojego męża odbywały się w dosyć wizjonerskich miejscach takie szczęście, ale zwiedzić można każde miejsce. Każde miejsce ma coś do zaoferowania jeśli jesteśmy dostatecznie otwarci i chętni. A my nie wiedzieliśmy do jakich miejsc trafimy. Przyszłość zawsze jest niewiadomą..
  • Jesteśmy razem.
    To może prozaiczne, ale dlatego to robimy. By być razem. Nieważne czy w domu czy za granicą. Chcemy być razem. Po to wzięliśmy ślub i po to ratowaliśmy te małżeństwo.
  • Wyzwania i ciągła nauka.
    Nie tylko mój maż stoi przed wyzwaniami kolejnych projektów. Ja staję przez wyzwaniami nowych miejsc, uczę się nowych kultur, nabieram nowych umiejętności. Żyjemy przez jakiś czas w obcym kraju a to zawsze wyzwanie.
    Jako małżeństwo też co rusz stajemy przed wyzwaniami, które z racji wyjazdów są intensyfikowane. Jak jesteśmy razem  to jesteśmy 24 na dobę, na wyjazdach odchodzi praca ale dochodzi moja tęsknota za domem, nuda i rozdrażnienie. Do tego problemy w pracy, codzienne irytacje. Na wyjazdach mamy tylko siebie. W domu mamy przyjaciół i rodzinę, ale przesyt swojej obecności i presję rodzinną ( żeby odwiedzić, spotkać się, wyremontować, załatwić itd )
  • Utrzymanie młodości.
    Tym pewnie Was zaskoczę :) Nie jesteśmy starzy, ale życie na walizkach i ciągle podróże utrzymują nasza energię w górze. Nie ma że się nie chce. Pakujemy walizki i zwiedzamy piękne miejsca. Na wyjazdach szkoda nam każdej chwili ( no dobra, mi szkoda), by więcej zobaczyć, przeżyć.. Zapamiętać.. I z każdym wyjazdem bardziej się chce..  :)
    Do tego wyjścia do restauracji, wieczorne spacery po plaży, spotkania ze znajomymi ( z pracy męża), weekendowe wypady za miasto- na wyjazdach nie mamy "domowych" trosk.
  • Możliwości rozwoju.
    Dzięki naszej decyzji oboje zyskaliśmy możliwość rozwoju. Teoretycznie ja poświęciłam swoją "karierę" dla Pana Męża i jego pracy, ale uważam , że szanse rozwoju i kariery odbieramy sobie sami. Rzeczywiście dostosowałam swoje życie do Pana Męża i jego pracy , ale jednocześnie otworzyłam się na możliwości. One zawsze są. I choć pracować na etacie nie mogę ( bo i jak) to nawet nie chcę. Mam możliwości rozwijania się jako człowiek. Rozwija się moja dusza. Rozwijam się artystycznie. Wyjazdowy nie wyklucza także prowadzenia działalności (co robiłam ) oraz pracy zdalnej, która jest coraz bardziej popularna.
    Pan Mąż natomiast ma możliwości pracy w całkowicie różnych projektach, rożnych krajach i różnych branżach. Poprzez jego otwarcie na wyjazdy, doświadczenie i umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach i projektach ma możliwość wybierania ciekawych projektów.
  • Szycie na miarę.
    Trudno powiedzieć , że nasze jest szyte na miarę, bo chyba żadne nie jest. Te staramy się układać tak, by być w nim najszczęśliwsi.  szczególnie w rzeczach na które mamy wpływ.
    Nasze życie jest dostosowane do pracy Pana Męża, ale pomiędzy kontraktami w miarę możliwości możemy zrobić przerwę i pobyć 3 miesiącem wspólnie w domu.
  • Większe zarobki.
    O tym chyba nie muszę mówić.
  • Poznawanie nowych ludzi.
    Opcja oczywista, dla Pana Męża. Ja mam mniejsze opcje poznawania, ale często poznaję ludzi z pracy męża- z wieloma się przyjaźnimy pomimo zakończenia projektów. Albo przypadkowych ludzi jak np. pewien surfer w Japonii, któremu zrobiłam sesję. Albo licznie zaczepiający nas inni ludzie w RPA i Japonii ( z racji odmiennego koloru ).
  • Możemy spełniać marzenia.
    To wiąże się z większymi zarobkami, ale także możliwościami i podróżami.
  • Pan Mąż nie pracuje 12 miesięcy w roku. To chyba plus zważywszy , że na etacie ma się tyko 3 tyg urlopu :) Co prawda, jesteśmy uzależnieni od projektu do którego Pan Mąż przystąpił, ale wakacje w sierpniu nad bałtykiem czy Mauritius w marcu.. :)
  • Mój mąż zdecydowanie lepiej się odżywia kiedy jestem z nim!

 

Na tyle wpadłam. Pewnie jest ich jeszcze więcej. Ogranicza nas tylko wyobraźnia. Więc jeśli jesteście w takim związku (wyjazdowym) i przeszła Wam przez głowę taka myśl, że może razem..Choć na trochę.. Choć na próbę ( moja trwa 6 lat ;)) Spróbujcie..
Bo na koniec życia żałujemy tylko tego czego nie zrobiliśmy!
A jak stoi na wadze wasze małżeństwo to chyba warto..

DSC_9070b.jpg

Nasza wspólna pierwsza delegacji :)


DSC_7659as.jpg

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz